FANDOM


Cześć! Otóż postanowiłam przetłumaczyć odcinek 15 z Nevrą, niestety stety, jest to tłumaczenie odcinka z yt, którego link znajdziecie tutaj. Tłumaczenie będzie pojawiać się we fragmentach, aby nie kazać za długo czekać (czyt. ten odcinek został podzielony na yt na 4 części, czyli będą jeszcze 3 fragmenty). O każdej zmianie będę informować tu, na początku wpisu oraz w teoriach o odcinku 15.

  • Druga część została wstawiona, dla łatwiejszego znalezienie została ona odzielona znakiem "~", link do odcinku na yt znajdziecie tutaj. Osobiście, bardzo szkoda mi Gardzi.
  • Okay, jest i trzecia, przedostatnia część.^^ Filmik znajdziecie tutaj. Chciałam bardzo podziękować cudownej osóbce o nicku Mevala aka Aribeth za pomoc i przepisaniu mi paru minut tekstu. Bez tego bym się na dzisiaj nie wyrobiła, jesteś kochana! <3
  • Odcinek jest już w pełni przetłumaczony, link do ostatniej części filmiku macie tutaj.

Prosiłabym również, aby każdy, kto chciałby użyć mojego tłumaczenia zaznaczył, skąd i od kogo jest ono wzięte.:)

A na wszelkie dyskusje lub cokolwiek skierowane prosto do mnie zapraszam na Eldkę, nick: Madcat

Miłego czytania!^^


~Odcinek rozpoczynamy wizytą kotka, który informuje nas, że możemy zmienić chłopaka, który nas pocałował.~

Sala Drzwi.

Randomy: No, ale to nie prawda ... Myśleliśmy, że będzie bezpiecznie i cicho.

Tak, mam nadzieję, że szybko znajdą winowajcę.

G: (Co to jest?)

G: (Tam jest tłum kobiet dyskutujących ze sobą, zastanawiam się, co mówią…)

Random: Nie mogę uwierzyć, że członek straży dał się zaatakować!

G: (Nie, to nie prawda. Lepiej do nich podejdę i zapytam.)

G: Przepraszam? Mogłybyście mi powiedzieć coś więcej? Kto został zaatakowany?

R: Nie mam pojęcia, po prostu tak od kogoś usłyszałam, że ktoś jest w przychodni.

G: Ok… Dziękuję.

G: (Chciałabym wejść do przychodni, ale drzwi są zamknięte.)

G: (Mam nadzieję, że osoba w środku nie została poważnie ranna.)

G: (Naprawdę zastanawiam się kto to jest. Może Karenn będzie wiedziała?)

G: (Dziwi mnie dwóch strażników przed schodami do więzienia. Nie znam ich wystarczająco… )

Biblioteka.

kruk kruk

G: (Hmm? Usłyszałam przeraźliwe krzyki kogoś małego.)

G: (Aw! To mała Floppy! ♥)

G: Jesteś taka piękna!

G: Zabiorę Cię do Valkyona, pewnie się martwi!

Korytarz.

G: (Wielokrotnie zapukałam do drzwi Valkyona, ale bez skutku.)

G: (Floppy zawsze jest wypełniona nim, gdy nie jest w swoim mieszkaniu. Zastanawiam się, gdzie może być.)

Floppy: Likkkkk! ← za każdym razem tłumaczy mi jej imię jako dyskietki xD

G: Floppy, myślę, że ty i ja będziemy się trzymać razem przez jakiś czas.

Przed pokojem spotykamy Aleaję i Chrome’a, oboje mają nietęgie miny.

G: (O, Alaeja i Chrome. Dziwnie widzieć ich razem.)

A: Co chcesz mi powiedzieć, co? Jesteś tak owłosiony, że gdybym chciała, mogłabym Ci to wszystko uciąć tępymi nożami!

Ch: To się nie stanie, mimo to, będziesz żałować.

G: (Chrome zaczął warczeć. Starli się na spojrzenia zanim każde poszło we własną stronę.)

G: (Cóż, zastanawiam się co mogło ich tak poróżnić. Wiem, że nie lubią się od początku, ale nawet jeśli…)

G: (Porozmawiam z nimi przy okazji.)

Kuźnia.

Bam

G: Huh?

Karenn: J-Ja… Ja przepraszam. (< - zapłakana moja biedna;;)

G: Karenn? Dlaczego płaczesz?

K: To ja… Ja widziałam… Jak...

G: (Pobiegła w stronę swojego pokoju.)

G: (To wyglądało dziwnie, i wdawało mi się, że widziałam krew na jej dłoniach…)

G: (Ale o kim ona mówiła?)

Kiosk.

Purroy: Wybacz panienko, ale w mojej dłoni właśnie nagrzewa się mikstura.

G: Purroy? Czemu biegasz w tę i we tę?

P: Ewelein poprosiła mnie o dużą ilość eliksirów.

G: Ezarel się tym zwykle zajmuje.

P: Tak, ale nie tym razem.

G: (Odszedł, przed wytłumaczeniem dlaczego to właśnie Ezarel się tym nie zajmuje.)

G: (Cholera! Mogłam go zapytać czy nie widział przypadkiem Valkyona!)

Sala Drzwi.

G: (Cóż, Ci dwaj strażnicy zniknęli. To okazja, aby sprawdzić co się stało.)

Więzienie.

G: (Oh! Te wszystkie ślady krwi, również woda…)

G: (Zbliżyłam się.)

G: (Jest wciąż świeża… Krew musi pewnie pochodzić od ofiary, znajdującej się w przychodni. Patrząc na ilość, nie jest w dobrym stanie…)

G: (Gdy teraz tak o tym myślę… Nie widziałam Valkyona, Nevry czy Ezarela. Zazwyczaj to na nich wpadam, gdy próbuję znaleźć odpowiedzi.)

G: (Czy to jeden z nich jest ofiarą?)

G: (Mam nadzieję, że nie… Pomimo Karenn, która płakała, Floppy bez swojego właściciela i Purroy, zajmujący się eliksirami za Ezarela.)

G: (W każdym razie, mam nadzieję, że osoba, która została poszkodowana będzie mogła dojść do siebie.)

Targ.

G: (Oh! To Ewelein, ona mi pewnie odpowie.)

G: Cześć Ewelein, czy…

Ew: Wybacz, ale nie mam czasu. Jeśli chodzi o twoje badanie zajmę się tym później.

G: (Ouch, nie pachnie to zbyt dobrze. Patrząc na jej panikę, jest jeszcze gorzej niż się spodziewałam.)

G: (A co to? Paski z gazy i drut medyczny?)

G: (Musiały jej wypaść po drodze, lepiej je do niej zaniosę. Może ich potrzebować.)

Sala Drzwi.

G: (Drzwi od przychodni są otworzone. Jestem w stanie zwrócić materiały Ewelein.)

Przychodnia.

G: Ewelein!

Ew: Co ty tu robisz? Ktoś nie zamknął drzwi? Wyjdź!

G: Czekaj, chciałam Ci coś oddać. Upuściłaś to, gdy się mijałyśmy.

?: AHHHHHHH!

Ew: Obudziła się. Nie mam wyboru, Gardienne, potrzymaj.

G: Floppy! Zostań tu! (Odłożyłam małą bestię na stolik zanim poszłam pomóc Ewelein z pacjentem.)

G: Ale Enthraa? (A więc to ona została zaatakowana.)

Ew: Trzymaj jej ręce!

G: (Podbiegłam aby to uczynić.)

Ew: Jest cała fioletowa, potrzebuję dawkę uspakajającą i antykoagulant. „Maythz” uruchamia proces odkażenia, będzie trzeba operować.

G: (Podczas „maythz” po pokoju przeszedł rodzaj światła białego. Myślę, że to ich proces dekokontaminacji.)

Ew: Gardienne, jeśli chcesz zostać jesteś mile widziana, w przeciwnym razie, proszę wyjdź.

G: Co mogę zrobić, aby pomóc?

Ew: Załóż igłę i trzymaj ją w ręce. Jeśli zmieni kolor na czerwony od razu mi powiedz.

~Medycyna w Eldaryi nie ma nic wspólnego z tą na ziemi. Używając urządzeń, których nigdy wcześniej nie widziałam na oczy i elementy magii, wszystko wydaje się takie nierealne.

Zaczęła zaszywać rany Enthry.~

G: (Oglądałam ją, zahypnotyozowana w jej metody.)

~Nie trwało to długo. Ewelein była bardzo skoncentrowana i precyzyjna.~

Ew: Na szczęście szybko się uspokoiła. Nie byłabym w stanie dobrze jej zaszyć gdyby dalej się wierciła. To doskonała praca.

G: (Wyrzuciłyśmy niepotrzebne rzeczy.)

Ew: Gardienne, przepraszam, że wkręciłam Cię w tę historię.

G: Nie obwiniaj się, sama się na to zgodziłam.

Ew: Mam nadzieję, że to nie sprawiło, że czujesz się niezręcznie.

G: Nie wiem, to był pierwszy raz.

Ew: Okay. Byłaś idealną asystentką!

G: Nie zrobiłam zbyt wiele poza trzymaniem tej rzeczy. Właściwie, do czego służy?

Ew: To inkubator. Jak wiesz, syreny mają pewne moce i dzięki tobie Enthraa była kontrolowana, gdy ja się nią zajmowałam.

G: Oh…

Ew: Ostrożności nigdy za wiele.

G: A jakie moce posiada Enthraa?

Ew: Poza podstawowymi, również doskonała wytrzymałość. Również coś zwanym „entaglement”. (nie wiem, jak to przetłumaczyć.)

G: Co to jest?

Ew: To trochę skomplikowane do wytłumaczenia, ale syreny pokroju Enthry są w stanie manipulować ludźmi przez chwilę. Biorąc pod uwagę stan szoku, w którym ona była, najpewniej tego użyła.

G: Syreny pokroju Enthry?

Ew: Czy zauważyłaś, że Alaeja i Enthraa się różnią?

G: Tak, uderzyło mnie to, gdy je poznałam.

Ew: Alajea to lądowa syrena, w czasie gdy Enthraa jest wodną. Są kuzynkami.

G: Jak dużo jest ras syren?

Ew: Wszystko zależy od ich plemienia, położenia, a także tego, co można nazwać „wyrównaniem”.

G: „Wyrównaniem”?

Ew: Hmm… Ja nie lubię kategoryzować ludzi na dobrych i złych, ale w niektórych rasach faeries… Dzielimy je na neutralne, a te złe nazywane są „margygr”.

G: Na szczęście, ha ha.

G: Właściwie… Dobrze z nią będzie?

Ew: Tak… Jeśli znowu nie trafi w czuły punkt.

G: Okay.

toc toc toc

Ew: Kto tam?

M: Miiko! Otwórz!

M: Jak Enthraa?

Ew: Cóż, nie zagraża jej niebezpieczeństwo.

M: Straszne! Czy opowiedziała Ci cokolwiek o winowajcy?

Ew: Niezbyt miała na to czas.

M: Gardienne, a co ty tu robisz?

G: Coż, ja…

Ew: Była moją asystentką, przy czym bardzo dobrze się sprawdziła.

G: (Ewelein puściła mi oczko.)

M: Dobrze i tak miałam zamiar z tobą porozmawiać. Ewelein, Gardienne, czy mogłybyście pójść proszę ze mną do Kryształowej Sali?

Ew: Ok. Violine, przyglądaj Enthry i zawołaj mnie gdyby działa się choć najmniejsza rzecz.

M: Zwróć się do Jamona, on pozwoli Ci przejść.

G: (Podniosłam Floppy. Wolę nie zostawiać jej samej póki nie znajdę jej właściciela.)

Korytarz.

M: Jamon, mógłbyś nam otworzyć?

G: (Jamon wyrecytował formułkę, a pieczęć na drzwiach zmieniła kształt i kolor.)

M: Proszę, dziewczyny. Jamon, zamknij za nami.

G: (Przeszłyśmy i poszłyśmy prosto po schodach do Kryształowej Sali.)

Kryształowa Sala.

G: (W środku znajdują się wszyscy członkowie Lśniącej Straży: Ykhar, Kero, Leiftan, Nevra, Valkyon, Ezarel… Brakuje tylko Jamona, ale to normalne, bo pilnuje drzwi.)

G: (Floppy pobiegła do Valkyona. Uśmiechnął się do mnie w podziękowaniu.)

G: (Zrobiłam znak, mówiący, że nie ma za co.)

G: Co chciałaś nam powiedzieć?

M: Chodzi o atak na Enthrę.

G: Okay, więc?

M: Eh, cóż…

M: …

Ew: Jak długo będziesz kazać nam czekać? Mam pacjenta, który potrzebuje mojej pomocy i zgaduję, że ani ja, ani Gardienne czy ktokolwiek stąd nie ma czasu na twoje wahania.

G: (Woah, Ewelein… Właśnie zdobyłam punkty w moim sercu.)

M: …

G: (Zaczęła mamrotać przed dokończeniem zdania.)

M: Wierzymy, że to sprawka Nieznajomego. Mamy również przeprosiny co do Gardienne.

G: To znaczy?

M: To, co się stało z biblioteką. Mamy teraz znaczne dowody, że to nie była twoja wina. W imieniu Straży Eel chciałabym przedstawić Ci nasze najszczersze przeprosiny, mamy do Ciebie szacunek.

G: Zrozumiecie w końcu, że możecie mi ufać?

G: Za każdym razem, gdy coś się tu dzieje jestem w to zamieszana, nieważne co, a wy mnie nigdy nie słuchacie!

Ez: Ma rację…

G: Krótko…

G: Sądzisz, że to Ashkore był winowajcą?

M: Tak… Zresztą, Nevra przyniósł nieznaczne dowody, aby potwierdzić ten kierunek.

M: Razem ich szukaliście, czyż nie?

G: Tak!

M: A na dodatek tego wszystkiego… Hm… Ten człowiek zostawił nam ślad swojego przejścia.

G: (Wręczyła mi kartkę.)

Mam nadzieję, że ucieszyliście się z mojego małego prezentu.”

G: (Reszta listu wypełniona jest symbolami, których nie rozumiem oraz nazwą, która jest mi znana.)

M: Ashkore.

G: Co to znaczy? Nie rozumiem tych symboli.

Ez: Dokładnie? To on uwolnił kreaturę, której stawiliśmy czoła!

Ez: Został wprowadzony do rezerwy i to on wyczyścił książkę, która uwolniła to coś. Więc to nie twoja wina.

G: Ale jak mógł to zrobić?

V: Nie wiemy.

G: Musi być cholernie inteligenty i silny.

M: Słucham?

G: Wchodzi do K.G. kiedy chce, bierze co chce i kładzie was na kolana… I nawet nie potrzebuje eliksiru aby mieć to, co chce, he.

Ew: Huh?

M: Hmm… Musi mieć sojuszników.

Y: Ja nic nie zrobiłam! Przysięgam, ślubowałam wierność straży i… Nigdy bym Cię nie zdradziła! Kero również!

K: Ykhar… To jest dokładnie to zachowanie, które sprawia, że jesteś podejrzany wiesz?

Y: Ale… Ja…

K: Nikt nas jeszcze nie oskarżył, więc wyluzuj.

M: Tak… Oboje mieliście alibi tej nocy. Ale by być bardziej pewnym, proszę wszystkich o zwrócenie mi swoich kluczy.

Y: Ale będziemy ich potrzebować do pracy!

M: Przyjdziecie się ze mną zobaczyć.

G: Naprawdę myślisz, że to coś zmieni?

M: Nie wiem, ale to on nas zmusza do działania.

G: (Skonfiskowała wszystkie klucze, te od chłopców również.)

G: Właściwie, jaki jest związek ataku na Enthrę i sytuacją w bibliotece? (Staram się skupić na temacie.)

M: Słaby, ale wierzymy, że te dwie sprawy nie są ze sobą niezwiązane. To jest zbyt oczywiste.

G: Hmm, czyli to nie ma się do rzeczy, tak?

M: Wiem… Ale to jest jedyny ślad, jaki póki co posiadamy. Również, tłumaczy to jak ten człowiek tak łatwo wślizgnął się do K.G.

G: (Położyła pięści na stole. Wygląda na mocno wkurzoną.)

G: (To musi być trudne to wszystko znosić.)

V: Miiko. Wkurzanie się nie pomaga sytuacji.

M: Wiem! Ale frustruje mnie to…

N: Jesteśmy tak samo sfrustrowani jak ty. Ten szaleniec boryka nas przez parę miesięcy, robi z nas kretynów, więc tak, rozumiemy. Ale tak jak Valkyon powiedział, irytowanie się jest daremne.

G: Więc konkretniej, masz pewność, że to on w… 0%.

M: To to. To jest droga, której nie powinniśmy oceniać. I to nas doprowadza do tego, dlaczego chciałam, abyście tu przyszli… W szczególności Gardienne.

G: Huh?

M: Chcielibyśmy, abyś pomogła nam dojść do tego co się stało.

G: Prawdopodobnie istnieją do tego ludzie bardziej kompetentni, prawda?

M: Patrząc na raporty z twoich poprzednich misji jesteś idealną osobą, jeśli chodzi o szukanie wskazówek czy przesłuchiwanie ludzi. Misja w Balenvii była doskonała w tym punkcie, Chrome nie przestawał Cię chwalić.

G: (Miło wiedzieć, że jestem dla nich użyteczna, mimo tego, co mi zrobili.)

L: Myślimy również, że prawdopodobnie jesteś najbardziej zdolna aby dokonać różnicy między rzeczami związanymi z atakiem. Jak widziałaś, mamy już swoich podejrzanych i chociaż wiesz, że nie pali nam się to do ust, myślimy, że będziesz miała na tyle powściągliwości, że rozwiejesz nasze wątpliwości.

M: Oczywiście, nie zarzucamy Ci niczego.

G: Mam nadzieję, że to dobrze płatna misja.

M: Gardienne…

G: No już, dobrze, zgadzam się.

G: Zgaduję, że najpierw powinnam przepytać Enthrę?

M: To pytanie do Ewelein. Myślisz, że Enthraa jest w stanie odpowiedzieć na nasze pytania?

Ew: Teraz? Nie. Może za parę godzin, gdy się obudzi. Gardienne, gdy będziesz ją wypytywać postaraj się być słodka. Dla niej ten okres nie jest zbyt łatwy, a ma zbyt dużo dumy. Najmniejsze słowo może ją zrazić.

G: Postaram się, wiem, że dużo rzeczy nie jest łatwo ostatnio.

M: Dobrze, idealnie. Ezarel, Valkyon, Nevra i Leiftan chciałabym, abyście zabezpieczyli K.G., nikt nie powinien być w stanie wyjść czy wejść nie będąc widzianym przez straż. Sprawdźcie Jamona. Kero, Ykhar… Proszę kontynuujcie prace w bibliotece.

G: (Podała im klucze do rezerwy, mówiąc, aby zwrócili je od razu, gdy skończą pracę.)

K: A ty co będziesz robić?

M: Zwołam paru naszych sojuszników, musimy się bronić i naprawić parę błędów, które popełniliśmy.

G: (Posłała znaczące spojrzenie w moim kierunku.)

K: Jeśli potrzebujesz pomocy, nie wahaj się nas wołać.

M: Wiem, dziękuję.

G: (Mając zadania, wszyscy opuściliśmy Kryształową Salę.)

G: (Ruszajmy! Powinnam wziąć mój notatnik, będę miała dużo rzeczy do zanotowania.)

Korytarz.

G: (Chłopcy zaatakowali biednego Jamona. Zapewne, aby ogarnąć nowe środki zabezpieczeń. Pomachałam mu, na co mi odpowiedział tym samym.)

G: (Jest bardzo miły… Wątpię, aby wiedział o eliksirze, ciekawe jakby zareagował.)

Nasz pokój.

G: (Wzięłam notatnik i coś do pisania.)

G: (Powinnam iść pozbierać wskazówki. Ewelein pewnie coś ma.)

Przychodnia.

G: Ewelein, przepraszam, że Cię nachodzę, ale nie masz może jakichś worków czy pojemników? To do wskazówek, które mogę znaleźć. Chcę się również tym zająć.

Ew: Nie, wszystkie rzeczy tego typu są w Sali Alchemicznej. Obok biblioteczki, trzecia szuflada od lewej. Myślę, że znajdziesz to, czego szukasz. Weź również te tubki. Pobrałam również próbki krwi z więzienia, potrzebuję więcej do moich analiz. W końcu… Nie posprzątali śladów. To jest to. Przynieś je z powrotem gdy skończysz.

G: Robi się!

Ew: Jeszcze jedno! Gdy Enthraa się obudzi przyjdę po Ciebie, okay?

G: Okay.

Sala Alchemiczna.

G: (Przeszukałam miejsce, o którym wspominała Ewelein. Rzeczywiście, jest tu wszystko co jest potrzebne. Są nawet rękawiczki!)

G: (Wezmę je. Pomogę mi zapobiegnąć zanieczyszczeniu bardziej dowodów.)

Sala Drzwi.

G: (Dobrze, tak długo, jak ludzie w K.G. są zaniepokojeni muszę tylko porozmawiać z tymi, których spotkam.)

G: (A więc, jak zebrać wskazówki? Powinnam zacząć od więzienia, gdzie Enthraa została zaatakowana. Patrząc na to, jak strażnicy na mnie patrzą musieli już zostać poinformowani o mojej misji.)

Więzienie.

G: (Coż… Ta cała krew.)

G: (O wiele bardziej rozumiem sytuację Enthry, gdy widzę to wszystko.)

G: (Podeszłam i umieściłam trochę wody połączonej z krwią we flakoniku. Mam nadzieję, że tyle starczy Ewelein do badań.)

G: (Nie wiem co myśleć…)

G: (Mam dosłownie pokrwawione ręce… Czuję się źle.)

G: (Nigdy w sumie nie miałam czasu aby o tym pomyśleć odkąd tu przyjechałam. Zawsze coś się dzieje… Ale na końcu…)

G: (Dlaczego tak wiele robię dla Straży?)

G: (To zawsze kończy się w ten sam sposób.)

G: (Krew i zdrada… To są dwa słowa charakteryzujące moje życie na ten moment…)

G: (Czy to jest choć trochę użyteczne? Czy to naprawdę chroni wszystkich innych?)

G: (A poza tym, kto chroni mnie? Nikt…)

?: Panienko Gardienne? Skończyłaś ze swoimi próbkami?

G: Huh? Oh, tak tak…

?: Wszystko w porządku? Wygląda na to, że płaczesz. Jeśli to przez tą całą krew, uspokój się, Straż ukarze tego, kto dokonał tego przestępstwa. Naprawią to.

G: Naprawią… Hmm. (Nie mogłam powstrzymać chichotu ironii.)

G: Czy to prawda, że możemy liczyć z ich strony na użycie wszystkich możliwych środków aby coś naprawić?

G: (Musiałam przełknąć ślinę, uczucia goryczy górowały.) Wybacz, jestem trochę zmartwiona.

?: Spokojnie, wybacz, że Cię pośpieszam, ale ekipa sprzątająca ma za zadanie wszystko wyczyścić. Nie możemy tego zostawić w takim stanie.

G: Rozumiem. Dziękuję, że czekaliście tak długo.

G: I powodzenia w czyszczeniu tego wszystkiego.

Piwnica.

G: (Dawaj Gardienne, trochę oddechu.)

G: (Wciąz mam dużo do zrobienia… Musze powiedzieć, że nie robię tego dla Straży, lecz dla Enthry. Musze się dowiedzieć, kto ją skrzywdził.)

G: (Musze kontynuować śledztwo. Podwodne przejście prowadzi do morza, więc powinnam udać się na plażę. Nigdy nie wiadomo… Fale mogą mieć wtyki.)

Targ.

Ez: Oh wybacz. Nie widziałem Cię.

G: Nie ma problemu.

G: Nie zajmujesz się środkami bezpieczeństwa z innymi?

Ez: Tak, tak. Zaczęliśmy podejmować pewne decyzje… Więc biorę tyle, ile mogę udźwignąć.

G: Jakiego rodzaju decyzje?

Ez: Oh, przewidujemy reorganizację grup odpowiedzialnych za patrole czy zamykanie niektórych drzwi.

G: (Ma słoik miodu w swoich rękach.)

G: Oh tak, ty i twoja miłość do miodu.

Ez: Nigdy nie zmienia się zwycięskiej drużyny!

Schronisko.

Y: Gardienne!!!

G: (Przybiegła mi przed twarz.)

Y: Ja… Ja przepraszam.

G: Huh? (Dała mi znak, abym poczekała chwile aby złapała oddech.)

Y: Przepraszam… Bardzo, ale to bardzo przepraszam.

G: Za?

Y: Sprawę z biblioteką. Tamtego dnia… Byłam okropna. Byłam tak zdesperowana widząc, że tyle lat pracy po prostu zniknęło, że opuściły mnie myśli. Wydałam wyrok bezpodstawnie. Przepraszałam i błagam, abyś mi wybaczyła.

G: (Opuściła głowę w dół.)

G: Wybaczam Ci, rozumiem, że byłaś zrozpaczona.

Y: Jesteś zbyt miła…

G: Staram się postawić w twoim miejscu.

Y: Nie jestem pewna czy ja bym mogła wybaczyć.

G: Bądź mniej wymagająca, zobaczysz, że przebaczanie będzie o wiele łatwiejsze.

Y: Spróbuję!

Kiosk.

V: Oh, Gardienne, cieszę się, że Cię widzę.

G: Ah?

V: Nie miałem czasu aby podziękować Ci, za zwrócenie Floppy.

G: Zrobiłeś to na spotkaniu, to nic.

V: Wygląda, jakby dobrze się z tobą bawiła.

G: Nie zrobiłam nic szczególnego.

V: Musiałaś ją rozpieszczać, kocha to. W każdym razie, dziękuję!

V: Spędziłem cały ranek szukając jej...

G: To już nawyk.

V: Tak… Kiedy ją znalazłaś?

G: Próbowałam się dowiedzieć co stało się z Enthrą.

V: Tak… To była niezła panika dla Lśniącej Straży.

G: Wyobrażam sobie.

V: Wybacz, ale muszę Cię zostawić. Chłopcy na mnie czekają, szedłem tylko zostawić Floppy w moim pokoju.

Na zewnątrz K.G.

Ch: Ha, uwaga!

G: Uwaga?

Ch: Tak, przed rzeczą, która zaatakowała Enthrę. Nie miałaś zbyt dużo szczęścia odkąd tu przyjechałaś, nie chcę, aby to spadło na Ciebie.

G: Oh, nie mów tak… Jestem królową przynęty, nie chcę być ofiarą roku.

Ch: Wciąż jesteś faworytem.

G: (Gdybyś wiedział, jak bardzo masz racje.)

Wciąż na zewnątrz K.G.

G: Nevra? Co tu robisz? Nie powinieneś być zresztą i uzgadniać system bezpieczeństwa?

N: Tak. Potrzebowałem potwierdzenia dotyczącego architektury K.G., jak wiesz, z podziękowaniem dla naszego wspaniałego przyjaciela Ashkore’a, straciliśmy wiele książek… Nasze zwoje nie były skuteczne. I wiesz co?

G: Były tam również plany co do K.G.?

N: Bingo!

G: (Odszedł, Ashkore dostał się do jego nerwów. Przynajmniej bardziej niż do innych.)

Schronisko.

G: (Tam są dwie kobiety, powinnam je zapytać o atak.)

G: Przepraszam, jestem odpowiedzialna za prowadzenie dochodzenia dotyczącego sytuacji z rana.

?1: Szukasz osoby, która dokonała ataku?

G: Tak.

?1: Wiesz kto to?

G: Uh, nie jestem pewna czy mogę o tym rozmawiać.

?2: To normalne wiesz, myślisz, że dadzą Ci nazwiska zanim będą mieć pewność, że wszystko jest w porządku. Otrzeźwiej!

G: (Pacnęła ją w tył głowy.)

?1: Hej!

?2: Zadaj swoje pytania, zgaduję, że nie masz całego dnia.

G: (Są zabawne.) Możecie mi powiedzieć co widziałyście lub słyszałyście przed atakiem?

?1: Spędziłam popołudnie ucząc dzieci. Nie słyszałam nic szczególnego.

?2: Ja tym bardziej. Nawet nie pamiętam, co jadłam na obiad.

G: Nie ma problemu.

G: (Hmm, nie wdaje mi się, abym wyciągnęła z nich coś więcej.)

Stołówka.

Ke: Więc, jak idzie dochodzenie?

G: Całkiem. A u Ciebie? Jak idzie z biblioteką?

Ke: To wyczerpujące… Przechodzenie przez rzeczy, które już wiemy, nudne…

G: Rozumiem… Ale przynajmniej nie pozwolicie wszystkiemu odejść!

Ke: Próbujemy… Nie ukrywam, że w pewnych momentach z Ykhar chcemy się po prostu poddać.

Wiśnia.

G: (To tutaj spotkałam się z Nieznajomym dwa razy.)

G: (Nie ma nic więcej oprócz tego, co zostało już odkryte…)

Kamień. < - na plaży.

G: (Chyba przeczesałam każdy zakamarek.)

G: (Wyobrażam sobie, że jestem na miejscu przestępstwa.)

G: (Włosy, łuski… Wszystko inne niż to od Enthry.)

G: (Wygląda na to, że to jakaś kreatura z morza… W innym razie, nie znalazłam nic co by potwierdzało, że to Ashkore jest winowajcą.)

G: (Osobiście myślę, że nie jest winny w tej sprawie… A przynajmniej w tej jednej.)

G: (Powinna kontynuować dochodzenie póki Ewelein po mnie nie przyjdzie.)

Spiżarnia.

G: Cześć Karenn, dobrze Cię widzieć. Szukałam Cię.

Ka: Tak? O co chodzi?

G: Miiko poprosiła mnie, abym poprowadziła dochodzenie co do ataku.

G: Gdy Cię mijałam, wspominałaś, że widziałaś ofiarę. O kim mówiłaś?

Ka: Skoro Miiko powierzyła Ci tę misję, wiesz, kto został zaatakowany.

G: Wolałabym, abyś mi to potwierdziła.

Ka: Enthraa. Widziałam Enthrę wychodzącą z więzienia pokrytą krwią. Myślałam, że umrze.

G: Karenn, ja…

Ka: Pzykro Ci, wiem… Jak wszystkim.

Ka: Byłam w piwnicy, kiedy to wszystko się stało i nie słyszałam nic. To jest oczywiste, że nie jestem w tym stanie, bo oh lala, to dla mnie za wiele. Jestem taka, ponieważ jestem wściekła. Byłam KILKA metrów od niej! Mogłam jej pomóc!

G: Pomogłaś przyprowadzając pomoc. Nie mogłaś wiele zrobić, a patrząc po wskazówkach, jakie znalazłam, prawdopodobnie została zaatakowana na plaży.

Ka: Nie powstrzymuje mnie to od tego, żeby przestać ją mieć na sumieniu.

G: Karenn, nie mów… (Jest coś, co mnie niepokoi w jej wypowiedzi.)

G: Poczekaj. Jak długo byłaś w piwnicy?

Ka: Godzinę, może dwie. Trenowałam.

G: (Chyba znalazłam interesujące informacje!)

G: Czy widziałaś aby ktoś oprócz Enthry wchodził lub opuszczał więzienie?

Ka: Nie, byłam odwrócona w kierunku drzwi… I nawet jeśli mam uszy, które usłyszą wszystko.

G: Okay. Dziękuję za te cenne informacje.

Ka: Cenne, cenne. Nie powiedziałam nic specjalnego, huh.

G: Dla mnie owszem.

Ka: Mhm…

Sala Drzwi.

?: Gardienne! Ewelein jest zajęta. Enthraa się obudziła, możesz przyjść i ją przepytać.

G: Oh, super! Już lecę!

G: (Sprawozdanie Enthry jest ostatnią rzeczą, której potrzebuję. Czuję, że jesteśmy na dobrym szlaku.)

Przychodnia.

G: (Zapukałam do drzwi i zaczekałam, aż Ewelein pozwoli mi wejść.)

G: Więc, jak z nią?

Ew: Wciąż jest słaba i spokojna, ale jest bezpieczna. Naprawdę się niecierpliwi aby Ci wszystko opowiedzieć.

G: Oh, a więc już ją powiadomiłaś, że przychodzę.

Ew: Oczywiście. Musi wypocząć do maximum, ale nie mamy czasu do stracenia. Pozwolę Ci się z nią zobaczyć.

G: (Leży na małym łóżku, które przekracza rzekę w pomieszczeniu.)

G: Witaj Enthra… Wiem, że nie znamy się za bardzo…

G: Muszę zadać Ci parę pytań na temat tego ataku.

En: Słucham Cię.

G: Mogłabyś mi powiedzieć jak to się stało? Co wtedy robiłaś?

En: Robiłam moją rundkę dookoła Straży. Los chciał, że zrobiłam sobie przerwę i musiałam wrócić, aby sprawdzić czy nikt się nie przedostał.

G: Gdzie byłaś?

En: Niedaleko plaży. W czasie, gdy Pathelo obserwował, ja robiłam moją dzienną rundkę.

G: Kim jest Pathelo?

En: Mój znajomy. Regularnie pomaga mi w mojej pracy.

G: Okay, kontynuujmy. Czy możesz opisać ścieżkę, jaką obrałaś przy swojej rundce?

En: Dookoła Eel. Muszę również sprawdzić pobliskie wyspy i okolice portalu.

G: Portalu?

En: Tak, ten, który należy do K.G. Muszę pilnować, czy żadna kreatura się do niego nie zbliża oraz czy pieczęcie nie zostały zniszczone.

G: Rozumiem.

G: (A więc, K.G. posiada własny portal. Jest to informacja, którą zanotowałam i nie zapomnę o niej w najbliższym czasie.)

G: Gdzie zostałaś zaatakowana?

En: Niedaleko plaży. Ta rzecz wskoczyła na mnie, kiedy starałam się sprawdzić głębiny. Zaszła mnie, nie mogłam się nawet wydostać.

G: Więc jest to istota z oceanu? Mam na myśli, czy była w stanie śledzić Cię na dnie wody?

En: Kładę płetwy do cięcia! (< - coś w stylu „dam sobie głowę uciąć!”)

G: (Zgadzałoby się to z łuskami, które znalazłam.)

G: Widziałaś ją?

En: Niezbyt dokładnie. Nie pamiętam,wszystko stało się tak szybko, nie przywykłam do bycia tak słabą.

G: Nie mów tak, nie jesteś słaba.

En: Hmm…

G: Powiedz mi więcej o tym kimś. Jak ją czułaś? Co słyszałaś?

En: Byłam zadziwiona tą bestią, była dzika jak…

G: (Wywróciła oczami w bok i przygryzła wargi, jakby chciała przestać mówić.)

En: ...Zanieczyszczona.

G: Zanieczyszczona?

En: Tak… Przez kryształ.

G: Oh… Rozumiem. (Spojrzałam kątem oka na Ewelein.)

Ew: Cóż, Enthraa. Będę musiała popchnąć trochę bardziej twoją analizę.

En: Nie myślę, że byłam zanieczyszczona. (?)

Ew: Lepiej nie dmuchać na zimne, szczególnie po tym, co stało się z hamadriadą. Gardienne, możesz dokończyć swoje przesłuchanie, jeśli chcesz. Poczekam z badaniami.

G: Dobrze, Enthraa. Co robiłaś podczas ataku?

En: Próbowałam się obronić jak tylko mogłam, ale nie mogłam stawić jej czoła… Ja uciekłam. Zawołałam Pathelo i popłynęłam do K.G. Wtedy pociągnęłam się po ziemi szukając kogoś do pomocy. Zobaczyłam siostrę Nevry i zemdlałam. Resztę historii znasz.

G: Cóż, dziękuję Enthraa za odpowiedzenie na moje pytania.

G: Pozwolę Ci odzyskać siły.

G: (Odwróciłam się do Ewelein i podałam jej próbki krwi, które pobrałam. Wzięła je do swoich badań.)

Ew: Mam parę godzin. Powiedz Miiko, że będę w stanie ustalić rozsądny gatunek feary, z którym się mierzymy.

G: Można określić, czy jest on zanieczyszczony przez kryształ?

Ew: Z tak małym materiałem i brakiem możliwości obserwacji jego zachowania? Nie, przepraszam.

G: Nic nie szkodzi. Pójdę zobaczyć się z Miiko i jej o wszystkim opowiem.

Ew: Dobrze.

En: Gardienne!

G: Tak?

En: Wydaje mi się, że słyszałam, jak coś mówi. To dialekt, którego nie znam.

G: Tak? Co mówił?

En: Jeken a Kra’ala.

G: (Zanotowałam. Nie wiem, co to znaczy, ale lepiej to mieć w razie czego.)

~

Korytarz.

G: Witaj, Jamon. Chcę się zobaczyć z Miiko.

J: Do sprawozdania z dochodzenia?

G: Tak, myślę, że jestem na dobrym tropie.

J: Ty przejść.

G: (Przeszłam do Kryształowej Sali. Miiko jest z chłopcami, wygląda na zdekoncentrowaną.)

M: Jesteście pewni, że nie mamy innego wyboru?

G: (Dała mi znak, abym zaczekała. Nie ma czasu do stracenia.)

M: Jeśli zamkniemy podziemną bramę będzie to oznaczać ograniczenie dla Enthry.

V: Zawsze możemy postawić pieczęć jak ta do Kryształowej Sali.

M: To będzie wymagać zbyt dużo energii. To, że pieczęć tak dobrze działa jest tylko wynikiem tego, że jest tak blisko kryształu.

Ez: Dlatego zaproponowaliśmy zamknięcie podziemnej bramy.

M: Nie wątpię, ale nie możemy zmusić Enthry do używania eliksiru na nogi i życia w kompletnej asystenturze.

N: Zawsze możemy umieścić całkowitą pieczęć w czasie, w którym Enthraa ponownie nawiąże kontakt.

M: Tak, to najlepsza opcja. Leiftan, czy mógłbyś pójść do Kero przygotować niezbędne pieczęcie? Musimy teraz wszystko ułożyć w miejscu. Co do reszty waszych propozycji, jest idealnie. Zajmiemy się nimi w nadchodzących dniach, czas na zorganizowanie nas samych. Dziękuję wam za waszą pracę, jest wspaniała.

G: (Skinęła na mnie podczas gdy Leiftan wychodził z pomieszczenia.)

M: Więc, chodzi o dochodzenie?

G: Tak, i myślę, że moję wykluczyć pierwszą teorię.

M: Słuchamy.

G: Znalazłam parę wskazówek na plaży. Wygląda to na łuski, włosy czy coś takiego. Cokolwiek, Ewelein pomyślała aby wziąć próbki do analizy, aby dowiedzieć się jakiej rasy feary stawiamy czoła. Więc owszem, jest to możliwe.

M: Okay.

G: Zebrałam również próbki krwi Enthry, zanim ekipa sprzątająca zajęła się więzieniem.

M: Oh tak!

G: (Zrobiła krok w przód.)

M: Zapomniałam Ci powiedzieć, że mieli zrobić tam porządek.

G: Spokojnie, Ewelein mnie o to poprosiła.

M: Dobrze, kontynuuj.

G: Ze wszystkim co mam, jestem pewna, że to kreatura z oceanu. Enthraa mi to potwierdziła.

M: O jakim rodzaju kreatury myślisz?

G: Ewelein wzięła próbki do analiz i się tym zajmie… Co do mnie, nie znam jeszcze na tyle tego świata aby cokolwiek potwierdzić.

M: Tak jak mówisz, Ewelein się tym zajmie, ale jeśli posłuchasz instynktu, co Ci podpowiada?

G: Eh, cóż…

G: Strzelam na syrenę.

M: ...Albo Magygr.

G: Tak.

M: Dobrze, widzę. Coś jeszcze?

G: (Opowiedziałam jej wszystko z każdym szczegółem, oraz wszystkie informacje, które podała mi Enthraa: o ataku oraz słowa w nieznanym mi języku.)

V: Może zapytamy Ykhar o przetłumaczenie?

M: Tak, w każdym razie… Nie ma nikogo innego, kto mógłby nam z tym pomóc.

G: (Wygląda na zmartwioną.) To z powodu zanieczyszczenia?

M: Tak. Myślę, że możemy wierzyć w słowa Enthry, ale nie możemy być pewni zanieczyszczenia póki nie będziemy mieli dowodów.

G: Nie potrzebowaliście ich w sprawie Yvoni… (< - uuu, dawaj maleńka.)

M: Yvoni miała wiele ofiar na swoim koncie, zanieczyszczenie było pewne. Tu nic nie jest potwierdzone, a ja nie chcę popełniać błędów ponownie przez strach. Pierw ją złapiemy, później poobserwujemy jej zachowanie.

G: (Obdarzyła mnie intensywnym spojrzeniem.)

M: W sumie, Gardienne, ja… Nie, to nic… Możesz odejść. Zawołam Cię, gdy uzgodnimy plan jak złapać to coś. (< - no dawajcie, w końcu jestem „królową przynęt”.)

G: Dobrze.

G: (Wyszłam z pomieszczenia, ale coś mi podpowiadało, abym wzięła przykład z Karenn i podsłuchała pod drzwiami.)

G: (Zostałam na schodach i czekałam, aby usłyszeć co mają do powiedzenia.)

V: Czy to przez to, jaki błąd popełniliśmy co do Gardienne?

Ez: Wytłumacz.

M: Przebrnęliśmy przez wiele naszych decyzji, zgromadziliśmy błędy. Mam dosyć uczucia mienia wszystkiego „poza kontrolą”. Nie chcę, aby ktokolwiek myślał, że nie mam jaj do tej pracy.

N: Miiko… Nikt tak nie myśli.

M: Hmm, to niesamowite, że ty, wampir, nie słyszałeś żadnych głosów przechodzących przez korytarz.

G: (Usłyszałam jak ktoś kaszlnął i podskoczyłam.)

G: (Powinnam stąd iść zanim dam się złapać.)

G: (Jamon podał mi rękę w geście powitalnym. Urocze.) (?)

G: (Chwyciłam ją i się zakręciłam.)

Sala Drzwi.

G: (Dzień był pełen roboty i nie mam nic więcej do zrobienia. Mały odpoczynek dobrze mi zrobi, ale przed tym…)

Grmblmbl…

G: (Jeść! Mój brzuszek płacze od braku.)

Stołówka. (\/ za dużo osób na K, Karuto będzie jako Ku.)

G: Witaj Karuto! Co robisz tego wieczoru?

Ku: To samo, co w południe, trzeba skończyć resztki.

G: Okay, wezmę coś na wynos!

Ku: Moja stołówka Cię nie zadowala?!

G: Karuto… Nie o to chodzi, jest piękna. Chcę po prostu zjeść w spokoju na zewnątrz.

Ku: HMM. Ale pamiętaj: nie zostawiamy nic.

G: Znasz mnie, nigdy nie zostawiam śmieci na podłodze.

Ku: Dobra dziewczynka. (< - Karuto don’t.)

G: (Pacnął mnie po główce.)

G: Do zobaczenia!

Ku: Tak! Idź stąd!

Fontanna.

G: (Podeszłam blisko fontanny i uczyniłam to samo, co Huang Hua, kiedy tu przybyła: ściągnęłam buty i skarpetki i zanurzyłam nogi w wodzie.)

G: (Wciąż pamiętam minę Feng Zifu, gdy to uczyniła ha ha.)

<tu wspomnienie>

Zif: Pa-Panienko!!! Pr-Proszę się ubrać! Trochę przyzwoitości…

Huang Hua: Oh Zif, nie zgrywaj przyzwoitki, zmieniałeś mi pieluchy.

Z: To prawda.

<kuniec.>

G: (Bardzo mi się to podobało... Jestem pewna, że z tym, nic z tego wszystkiego się nie wydarzy...)

G: (Huang Hua…)

~Nie mogłam powstrzymać paru łez myśląc o niej i o tym, co by się stało gdyby była tu teraz obecna.

Przez moment wahałam się, czy nie poszukać sposobu na skontaktowanie się z nią… Ale odpuściłam.

Patrząc na to, jak jej lud cierpiał i to wszystko z czym musi się zmierzyć, na pewno ma ważniejsze rzeczy do roboty.

W czasie, gdy kończyłam posiłek, paru chowańców przyszło skąpać się w wodzie, przy czym mnie chlapiąc.~

G: (To, Gardienne, chyba oznacza, że to koniec twojej przerwy obiadowej.)

Nasz pokój.

G: (Gdy weszłam do mojego pokoju skierowałam się prosto do łóżka.)

G: (Noc przeminęła a ja się obudziłam. Zaczęłam rozmyślać nad tym całym cierpieniem przez które przeszłam… Znowu. Mój żołądek był tak związany, że zmusił mnie do myślenie, że nie jestem głodna.)

G: (Zawsze jest tak samo. Patrząc na to, że nie miałam czym zająć swoich myśli, postanowiłam jeszcze raz przejść przez to co przeżyłam.)

G: (Ugh! Nie chcę być przytłoczona tymi wszystkimi uczuciami! Nie chcę o tym myśleć!!!)

G: (Dalej Gardienne! Rusz się, zajmij się czymś!)

G: (Wyczyściłam pokój, pobazgrałam w notesie i wypróbowałam nowe stylizacje… Ale nie zajęło mi to długo… Moje myśli znowu wróciły.)

G: (Stanęłam… Twarzą do lustra. Bezpośrednio odzwierciedla moją twarz: moje oczy, usta, nos. Udowadnia mi, że istnieję, tu i teraz.)

G: (A przecież nie jestem już na ziemi. To tak, jakbym była duchem.)

G: (Codziennie przechadzam się po korytarzach K.G. jak zagubiona dusza. Staram się być szczęśliwa, nawet gdy moje emocje mnie zdradzają.)

G: (Próbowałam wybaczyć coś niewybaczalnego… Ale dlaczego?)

G: (Otworzyłam okno by popodziwiać widoki. Zastanawiam się co mnie tu trzyma, związaną w tej okropnej rzeczywistości.)

G: (Wszystko jest takie wielkie w tym świecie… Wiem, że za lasem znajduje się Balenvia oraz dom Huang Hua: Świątynia Fenghuang.)

G: (Ale co dalej?)

<po ekranie przeniknęły nam wszystkie zagrożenia dotychczas, m.in. Yvonii czy Blackdog>

G: (Strach… Przed nieznanym…)

G: (Drżę na tę myśl. Oprócz tego, co mi powiedzieli nic nie wiem o tym świecie.)

G: (Leiftan ma rację. Nigdy nie zostanę sama… Nie, gdy jestem tak słaba.)

G: (Muszę stać się silniejsza, muszę przestać liczyć na innych.)

G: (Mogę tylko liczyć na siebie.)

G: (Muszę nauczyć się radzić sobie sama… Bronić się i nie potrzebować niczego.)

G: (Racja! I chyba nauczyłam się podstaw twardego łuku, ale bez niego… Jestem bezsilna.)

G: (Parę razy ćwiczyłam z niektórymi walkę przeciwko… Ale daleko mi do bycia ekspertem.)

G: (Muszę znaleźć kogoś, kto może mnie szkolić.)

Biblioteka.

G: (Automatycznie poszłam do Ykhar i Kero w poszukiwaniu instruktora.)

Y: Chcesz się dowiedzieć jak walczyć?

G: Coś, co pomoże mi się obronić, gdyby stwór mnie zaatakował.

Ke: Valkyon wie jak walczyć, możesz go poprosić.

G: (Nie bardzo mam ochotę z nim trenować, ale nie mogę im tego powiedzieć.) Musi być strasznie zajęty…

Y: Tak, to prawda. Jeśli chcesz kogoś z doświadczeniem i żeby prawidłowo trenował możesz iść do… Hmm… No…

Y+Ke: Cameria!

Ker: Teraz szczególnie, gdy wróciła! Jest całkiem niezła w sztukach walki i ma mocną pięść!

Y: Prawdopodobnie jest teraz w stołówce.

G: Okay, dziękuję.

Stołówka.

G: Cameria! Spadłaś mi z nieba!

C: Cześć! Co słychać?

G: Potrzebuję trochę lekcji walki… Wiesz, wręcz.

C: Hmm, a po co ich potrzebujesz?

G: Ponieważ chcę być w stanie stawić czoła rzeczom, które mogą mnie zranić.

C: Niezależność? 1v1?

G: Wszystko! Na obecną chwilę nie jestem w stanie się obronić czy stawić czoła nieznanemu mi zagrożeniu w tym świecie.

C: Rozumiem.

C: Dobrze… Idź coś zjeść, mamy robotę.

G: (Szybko zjadłam swój posiłek i podążyłam za Camerią na plażę- pomimo że jest tu woda, co mnie nie uspokaja.)

Plaża.

C: To, czego zamierzam Cię dzisiaj nauczyć to mieszanina różnych stylów walki wręcz, również znana jako martuaix. To zestaw fizycznych technik obronnych. Celem tych ćwiczeń jest przygotowanie Cię do fizycznych ataków takich kreatur jak harpie, gryfony czy blackdogi… Oczywiście, każda z tych kreatur zna swoją siłę i słabość, ale sedno tkwi w podstawach.

G: Jakie są podstawy?

C: Po pierwsze, trzeba przewidzieć atak… W każdym czasie i okolicznościach, ale to nie wszystko. Musisz również zarządzać z emocjalnego punktu widzenia.

G: Co masz na myśli?

C: Wyobraź sobie, że jestem zagrożeniem, które wyciąga do Ciebie broń, gdy ty jesteś bezbronna. Jak byś zareagowała?

G: Próbowałabym uciec.

C: Dlaczego?

G: Ponieważ, zapewne byłabym zbyt przerażona.

C: To normalne. Strach jest uczuciem zwierzęcia, podobnie jak instynkt przetrwania. Konieczne jest, abyś mogła opanować to, zanim będziesz się bronić. Kontroluj swój strach, a będziesz kontrolować swojego wroga.

G: Okay, ale jak to zrobić?

C: Zacznij od kradzieży, zastanów się nad tym, co ostatnio straciłaś lub kto Cię zrani. Niech ewakuuje wszystkie twoje niezadowolenie.

~Cameria nie była najsłodsza, aby nauczyć mnie kontrolować moje emocje: strach, lęk, stres... A także ulgę, radość, smutek, surowość, porzucenie.

Walczyłam z nią jak ogień z ogniem. Zaczynając od mojej lewej pięści, a teraz od prawe. Myślałam o wszystkim, co się stało; zaczynając od tego idiotycznego pomysłu, aby wejść w te cholerne grzyby.

Ze smutkiem wspominałam los Yvoni, Mykonidów… Aż do tego doskoczył ten eliksir. Ten, który doprowadził mnie do mojego ostatecznego i całkowitego zniknięcia z mojego świata.

Wyzwoliłam wszystkie frustracje i lęki, które mi drażniły. Powoli, moja głowa opróżniła wszelkie formy myśli aż do wyczerpania... Aż moje serce pęknie…~

G: (Nie mogę przestać płakać.)

C: Musisz mieć wiele na sercu.

G: (Podeszła do mnie i poklepała mnie po plecach. Po paru minutach podniosłam się i wytarłam łzy.)

C: Cóż, czujesz się lepiej?

G: Teraz? Tak. Nie wiem, jak długo się to utrzyma, ale… Muszę przyznać, że czuję się zmotywowana do bloku.

C: Idealnie! Wchodzi na kolejny etap.

G: (Kontynuowałyśmy walkę. Cameria pokazała mi parę technik, aby uniknąć ataku, jak je sparować czy zadać.)

G: (Nauczyłam się już wiele z treningów z Jamonem, ale one były bardziej brutalne. Cameria wygląda na bardziej skoncentrowaną na tym, jak wykorzystać moje ciało i szansę, aby obrócić walkę na moją korzyść.)

C: Teraz pokażę Ci technikę, gdy ktoś atakuje Cię od tyłu.

G: (Otoczyła ręką moją szyję.)

C: Połóż swoje ręce na moich łokciach, a później spróbuj odepchnąć moje ciało.

<O.T.E. z walki z Camerią>

G: (Próbowałam parę razy zanim pokazała mi jak to prawidłowo zrobić. Po kolejnych próbach w końcu mi się udało.)

C: Dobrze!

G: (Pokazała mi masę różnych technik.) Nie jestem pewna czy dam radę z zapamiętaniem tego wszystkiego… Eh.

C: To bez znaczenia, musimy ćwiczyć regularnie. W międzyczasie, pozostaną Ci tylko niskie ciosy.

G: Niskie ciosy? (Pochyliła się do mojego ucha i wyszeptała parę technik: cios w krocze u mężczyzn czy rzucenie piaskiem w oczy.)

C: Nie jest to zbytnio fair play, ale robi swoją robotę.

G: Wyobrażam sobie, ha ha.

C: Pamiętaj, że najlepiej jest unikać walki. Nie zawsze będziesz mogła dać radę, ale również nie zawsze będziesz mogła uciec.

G: Domyślam się.

C: Dobrze, wystarczy. Patrząc po tym, jak spocona jesteś będziesz w stanie nauczyć się więcej. Wróciłam ostatnio z dość długie misji, Lśniąca nie będzie ryzykować, aby znowu mnie gdzieś wysłać. Więc jeśli chcesz możemy razem ćwiczyć, raz, dwa razy w tygodniu.

G: Z wielką chęcią!

G: (Uzgodniłyśmy grafik ćwiczeń bez problemu, ani ona, ani ja nie miałyśmy w zamiarze wybyć na dłuższą misję.)

C: Wiesz, masz potencjał. Jesteś szybko, zwinna… I mądra. Popracujemy nad tym.

G: Bardzo Ci dziękuję Cameria! To miłe, że wzięłaś mnie pod swoje skrzydła.

C: Nie ma za co. Widzimy się później!
G: Do zobaczenia!

G: (Ugh, cała się kleję. Pewnie pachnę gorzej od Kappy. Porządny prysznic mnie nie zaboli.)

Przed pokojem.

Y: Stooooooooooooop! Miiko chce Cię widzieć.

G: Ugh… Właśnie wracam z treningu, chciałam wziąć prysznic.

Y: Hmm… Masz dziesięć minut, powiem jej.

G: A więc pędzę ekspresem!

G: (Wzięłam bardzo szybki prysznic i pobiegłam w stronę Sali Kryształu.)

G: (Jamon bez problemów mnie przepuścił.)

Kryształowa Sala.

G: (Gdy weszłam, zobaczyłam jak Ezarel podejrzanie się wycofuje.)

G: Co?

N: Weź to, przeziębisz się.

G: (Rzucił mi swój szal.)

G: (Wzięłam go.)

G: (Położyłam szalik przy moich włosach, to prawda, że ledwo miałam czas je wytrzeć… Nie wyglądało, aby Nevrze to przeszkadzało.)

G: Domyślam się, że nie jestem tutaj aby wysuszyć sobie włosy?

M: Sporządziliśmy plan bazujący na twoich informacjach i analizach Ewelein. Jesteśmy pewni, że stwór, który zaatakował Enthrę to syrena. Twoje wskazówki to potwierdziły.

G: (Ha, czyli miałam racje.)

G: Skąd jesteście pewni, że to syrena?

M: To strzał. Oczywiście, zawsze jest miejsce na błąd. Dlatego zapytałam Enthrę i Alajeę o parę prywatnych rzeczy. Syreny lubią zbliżyć się do swojej ofiary, więc zapuścimy się blisko plaży. Poproszę każdego z was o coś...

G: (Wyjaśniła nam plan. Oczywiście, powiedziałam jej o moim strachu przed wchodzeniem do wody, co zrozumiała bez problemu.)

~Podczas gdy Nevra i Ezarel będą zajęci sprowadzeniem jej najbliżej plaży, Valkyon poczeka na właściwy moment aby ją opanować. Zostało mi przypisane mniej ryzykowne, ale równie ważne zadanie: pomagać Ewelein zarządzać tematem, dając jej różne środki uspokajające i pogułki nasenne.~

M: Bez zarzutu. Musimy teraz czekać, aż Leiftan wróci aby wprowadzić nasz plan w życie.

G: Jaką rolę on będzie grał?

M: Po prostu upewnia się, że żaden członek K.G. nie spowolni nas ani nie będzie w niebezpieczeństwie. Nie chcę by ktoś jeszcze został zraniony przez tego stwora…

G: Eh… Miiko…

M: (Spojrzała na nas, przed wyszeptaniem w nadziei, że ja też nie byłam.) (?)

G: (Leiftan przybył godzinę później. W tym czasie za pomocą Jamona byłam w stanie pójść po moje bronie.)

M: Chodźmy! Liczę na was!

G: (Przed wyjściem postanowiłam oddać Nevrze jego szal.)

Kamień.

G: (Przybyliśmy, przyznaję, że trochę się obawiam… Nie wiem, czy to dlatego, że stwór może nas w każdej chwili zaatakować, czy dlatego, że jestem z nimi...)

G: (Na szczęście jest tu Ewelein. To pocieszające.)

G: (Czekaliśmy chwilę, każdy w wyznaczonym miejscu. Moje zadanie: muszę spróbować się skoncetrować… Nie mogę pozwolić, aby moje myśli wędrowały gdzie popadnie.)

G: (Nevra i Ezarel zostawili nos, popłynęli w morzę szukając tego, co nazywamy syreną.)

G: (Wciąż nie wrócili.)

G: (Zaczynam się martwić… Jeśli jej nie znajdą cały plan runie. Jeśli my jej nie znajdziemy, może kogoś innego zaatakować.)

G: (Chrome, Karenn, Alajea… A nawet Mery czy jego matka… Która i tak już dużo wycierpiała.)

G: (Nie pozwolę, aby niewinne osoby zostały skrzywdzone.)

G: (Nie wiem, co mnie wzięło… Czy to była odwaga czy głupota… Ale wstałam i pobiegłam w kierunku morza.)

G: (Jednak czyjaś ręka chwyciła mnie i pociągnęła z powrotem.)

V: Co ty robisz?

G: Ja… Ja, nie wiem. Nie chcę, aby ta kreatura zaatakowała innych zanim ją znajdziemy. Zresztą, zawsze byłam dobrą przynętą. (< - „jestem królową przynęt” - Gardienne 2k17.)

V: Rozumiem, ale to nie jest czas na zgrywanie bohatera. Zostań blisko mnie i działaj wtedy, kiedy Ci powiem!

G: (Zostałam z Valkyonem, słuchając się jego ostrzeżenia.)

Ez: TU JEST!

G: (Zobaczyłam jak Ezarel zmierza w naszym kierunku, w czasie gdy Nevra walczył ze stworem.)

Ez: Dalej chłopcy!

G: (Rzucił coś rodzaju zadymienia do tej rzeczy, aby Nevra wyrwał się z walki i żeby zrobić miejsce dla kolosa, którym jest Valkyon.)

G: (Nie mogłam oderwać oczu od tej sceny. Upewnia mnie to w założeniu, że dosłownie wszystko tu może być zagrożeniem.)

G: (Wreszcie Valkyon zdołał ją kontrolować i unieruchomił syrenę. Ewelein użyła czegoś przypominającego dmuchawkę, aby ją uśpić. Jak powiedzieć, że czuję się zupełnie bezużyteczna?)

G: (Syrena wyrywała się przez chwilę, zanim środek na uspokojenie zaczął działać. Valkyon uluzował ucisk.)

Ew: Nie próbuj gierek!

G: (Podeszłam z Ewelein do wody, aby coś sprawdzić.)

Ew: To zdecydowanie syrena, wygląda na młodą… Nastoletnia, i ponownie… Ma ślady na ramionach i obrażenia głowy. Gardienne, pomóż mi ją przytrzymać. Muszę sprawdzić czy jej stan jest bezpieczny.

G: Okay.

Ew: Hmm, nie wygląda to zbyt poważnie. Nevra, powiadom Miiko, że ją przyprowadzimy… Niech przygotuje to, co niezbędne.

G: (Nevra pobiegł do Kwatery. Ewelein zaczęła związywać młodą syrenę. Powiedziała mi, abym z nią została podczas gdy ona będzie rozmawiać z ludźmi, którzy mają zająć się jej transportem.)

G: (Kontynuowałam obserwowanie syreny. Wygląda na taką spokojną i bezbronną. Naprawdę zastanawiam się, dlaczego jest taka agresywna… Mam nadzieję, że to nie przesz kryształ...)

Ew: Gardienne, w trakcie transportu proszę Cię o trzymanie tej maszyny: będzie ona pilnować, aby ta młoda kobieta nie wysuszyła się w czasie, gdy będzie poza wodą. To jedyny komfort, jaki możemy jej teraz zapewnić.

G: Dob… Arg…!

G: (Co to...? Chwyciłam moją broń w panice.)

V: Gardienne!!!

Syrena: SSSSSHHHHH!

G: (Więzy nie były wystarczające, ta syrena zaczęła mnie ciągnąć… Do morza.)

G: (Ewelein, Ezarel, Valkyon… Próbują mnie od niej odciągnąć, ale ona przyciska mnie do swojej klatki.)

G: (Jestem jej ofiarą… Co mogę zrobić?!)

G: Aahh… (Duszę się.)

G: (Przypomniały mi się słowa Camerii: „kontroluj swój strach, a będziesz kontrolować swojego przeciwnika”.)

G: (Ma rację!)

G: (Do dzieła!)

G: (Tak, jak uczyła mnie Cameria, położyłam obie dłonie na łokciach przeciwnika i użyłam siły mojego ciała przeciwko niej.)

G: (Nie wierząc w siebie po paru próbach w końcu udało mi się przewrócić ją naprzeciw mnie. Próbowała zadać mi parę ciosów, ale broniłam się dając moje ramiona przede mną.)

G: (Chwyciłam jej ramię, wzięłam je do tyłu i cisnęłam ją na ziemię mocno trzymając. Uderzyła mnie głową rozwalając mi wargę. Mimo to, zdominowałam ją kompletnie.)

G: (Huh? Wygląda na to, że trzęsie się ze strachu.)

Ew: Gardienne!

G: (Wszyscy podbiegli, a Ewelein wstrzyknęła jej podwójną dawkę środku uspokajającego. Podczas gdy Valkyon przejął moją postawę, Ezarel mnie od niej odciągnął.)

Ez: Nic Ci nie jest?

G: (Szybko obejrzał moją szyję i twarz przed zajęciem się moją rozwaloną wargą.)

G: Nie, w porządku.

Ew: Ez, pomóż im z tą młodą kobietą, ja się zajmę Gardienne. (< - a co jeśli wolę, aby to on się mną zajął? :V)

Ez: Wygląda na to, że oprócz rozciętej wargi to nic poważnego.

G: (Odszedł, aby pomóc Valkyonowi związać syrenę, a Ewelein zdezynfekowała mi ranę.)

Ew: Idź już, przetransportujemy ją do K.G. zanim się obudzi. Nie chcę, aby jeszcze kogoś zaatakowała.

Główna Brama.

G: (Bez zastanawiania się szybko wróciliśmy do Kwatery.)

Sala Drzwi.

Ew: Valkyon, Ezarel… Zabierzcie ją do więzienia i…

G: Słucham?

Ew: Hmm?

G: Do więzienia? Chcecie wsadzić tę biedną osobę, po tym co przed chwilą przeszła tak będzie traktowana? (< - nie chcę nic mówić, ale przed chwilą Cię zaatakowała.)

Ew: Nie mogę jej wziąć do przychodzi, gdzie leży Enthraa, którą skrzywdziła… Wciąż jest niebezpieczna.

G: Ale wszystkie cele są nad wodą.

Ew: Są również pod wodą. Nie przepadam za męczeniem czy torturowaniem więźniów.

G: Ah… To dobrze, nie wiedziałam.

Ew: To nic, chłopcy, zabierzcie ją stąd. Ty chodź ze mną do Kryształowej Sali.

Kryształowa Sala.

G: (Poszłam za Ewelein do Sali.)

M: Gratuluję!

G: (Podeszła do nas, zadowolona.)

M: Nevra opowiedział mi o jej złapaniu wspa… Niale… Gardienne, stało Ci się coś?

G: Tak.

M: J-Jak?

G: Cóż, ja…

G: (Valkoyn i Ezarel weszli do sali akurat, gdy miałam opowiedzieć Miiko co mi się stało.)

G: Cóż, myśleliśmy, że syrena śpi, więc Nevra poszedł aby Cię ostrzec a ja zostałam z nią kiedy Ewelein z Valkyonem i Ezarelem organizowali jej transport. Wtedy mnie zaatakowała.

M: Nie sprawdziliście jej dokładnie?

Ew: Oczywiście, że tak! Jej bodźce nie reagowały. Ale nawet wtedy znalazła w sobie siłę, aby się postawić.

G: (Kiedy myślę o tej biednej dziewczynie.)

M: Co z jej zachowaniem? Jest zainfekowana?

Ew: Jeszcze nie wiem. Na pewno jest bardzo agresywna, zostaje nam dowiedzieć się dlaczego.

G: Hmm… Nie znamy jej, wiemy tylko, że zaatakowała Enthrę, ale dlaczego? Może się jej bała? Bała nas, że skrzywdzimy ją na plaży?

G: Spróbujmy postawić się na jej miejscu, jest w miejscu, gdzie nikogo nie zna… Paru ludzi próbuje ją złapać. Domyślam się, że zachowuje się wtedy jak dzikie zwierzę, na które ktoś poluje, pewnie jest przestraszona i zdezorientowana.

M: Albo zanieczyszczona…

G: Ja… (Nikt nic nie mówi.)

G: Nie wiem.

~

M: W rzeczywistości jest to z tego powodu, że należy zbadać sprawę z największą ostrożnością. Gardienne, chciałabym, abyś znalazła Alajeę. Potrzebuję jej opinii, aby sprawdzić czy zachowanie tej młodej kobiety może być normalne… Ewelein dokonaj niezbędnych analiz w celu ustalenia jej stanu.

G: (Wyszłam z pomieszczenia.)

Korytarz.

G: (Cóż, jest lepiej niż myślałam.)

Targ.

Ez: Gardienne! Czekaj!

G: Co chcesz?

Ez: Chciałem Ci coś powiedzieć, jeśli chodzi o to wcześniej. Gdy ta Cię zaatakowała.

G: Hmm?

Ez: Whaouh.

G: To tyle?

Ez: Tak… I nie. Gdy walczyłaś z tą syrenę na plaży, to było naprawdę imponujące.

G: To dobrze?

Ez: Tak. Widziałem, jak Cię złapała i pociągnęła do tyłu, kiedy ruszyliśmy Ci z pomocą myślałem, że złamie Ci szyję. Ale dałaś jej radę., czego się nie spodziewałem. Odważnie. Dobrze rozegrane.

G: (Ezarel mnie komplementuję? Nie wiem, jak to odebrać.)

Ez: Gardienne? Mogłabyś podziękować, to komplement.

G: Nigdy nie poddaje się kaprysom dzieci, więc możesz pożegnać się ze swoją łaską ♥

Ez: Niegrzeczne!

G: Zasłużyłeś!

Ez: Ej, ej, ale naprawdę tak myślę, gratulację.

Schronisko.

G: Chrome, widziałeś może Alajeę?

Ch: Nie, polecam Ci podążać za zapachem tuńczyka! HA HA HA!

G: ...Poważnie?

G: Jesteś zdesperowany, co?

Ch: Jestem niedocenionym geniuszem!

G: (Hm, wygląda na to, że o niczym nie wiem.)

Kiosk.

G: Karenn widziałaś może Alajeę?

Ka: Oczywiście, spójrz. Nie widzisz jej? Jest tuż obok mnie. Jak tam Alajea? A więc o czym rozmawiasz?

G: (Zaczęła prowadzić konwersację z niewidzialną osobą.)

G: To było głupie pytanie.

Ka: He he! Właściwie, czemu jej szukasz?

G: Musi pomóc Lśniącej Straży.

Ka: Ohhh! To zawsze ona wstępuje w szeregi, jestem prawie zazdrosna. Przekażę jej, że ją szukasz jeśli ją spotkam!

G: Dziękuję!

Stuletnia Wiśnia.

G: Oh Valkyon, widziałeś może Alajeę?

V: Nie, wybacz.

G: Dobrze, dziękuję.

V: Wiesz, to na plaży…

G: (Zrobił pauzę... Bardzo długą pauzę.) Tak?

V: Byliśmy z Ezarelem i Ewelein za wolni aby zareagować… Kiedy ciągnęła Cię do morza. Czuję się winny, powinienem zareagować szybciej. Ale byłaś wspaniałym wojownikiem. Widzę, że dużo pracowałaś, obroniłaś się perfekcyjnie.

V: Idealnie byś się sprawowała w mojej Straży.

G: Dziękuję Valkyon.

G: Jestem szczęśliwa z należności do Straży Cienia.

V: Nevra to szczęściarz!

Aleja Łuków.

G: (Nevra stoi pośrodku mojej drogi.)

G: (Skręć w lewo.)

G: Przepraszam…

G: (Poszedł w tę samą stronę co ja.)

N: Euh…

G: (Skręć w prawo.)

G: (Wciąż wybiera tę samą ścieżkę co ja!)

N: Wybacz… Ja pójdę w tę, a ty w drugą, okay?

G: Niech będzie. (Ruszyłam, nie mówiąc nic więcej.)

N: W ogóle, Gardienne! Chłopcy opowiedzieli mi, jak obroniłaś się na plaży. Nieźle.

G: Oh tak? Co mówili?

N: Byłaś pewna siebie. Brałaś lekcje?

G: Trochę, trenowałam z Camerią.

N: To tłumaczy. W każdym razie, nieźle… Że wiesz jak bronić się coraz lepiej i lepiej. (< - NEVRA CO TO ZA CWANY UŚMIESZEK?)

G: Patrząc na moje predyspozycje do bycia przynętą, pomyślałam, że to się przyda.

N: Bez wątpienia.

Kiosk.

G: Alajea! Szukałam Cię!

A: Co zrobiłam?! To nie ja! Nie moja wina! To pewnie Chrome!

G: Huh? Spokojnie, o nic Cię nie oskarżam, ha ha.

A: Wybacz… Nie wyglądałaś za szczęśliwą, myślałam, że coś zrobiłam.

G: To nic… Spotkałam po drodze parę osób, których nie chciałam.

A: Wszystko dobrze? Chcesz o tym porozmawiać?

G: Nie bardzo… Ale to miłe z twojej strony.

A: Dobrze… Później?

G: Obiecuję!

A: A więc czemu mnie szukałaś?

G: Złapaliśmy syrenę i Miiko chciała, abyś pomogła w obserwacji.

A: Dlaczego?

G: Podejrzewamy, że jest kontrolowana przez kryształ. Miiko wierzy, że pomożesz nam to określić poprzez jej zachowanie i reakcje.

A: Oh, rozumiem. Przez to, że sama jestem syreną myśli, że zauważę coś niepokojącego.

G: Zgadza się!

A: A Enthraa nie jest zbyt dostępna… Prowadź. Jeśli znaleźliście jedną z moich sióstr, zapewniam was, że nie jeste zanieczyszczona!

G: Mam nadzieję!

Kryształowa Sala.

G: Przyprowadziłam Alajeę!

M: Idealnie.

~Miiko wyjaśniła wszystko Alajei: attak na Enthrę oraz nasze podejrzenia co do syreny.~

G: (Patrząc na Alajeę, sytuacja musi być dla niej trudna do ocenienia.)

A: Rozumiem… Chociaż wiesz, Miiko, nie sądzę, aby moja opinia była w stanie stwierdzić czy to przez zanieczyszczenie.

M: Wiem. Jednak twojej opinii jako syreny nie możemy przeoczyć. A potem, myślę, że twoja rada co do niej będzie przydatna.

A: Okay!

M: Gardienne, Alajea… Chodźcie ze mną do więzienia.

Sala Drzwi.

G: (Kierunek więzienie. Ściska mnie w żołądku… Nie wiem dlaczego.)

G: (Chyba mam złe przeczucia.)

Więzienie.

M: Tam jest. Śpi, więc bez obaw możesz podejść.

A: Mogę jej zaufać.

G: (Ta, bah, żebyś się nie zdziwiła…)

A: Hmm, jest strasznie brudna. Pewnie wędruje bez swojej watahy, nigdy nie jest łatwo być samej, biedna…

M: Nie jesteś zwolenniczką wody, możemy ją do Ciebie przyprowadzić.

A: Przejdzie… Tak długo, jak nie będziecie mi kazać się zamoczyć.

G: (Zamoczyła kawałek swojego ubrania w wodzie i przeczyściła twarz syrenie.)

A: ...Nie… Nie… Nie nie…

M: Co się dzieje Al?

A: Ja… Ja nie… To niemożliwe!

G: (Cofnęła się z przerażeniem na twarzy.) Alajea?

A: Ja przepraszam…

G: (Wygląda tak samo jak wtedy, gdy z Karenn wzięłyśmy ją na plażę. Co się dzieje?)

A: To niemożliwe… To było za dużo. Ty nie możesz… Ty nie. Ja…

M: Alajea…?

G: (Podeszła do niej i zaczęła do niej krzyczeć.)

A: NIE! NIE MOGĘ!!! Ja…

G: (Wybiegła, muszę pobiec za nią.)

M: Nie!

G: (Miiko złapała mnie za ramię.)

M: Zostaw ją.

G: Nie mogę… Muszę zobaczyć co z nią.

M: Wiem…

G: (Pobiegłam jej szukać.)

Piwnica.

G: (To cierpienie w jej głosie… Chyba je rozpoznaje.)

G: (Jestem pewna, że Alajea ją zna!)

Kiosk.

G: Chrome, czy…

Ch: Czekaj! Musisz zrecenzować tę piosenkę…

G: Nie mam czasu, ja…

Ch: W mojej sieci wisi mała rybka…

Uwięziona w mojej sieci…

Uwięziona w mojej sieci…

W mojej małej sieci!

G: …

Ch: I jak?

G: Wybacz, ale nie mam czasu… Widziałeś Alajeę?

Ch: Hmm… Nie.

G: (Odszedł… Wybacz, ale naprawdę nie mam czasu na żarty!)

Ogród Muzyki.

Cryllis: Jeśli szukasz syreny, nie wiem gdzie ona jest.

G: Skąd wiedziałeś?

Cr: Po prostu wiem.

G: (Okay… Cryllis jest momentami naprawdę zaskakujący… I straszny.)

Spiżarnia.

G: Przepraszam Karuto, widziałeś może Alajeę?

Ku: Wcale.

G: Oh, dziękuję…

G: (Równocześnie, jakoś nie widzę jej, aby tu przychodziła w obecnym stanie.) (< - ale żarcie jest najlepsze na doła.)

Fontanna.

A: To ona, Karenn… Jestem pewna… Ja…

G: Alajea! Wszędzie Cię szukałam! (Na szczęście nie jest sama.)

A+Ka: …

G: Ja… (Nie wiem, co im powiedzieć.)

G: (Po co tu przyszłam? Skoro poszła poszukać Karenn, to znaczy, że chce z nią o tym porozmawiać. Jestem głupia!) (< - w końcu to przyznała.)

G: Przepraszam, pewnie chcecie być same…

A: Nie… Poczekaj… Gardienne… Dlaczego za mną poszłaś?

G: Martwiłam się.

A: Dz-Dziękuję…

G: Chcecie, abym was zostawiła?

A: Nie wiem… Nie. Zostań.

Ka: Al, jesteś pewna?

A: Myślę, że muszę o tym porozmawiać, z kimś jeszcze…

Ka: Jeśli czujesz się na siłach, do dzieła!

A: Tak… Możemy pójść gdzie indziej?

G: Pewnie, chodźmy do mnie do pokoju.

Nasz pokój.

G: (Dotarłyśmy… Szczęśliwie dla nas, nie spotkałyśmy nikogo po drodze.)

G: (Usiadłyśmy u mnie na łóżko, a Karenn zawarła głos.)

Ka: Gardienne, pamiętasz, gdy byłyśmy na plaży?

<wspomnienie z plaży>

A: Woda… Jest czerwona…

G: Co? Nie, nie jest…

A: Jest… To krew… W wodzie…

<kuniec.>

G: Pamiętam.

Ka: Alajea nie zawsze miała łatwe życie…

A: Ja…

Ka: Przepraszam! Mów, to twoja historia.

A: Oh, nie martw się! Po prostu nie wiem co powiedzieć…

G: Co chcesz.

G: (Alajea wygląda na zdezorientowaną i zmartwioną, wygląda, jakby nie umiała dobrać słów. Zawołałam mojego chowańca, aby się do niej przytulił, wiem, że uwielbia je.)

A: Dziękuję...♥

A: A więc, zaczynam…

G: (Wzięła głęboki oddech.)

A: A więc, syrena, którą złapaliście… To moja siostra.

A: Byłyśmy z siostrą bardzo szczęśliwe z rodzicami. Każdego lata, opuszczałyśmy wschodnie wody, aby popływać w ciepłych i słodkich oceanach południa. To był nasz rodzinny rytuał…

<Gramy Alajeą.>

A: Tatusiu, mamusiu… Bolą mnie płetwy.

Ojciec: Oby przestały, zanim wielki lewiatan Cię zje.

A: Nieeeeeeeeeee! Boję się!!!

Później.

A: …

A: Mamo! Tato! Co trzymacie w rękach?

?: Oto twoja mała siostrzyczka… Colaia.

Jakiś czas później.

A: …

Colaia: Aliiiiiiiiiie, zaczekaj na mnie!!!

A: Nigdy mnie nie złapiesz!

C: TO NIE FER!

A: Zamknij się i patrz!

C: To jest piękneeee! Alie, patrz! Pływają dookoła mnie! Nie chcę stąd iść…

A: Ja również, ale rodzice nam karzą.

C: Dlaczego? Lubię to miejsce. Nie chcę stąd iść.

A: Ana’Me już Ci to tłumaczyła. Każdego lata wybieramy się do ciepłych wód południa… Powinnaś już to wiedzieć.

C: Mam dość. Kiedy zostanę Ana’Me, zakończę ten głupi rytuał.

A: Hmm, rozumiem.

A: Chodźmy spać.

A: (Miałam problem z zaśnięciem.)

C: Daleko jeszcze?

O: Gdybyś spędzała mniej czasu na marudzeniu, na pewno byłoby szybciej!

C: Ale…

A: (Podpłynęłam do niej i uszczypnęłam ją w pośladki.)

C: Hej!

A: (Płynęłyśmy, trochę przed naszymi rodzicami…)

?: Haaa! Nieeee! Uciekajcie!

A: (Każdy dookoła mnie krzyczał… Mamo, tato? Gdzie oni są?)

A: Tato?! MAMO?!

C: Alie, boję się…

Matka: Córeczki…

A: Mamo, co się dzieje?

M: Alie, zabierz swoją siostrę jak najdalej stąd… Ah… AH!!

A: MAMO!!!

A: (Coś pchnęło ją do tyłu, a woda dookoła nas stała się czerwona.)

A: (Co mam zrobić?)

C: Mamo! Mamo! O mój boże! To okropne, mama, reszta…

A: (Chwyciłam Colaię za rękę i próbowałam stąd uciec.)

A: COLAIA!!!

C: Alie!!! Uciekaj! Ratuj siebie!

A: Ja…

A: …

A: (Co teraz?)

A: (Ja… Zostałam sama.)

<kuniec.>

A: Błądziłam przez długi czas. Czułam, jakby mijały tygodnie… Czułam się tak samotna…

Ka: Wiem… Ale jesteśmy teraz tu, ja Cię nigdy nie zostawię.

G: (Chciałabym być w stanie powiedzieć coś Alajei… Chociaż, aby ją pocieszyć, ale nie mogę wydobyć z siebie żadne dźwięku… Czuję, że serce ściska mi się w klatce.)

G: (Jej historia strasznie mną ruszyła.)

G: (Nawet jeśli nie mogę nic powiedzieć, chwyciłam ją za rękę i posłałam jej uśmiech.)

A: Dziękuję… Byłam strasznie zdesperowana. Bałam się wrócić do domu, z obawy, że spotkam to coś…

<Znowu jesteśmy Alajeą.>

A: (Mogłabym znaleźć miejsce spotkań, ale jeśli tam nikogo nie ma?)

A: (Albo gorzej, jeśli jest tam mama i tata… Jeśli oskarżą mnie za porzucenie Colaii?)

A: (Nie… Nie wiem co robić!)

A: (Nie mogę…)

A: (Ja…)

?: Jest ranna?

?: Nie, wygląda na to, że krew na jej rękach nie jest jej.

?: To dobrze! Zabierzcie ją do przychodni.

Ew: Witaj.

A: Gdzie ja jestem?

M: Jesteś w Kwaterze Głównej Straży Eel.

A: Straży… Eel?

<kuniec.>

A: Tak przybyłam do Straży. Na początku po prostu „kąpałam się” w przychodni, ponieważ odmawiałam pójścia do większego źródła wody. Resztę historii znasz.

A: Wiesz, strasznie się za to winię.

G: Winisz… Ale, czemu? (Słowa ledwo przechodzą mi przez gardło.)

A: Porzuciłam moją małą siostrzyczkę.

Ka: Przestań tak mówić! Nie porzuciłaś jej! Myślałaś, że nie żyje, tak jak twoi rodzice.

A: ALE NIE JEST! Więc TAK! PORZUCIŁAM JĄ!

Ka: A ja mówię, że tego nie zrobiłaś!

G: Dzie… Dziewczyny… (Czuję jak łzy ciskają mi się do oczu.)

A: Wiem lepiej, co sama zrobiłam!

Ka: Właśnie. Al, nie patrzysz obiektywnie na tę sytuację. Ona żyje. ŻYJE. Tylko to się teraz liczy.

G: Ja… (Nie mogłam powstrzymać łez.)

A: Gardienne? Płaczesz?

G: Nie… Ja…

Ka: Gardienne…

G: (Rozpłakałam się na dobre.)

G: Nie… Ale jeśli będziecie kontynuować… Nie będę w stanie przestać…

G: (Przestały, aby mnie pocieszyć.)

G: (Przytuliły mnie… To naprawdę to, czego teraz potrzebuję.) (< - żeby nie było, chodzi o to, że Gard też straciła rodzinę.)

G: (Płakałam, a dziewczyny mnie nie opuszczały. To ja miałam wspierać Alajeę, a było na odwrót, to ona wspierała mnie… Wraz z Karenn.)

G: (Chwilę później się uspokoiłam. Wytarłam łzy chusteczką, którą mi podały.)

A: To moja historia Cię tak smuci?

G: Tak… I nie… Eh, to skomplikowane.

Ka: Chcesz o tym porozmawiać?

G: … (Wciąż nie mogę wydusić z siebie słowa. Jej historia, znalazła swoją rodzinę… Gdzie właśnie swoją straciłam.)

Ka: Dobrze. Opowiesz nam, kiedy będziesz chciała.

G: Dobrze… Przepraszam.

A: Nie masz za co. Tak samo miałam przed opowiedzeniem wszystkiego Karenn. To nie jest łatwe… Mówić, co nam leży na sercu. Mam nadzieję, że to nie jest poważne… A jeśli, bah… Zawsze będziemy tu dla Ciebie! Może nie jesteśmy jeszcze zbyt blisko, ale… Wiem jak to jest być smutnym.

G: Dziękuję Al.

A: Nie ma za co!

G: (Przybliżyła się do mnie aby znowu wziąć mnie w swoje ramiona.)

G: (Cieszę się, że mogę zaliczyć ją do moich przyjaciół.)

G: Dziękuję wam, naprawdę…

Ka: Nie wiem jak to jest… Pewnie dlatego, że mam Nevrę. Wy dwie, jesteście zdala od swoich rodzin…

G: Ty również, od swoich rodziców.

Ka: Tak… Ale to nie to samo, jeśli bardzo chcę, mogę zobaczyć ich ponownie. U Ciebie jest to skomplikowane… Nawet niemożliwe.

A+G: …

Ka: Przepraszam!!! Nie chciałam.

A: Spokojnie.

G: (Alajea pstryknęła ją w głowę. Czuję, że odkrywam ją w nowym świetle. Wydaje się mniej pewna siebie i bardziej wrażliwa.)

Ka: Wreszcie…

A: Powiedz… Myślisz, że skrzywdzą Colaię?

Ka: Nie mam pojęcia.

G: Wydaje mi się, że to zależy od tego czy jest zanieczyszczona…

A: Ale nie zabiją jej bez bycia pewnym?

G: Nie, nie martw się.

A: Oh… W pewnym sensie mnie to uspokaja. Nie wiem, jak bym zareagowała gdyby to było zanieczyszczenie. Nie mogę ich winić.

G: Rozumiem.

Ka: Jeśli pozwolisz Al, porozmawiam z Nevrą o sytuacji. Wiem, że nikomu nie mówiłaś, ale on może pomóc w jak najlepszej opiece Colaii…

A: Tak, możesz… I tak już sporo minęło odkąd chciałam o tym porozmawiać.

G: Przepraszam, ale… Jak Nevra może pomóc w sytuacji siostry Alajei?

Ka: Ponieważ też ma siostrę.

G: I?

Ka: Zagram na jego uczuciach: oh Nev, wyobraź sobie, gdybym to ja była na miejscu Colaii? Czy nie chciałbyś, aby traktowali mnie najlepiej jak się da? Zrobiłbyś to dla mnie?

G: (Pociągnęła nosem i udała łzę z oka.) Rozumiem… Zadramatyzujesz.

A: Nie nadużywaj tego zbytnio… Nie chcę, aby Nevra również wzbudził do mnie litość.

Ka: Nie martw się! Nie mam pewności, czy coś zdziała, ale kto nie próbuje ten nie zyskuje!

A: Dobrze… Powiesz mi?

Ka: Pójdę z nim porozmawiać, a ty Gardienne nie zastępuj mnie! Byłabym zbyt zazdrosna, gdyby stała się przy tobie bardziej pewna siebie niż przy mnie!

G: Haha, o to się nie bój!

G: (Poszła, a Alajea zaczęła dalej mówić o swojej siostrze.)

G: (Banalne spory, chwile radości. Opowiedziała mi również o swoich rodzicach.)

~Moje serce znowu się ścisnęło i poczułam jak łzy ponownie napływają mi do oczu. Alajea domyśliła się, że moje problemy dotyczą mojej rodziny, więc zaproponowała zmienienie tematu. Zgodziłam się.~

A: Nie wiem, co Ci powiedzieć, ale myślę, że mała przekąska i coś ciepłego do picia będzie dobre na rozgrzanie serca.

G: Może to dobry pomysł. Chodź, weźmiemy i wrócimy tutaj, żeby mieć spokój.

A: W porządku!

Stołówka.

G: (Weszłyśmy do stołówki i wzięłyśmy trochę słodyczy i napoi.)

Ku: Weźcie jeszcze mój wyrób z mleka moogliz.

G: (Mrugnął do nas.)

Ku: Wyglądacie, jakby coś wam ciążyło, mam nadzieję, że to wam rozgrzeje serca. (< - Karuto co ty taki kochany! <3)

A: Dziękuję Karuto.

Ku: Mam wielkie serce, wiem. Moja matka, wielka kobieta w tamtych czasach, zawsze mówiła o mnie, że byłbym wielkim człowiekiem, moja hojność nie znała granic.

A: *Chichocze* Może i jest hojny, ale i bardzo skromny.

G: *Chichocze* Właśnie widzę.

Ku: Możesz mi mówić Karuto, dalej. Ha ha.

Nasz pokój.

A: Miłe, tego typu żarty są najlepsze na pocieszenie ♥

G: (Usiadła na łóżku i wzięła łyka swojego cappucino.)

A: Wzięłam mufinkę dla Karenn… Nie było zbyt dużego wyboru, ale mam nadzieję, że jej zasmakuje.

G: Jaką?

A: Owoc północy.

A: Hmm… Porozmawiajmy… O chłopcach!

G: Oh, Alajea… Wszystko tylko nie to!

A: No weź, opowiedz mi coś! Miałaś chłopaka w swoim świecie?

G: Aktualnie, nie.

A: A w ogóle już miałaś?

G: To nie było nic poważnego…

G: Poprzedniego lata spotkałam kolesia. Blondyn, surfer z paroma tatuażami. Flirtowaliśmy przez parę dni, ale był prawdziwym kobieciarzem. Szybko zakończyłam ten „romans”. (< - Dake, wypad.)

A: Ha ha, rozumiem.

G: A ty? Jak idzie z Sonze?

A: …

G: Powiedz!

A: Nie przyszedł na spotkanie pewnego dnia…

G: Rozumiem. Wiesz dlaczego?

A: Dostał misję w ostatniej chwili i zostawił mi kartkę przez drzwiami od pokoju, nie jestem zła, bo to nie tak, że odwołał… W końcu jeśli.

G: Ha ha. Lubisz go?

A: Trochę tak. (< - Nevra wolny, wyczuwam brak zagrożenia!!)

G: Jaki jest?

A: Dość niski jak na faceta… Ale wyższy ode mnie. Ma jasne włosy, trochę popielate, a jego oczy, brązowe, prawie że czarne. Wygląda na badboy’a… Ale jest dla mnie bardzo miły. Nie czułam się zbyt dobrze kilka dni temu, przyszedł do mnie z zupą abym poczuła się lepiej. Został ze mną prawie cały dzień, mimo że nawet go o to nie poprosiłam!

G: Alajea… Leci na Ciebie!

A: Tak myślisz?

G: Oh tak… Zdecydowanie.

BOOM

G: (Karenn wpadła do pokoju ze łzami w oczach i wściekłym wyrazem twarzy.)

G: Karenn? Co się dzieje?

Ka: Al!

A: Tak?

Ka: Straż… Chcą… Oni chcą zabić Colaię.

A: CO?!

<Gramy Karenn.>

Ka: (Mam nadzieję, że Nevra mnie posłucha i zapanuje nad sytuację… Pewnie jest z Miiko w Kryształowej Sali. Nie znienawidzi mnie za przeszkadzanie mu.)

Ka: (Przeszłam przez Jamona tłumacząc mu, że muszę zobaczyć mojego brata, szczęśliwie, przepuścił mnie bez problemu.)

Ka: (Wygląda na to, że rozmawiają o Colaii…)

?: Ta syrena jest zanieczyszczona, musimy ją zabić. Takie są procedury. Przykro mi, przez relacje jakie ją łączą z Alajeą, ale nie możemy odpuścić w sentymencie.

Ka: (CO?!)

Ka: (Zeszłam po schodach nie zwracając na siebie uwagi Jamona.)

Ka: (Mój boże, co oni chcą zrobić?! Muszę ostrzec dziewczyny.)

<kuniec.>

G: Poważnie?

G: To słyszałaś? Zamierzają zabić Colaię, ponieważ jest zanieczyszczona? I co to potwierdza? Alajea, widziałaś ją. Wyglądała normalnie?

A: …

G: Mają na to dowód?!

G: (Nie mogę pozwolić im zabić siostrę Alajei…)

G: Nie możemy pozwolić, aby zabili twoją siostrę i dobrze o tym wiesz. To nie podlega dyskusji.

Ka: Tak… Są uparci, jeśli chodzi o decyzje, które już podjęli.

A: …

G: Alajea, musimy coś zrobić.

Ka: Al, hej…?

A: …

G: (Jej wzrok skierowany jest na podłogę.)

G: (Potrząśnij Alajeą.)

G: (Potrząsnęłam nią delikatnie, ale na nic.)

Ka: Pozwól mi to zrobić.

Ka: ALLIE! Straż planuje zabić TWOJĄ siostrę, TWOJĄ JEDYNĄ RODZINĘ na obecny moment.

A: …

Ka: Więc natychmiast odzyskujesz swój rozum i nie pozwolimy doprowadzić do tej sytuacji, słyszysz? NIE ZOS-TA-WI-MY TEGO!

A: Ja… Masz rację. To moja mała siostrzyczka, moim obowiązkiem jest chronienie jej… Muszę ją stamtąd zabrać. Dziewczyny, pomóżcie mi.

Ka: Obiecujemy! Prawda, Gardienne?

G: Głupie pytanie, oczywiście!

Ka: Musimy ją stamtąd zabrać.

G: Tak, rozumiemy. Ale musimy wiedzieć, jak się za to zabrać. Nie możemy przejść przez strażników, odprawią nas z kwitkiem.

G: (Zastanawiałyśmy się chwilę, opracowując różne plany.)

G: (Jednym z nich było, aby stworzyć miksturę, która zajmie Miiko i resztę Straży.)

Ka: Powinien być związany w kącie.

G: Albo… Uśpijmy ich. Musimy znaleźć coś, co położy wszystkich spać.

G: (Moglibyśmy użyć trutki z Balenvii, ale to zbyt ryzykowne.)

G: Możemy użyć tego samego, co Ewelein, gdy usypiała Enthrę i Colaię.

Ka: Powinnyśmy wykraść recepturę od Ewe. To będzie mniej podejrzane, niż gdybyśmy wykradły gotowe mikstury. Z tego co pamiętam, następne sprawdzanie zapasów jest za dwa czy trzy dni. Oraz, jeśli się nie mylę, to według grafiku między jedenastą a czternastą Ewelein jest sama. Hmm… Ale mimo tego, będzie trudno to wykraść.

A: Musimy stworzyć dywersję. (?)

~Dyskutowałyśmy o podstawach naszego planu. Podczas, gdy jedna z nas miała wykraść Ewelein recepturę, pozostałe dwie miały odwracać uwagę.

Potem zdecydowałyśmy, aby użyć jedzenia jako środka, aby uśpić członków Straży. Dziewczyny miały pewne wyrzuty sumienia… Było to według nich niebezpieczne, a jedzenie nie było przedmiotem lekkomyślnym.

W tej chwili muszę przyznać, że mnie to nie obchodziło. Byłam tak zła na Lśniącą Straż, że mój osąd dla innych członków nie miał znaczenia… Miałam ochotę na zemstę o wiele bardziej, niż na ten cały altruizm, który zawsze próbowałam.~

Ka: Umieścimy to w jedzeniu… Ale w jaki sposób?

A: Karuto… Powinien uwierzyć, że chcemy mu pomóc.

Ka: Ty, on nigdy… Jesteś na jego liście.

G: Niedawno był dla niej bardzo miły.

Ka: Hmm… Według wielkiego pana Karuto…

G: Ha ha, rozumiem. Poradzimy sobie, poczekasz na Allie.

A: Okay.

G: Będziemy musiały dobrze zarządzić dawkami, aby działanie się opóźniło.

Ka: Póki co, sprawdźmy czy nikt nie jest na widoku zanim zrobimy wielki skok.

A: Dokładnie!

G: Zacznijmy od pójścia do przychodni. Kto chce wykraść wielki notes Ewelein?

A: Nie ja. Nawet nie jestem pewna sukcesu, co do naszej dywersji… Więc nie nie nie.

G: Karenn. Ty czy ja?

Ka: Ty zajmiesz się Ewelein.

G: Dobrze.

G: (Postanowiłyśmy działać. Alajea postanowiła zaczekać u mnie w pokoju.)

Ka: Daj znać, kiedy wyjdziesz z przychodni.

G: Zrobi się!

Przychodnia.

G: (Dobrze, jestem na miejscu.)

Ew: Gardienne, coś się stało?

G: (Pamiętaj plan.) Tak, chodzi o Alajeę, nie czuje się za dobrze.

Ew: Hm, co się z nią dzieje?

G: Popijałyśmy u mnie w pokoju napoje i rozbolał ją strasznie brzuch, tak nagle.

Ew: Czemu do mnie nie przyszła?

G: Ma problemy z podniesieniem się, wolałam po Ciebie przyjść. Możesz pójść ze mną?

Ew: Hmm, chodzi o to, że jestem sama… I nie bardzo chcę zostawiać Enthrę samą.

G: Cierpi…

Ew: Dobrze… Niech nie zajmie to długo, i mam nadzieję, że naprawdę cierpi, skoro mnie wyciągasz.

Sala Drzwi.

G: (Wyszłyśmy, zobaczyłam Karenn chowającą się za filarem. Ewelein do niej pomachała… Słaby poziom dyskrecji.)

G: (Dałam jej znak, mówiący, że może wchodzić.)

Korytarz.

G: (Podeszłyśmy pod moje drzwi, zapukałam powolnie trzy razy, a po chwili kolejne dwa… To znak dla Alajei, aby przybrała pozycję.)

Nasz pokój.

G: (Weszłyśmy do środka, Alajea leżała na łóżku.)

Ew: Więc, co się dzieje?

A: Nie wiem… Strasznie boli mnie brzuch. (< - mamo, nie chcę iść do szkoły.)

Ew: Połóż się, zobaczę.

G: (Alajea bardzo dobrze gra swoją rolę, nie wydaje mi się, żeby Ewelein była naiwna.)

Ew: A więc, dlaczego tu naprawdę jestem? (< - no to dupa.)

A: Huh? Co?

Ew: Nic Ci nie dolega, a ty Gardienne, jesteś naprawdę żałosnym kłamcą. Powiedzcie mi, co się dzieję, zanim się zezłoszczę.

A: …

G: (Alajea spojrzała na mnie z niepokojem, przez odpowiedzeniem Ewelein.)

A: Wiem, że w przychodni jest Enthraa i nie chciałam poruszać tego tematu przy niej, ale… Chodzi o mój eliksir na nogi.

Ew: Rozumiem… Jest jakiś problem?

A: Eh bah… Kiedy mam swoje złe dni? (< - PŁACZE.)

G: (Zrobiła duże oczy, aby podpisać to w cudzysłowie. Rozumiem, o czym mówi.)

A: Myślę, że jest mniej skuteczny. Moja waga wzrosła.

Ew: Hmm, możliwe, że jego efektywność spadła podczas tego okresu. Wiem, że to dla Ciebie nieprzyjemne, ale naprawdę muszę się z tobą zobaczyć w przychodni, aby obadać ten problem. Będę musiała zrobić badania krwi.

A: Nie chcę dręczyć tym Enthry. Ona ma swoje walory, ja swoje.

Ew: Wiem wiem. Powiedzmy, że to przez spadek siły, nie będziemy mówić o twoim zmartwieniu wzrokowym. Czy masz je?

A: Jeszcze nie.

Ew: Przyjdź mnie później zobaczyć.

A: W porządku.

G: (Ewelein opuściła pokój.) Cudnie kłamiesz!

A: To dlatego, że nie kłamałam. Ale to nie są rzeczy, które mnie teraz obchodzą.

G: (Czekałyśmy na Karenn, ale nie przychodziła. Wyszłyśmy, aby jej poszukać.)

Sala Drzwi.

G: (Karenn, gdzie jesteś?)

Nasz pokój.

G: Karenn! Szukałyśmy Cię wszędzie!

Ka: Ja również.

G: (Musiałyśmy się minąć.)

A: Jesteśmy w stanie przygotować środek nasseny.

G: Więc do działa! Kierunek sala alchemiczna.

Sala Alchemii.

G: Nikogo tu dzisiaj nie ma…

Ka: To normalne, zazwyczaj jest tu spokojnie.

G: Racja…

G: Zawsze mnie to zadziwia.

A: Uwierz mi, ludzie boją się Ezarela, haha. (< - Go? Bać się? On was jedynie pociśnie, nic strasznego. :V)

Ka: Zobaczmy, czego potrzebujemy… Dwie dawki mleka moogliz, jeden owoc miodu, rozdrobnionej i wstrząśniętej szkarłatnej lawendy… Kurzu Sandmana.

G: (Alajea zaczęła przeszukiwać szafki.)

A: Nie ma mleka ani owocu. Gardienne?

G: Mam.

Ka: Idealnie! Ruszamy!

G: (Zaczęłyśmy przygotowywać miksturę według instrukcji Ewelein… Jest idealna, ma zawarte wszystkie najmniejsze szczegóły.)

G: Stworzyła nawet pigułki usypiające…

Ka: Tak, Ewelein jest niezastąpiona.

G: (Wśród jej notatek wyjaśnia, że lawenda jest przygotowywana na kilka tygodni wcześniej, i że jest to ten element, który umożliwia ocenę czasu inkubacji tabletek nasennych. Im więcej jest lawendy, tym szybciej osoba zaśnie.)

G: Więc teraz musimy umieścić szczyptę…

?: BUU!

G: AAA!!! Ezarel!

Ez: Co tu robicie? Przygotowywania do egzaminu z alchemii?

G: (Zajrzał przez moje ramię.) (< - Ej, sam mówiłeś, że tego nie lubisz, więc wypad.)

Ka: He! To się stało tylko raz i tylko po to, aby mi zaimponować.

G: (Karenn go lekko popchnęła.)

Ka: Nie rób innym tego, co tobie nie miłe. (< - No właśnie!!!)

Ez: Przeszkadza Ci moja ciekawość? To ty jesteś wcieleniem tej okropnej wady!

Ka: TAK. Ponieważ jesteś nudny. Jest dużo rzeczy, których nie lubisz, ale ty… Nie przeszkadza Ci, aby robić je innym.

G: (Oho, ma go.)

A: Chichocze* Powinnyśmy zainterweniować, w przeciwnym razie grozi to wybuchem między nimi i naszym spłonięciem.

G: Chichocze* Masz rację. Papier, kamień, nożyce?

A: Ok!

G: (Wystaw nożyce.)

G: (Alajea wystawiła papier, a więc to do niej należy opanowanie Ezarela.)

A: Chichocze* Dzięki! Ez… Mam pytanie do Ciebie.

Ez: O co chodzi?

A: Powtórzyłam podstawy alchemii jak prosiłeś, ale z troski o bibliotekę… Średnio mogę się uczyć tak, jakbym chciała.

Ez: Hmm, rozumiem. Masz pięć minut?

A: Jasne!

Ez: Chodź ze mną. Mam parę ocalałych książek u mnie w pokoju. (< - Co to za szybki numerek beze mnie?;;)

Ez: A ty Karenn, mogłabyś pamiętać o posprzątaniu sali tym razem, jeśli wybuchnie?

Ka: Mhhmm.

G: (Poszli. Możemy kontynuować.)

Ka: Rha, wkurza mnie!

G: Jak wszystkich… Chodź, skoncentrujmy się na miksturze.

Ka: Mogłabyś przynieść lawendę? Chyba jest pod biurkiem.

G: (Mam!)

Ka: Teraz kurz Sandmana.

G: Serio? Mogłaś zapytać o nie w tym samym czasie.

Ka: Przepraszam…

G: Trzymaj.

Ka: Dziękuję!

G: (Kontynuowałyśmy robienie mikstury podczas gdy Alajea wróciła.)

Ka: Dobrze, gotowe. Teraz najtrudniejsza część misji, musimy…

A: ...Przekonać Karuto.

Ka: Cóż, jesteś martwa…

A: Wiem wiem, powodzenia!

Kuchnia.

Ka: Karutoooooooooooooo ♥

Ku: Czego chcesz?

Ka: Zauważyłyśmy, że nie wyglądasz zbyt dobrze od paru dni. Wraz z Gardienne pomyślałyśmy, że możemy Ci pomów w kuchni.

G: Tak. Martwimy się.

Ku: ...Hmm, no nie wiem.

G: (Zrobiłyśmy wszystko, aby go przekonać.)

Ka: SUPER! Co mamy robić?

Ku: Obierz ziemniaki i marchewki. A ty, Gardienne, przygotuj bazę sosu.

G: (Zaczęłyśmy zajmować się tym, co polecił nam Karuto. Po kilku godzinach zaczęłyśmy rozcieńczać miksturę na jednym z talerze, aby sprawdzić czy jest widoczna dla ludzkiego oka.)

Ku: Wyłożyłyście już danie? Idealnie, pozwólcie, że sprawdzę czy wszystko jest dobrze…

G: (Nie miałyśmy pewności, czy Karuto nie spróbuje dania…)

Ku: Oueh… Miałyście rację… Serio czuję się jak gówno… Ja…

BOUM

Ka: Ups! Chyba dałyśmy za dużo lawendy… Co robimy?

G: Uh… Musimy go schować… Zanieśmy go do jego pokoju. (Mam nadzieję, że nikt nas nie zobaczy.)

G: (Karenn pobiegła po Alajeę i we trzy zaniosłyśmy go do jego drzwi.)

G: (Weszłyśmy do jego pokoju i położyłyśmy go na łóżko. Ugh! Jak tu brudno!)

Korytarz.

A: Na szczęście nikt nas nie widział.

Ka: Tak… Allie, mogłabyś zrobić jeszcze raz miksturę, proszę? Musiałam się pomylić w proporchach… Jesteś lepszą alchemistką ode mnie.

A: Ok!

Ka: Chodźmy do stołówki. Jeśli nikogo tam nie będzie przez dłuższy czas, zacznie to być podejrzane.

Stołówka.

G: (Wróciłyśmy do stołówki i parę osób czekało, aby zamówić drinki.)

Kuchnia.

K: Przepraszam, że musieliście czekać.

Randomy: Gdzie Karuto?

G: Musi odpocząć, zaproponowałyśmy zastąpienie go. Co zamawiacie?

G: (Odebrałyśmy zamówienie i starałyśmy się pracować jak najlepiej… Nie jestem pewna co do naszego wyboru, aby dodawać pieprz do „Pojito”, ale Karenn… Posłuchałam jej.)

G: (W każdym razie, nasi goście nie wyglądali na niezadowolonych.)

G: Co ty robisz?

Ka: Utrzymuje relacje, jeśli nie utrzymamy racji członków w porządku Karuto nas zabije, a ja się martwię o moje życie.

~Alajea wróciła po chwili. Zrobiła wszystko co należało, jeśli chodzi o miksturę, a nawet zapewniła nam „spraye”… W przypadku, gdyby w nocy ktoś chciał nam przeszkodzić.~

Ka: Jesteś pewna co do dawek?

A: Tak, przeczytałam wszystkie notatki Ewelein i zrobiłam parę testów… Wybaczcie za wasze zwierzaki, będą dobrze spały tej nocy.

Ka: Allie…

A: Lecę… To będzie podejrzane, jeśli za długo tu zostanę, ha ha.

~Dzień zakończył się dosyć szybko, noc również… Miiko była zaskoczona widząc nas zarządzające stołówką. To miłe, Karuto nie będzie miał za złe… Ale naprawdę potrzebował odpoczynku. Potrzebuje pomocy w pracy.~

Ka: To prawda, że to trudne obsługiwać wszystkich samemu.

M: Tak, ale znasz go… Prawdziwa głowa muła. To i tak nieźle, że od czasu do czasu przyjmuje pomoc.

G: Musimy mu się narzucić, mówiąc, że to dla jego dobrego samopoczucia.

M: Tu się kłania wyzwanie… Dotrzeć tam, bez wybitych zębów.

G: Ha ha! Nie dziękuję, wolę pozwolić tobie podjąć to wyzwanie.

~Opuściła nas po tym, jak skończyła posiłek. Karenn wzięła parę dań i wręczyła je strażnikom na służbie. Wróciła trochę później.~

G: (Kiedy było dość późno, Karenn i ja postanowiłyśmy zamknąć stołówkę. Nevra przyszedł aby „ucałować” swoją siostrę na dobranoc, delikatnie zaczęłam się śmiać… Mimo, że jest to miłe z jego strony.)

G: Wyglądasz na zmęczonego.

N: Tak, miałem dość dużo roboty. Dobranoc Gardienne. *baille* (? Wydaje mi się, że to coś w stylu buziaka, ale cholera wie.)

G: (He he.) Dobranoc Nevra.

K: szepcze* Myślę, że to więcej niż dobrze.

G: szepcze* Na pewno.

Pzed pokojem Gardzi.

Ka: Gardienne, znajdź Alajeę. Muszę coś zrobić u mnie w pokoju, daj mi dwie minutki.

G: Okay.

Nasz pokój.

G: (Alajea śpi, nie będę jej budzić…)

G: (Mam parę przemyśleń w moim notatniku, a skoro jestem „sama” wrócę trochę myślami.)

G: (Czy dobrze wybrałam? Czy to nie był błąd? Jeśli Colaia jest zanieczyszczona… Czy nie narażam niewinnych ludzi na niebezpieczeństwo?)

G: (Ja…)

puk puk

G: (Ha!)

G: (Dźwięk pukania obudził Alaję.) To pewnie Karenn.

A: Oh… Okay…

Ka: Zamknij oczy i wyciągnij ręce.

G: (Hmm… Nie lubię tej zabawy.)

Ka: Otwórz oczy!

<Karenn wręczyła nam strój.>

G: Co...

Ka: Proszęęęę ♥

G: To dla mnie?

Ka: A dla kogo? Pomyślałam, że na tę specjalną misję musimy być mega dyskretne. Więc, wzięłam to, ponieważ… Twój niebieski top nie wchodzi w rachubę.

G: Oh, dziękuję…

G: Niech będzie!

Ka: Wiedziałam!

A: …

Ka: Co jest?

A: Co ze mną?

Ka: Co masz na myśli?

A: Nie mam czarnych ciuchów.

Ka: Przecież wiem, że masz, widziałam twoją szafę.

A: Miałam… Pamiętam, że je oddałam, bo wolę kolorowe rzeczy.

Ka: Cholera! Zapomniałam. Cholera!Gdybym wiedziała też bym Ci coś wzięła. Mam nadzieję, że będziemy wyglądać dyskretnie… To niezbędne.

A: Miałaś intencje, to się liczy.

G: Działa.

A: Tak w ogóle… Kiedy byłyście w kuchni. Ykhar przyszła się ze mną zobaczyć… Miiko chciała abyśmy porozmawiali o Colaii.

Ka: Co Ci powiedziała?

~

A: Nic, odmówiłam aby iść… Jestem tak zła na Straż, nie chciałam, aby powiedzieli mi, że ją zabiją a ja nic nie mogę zmienić.

G: (Usiadłam obok Alajei i położyłam rękę na jej ramieniu.)

Ka: Dobrze zrobiłaś… Czyli się z nią nie widziałaś?

A: Mhm, Ykhar powiedziała, że Miiko spodziewała się tego, że odmówię i nie nalegała.

Ka: Tss, teraz udaje, że ma serce.

~Zdrzemnęłam się, a Karenn zbudziła mnie bardzo wcześnie. Wciąż było ciemno.~

Ka: Już czas, Gardienne.

G: (Rozciągnęłam się.) Dobrze… Robimy tak jak pierwotnie? Każda ze sprayem i jedna obada teren?

A: Tak!

G: (Wzięłam swoją broń, w razie czego.) (< - na pewno łuk Ci się przyda w pomieszczeniu.)

Schronisko.

G: (Nikogo nie ma, idealnie.)

Korytarz.

V: Gardienne, wcześnie jesteś na nogach.

G: (CHOLERA, dlaczego on nie śpi?) Mogłabym Cię zapytać o to samo.

V: Zawsze wcześnie wstaję. Chociaż dzisiaj, jeszcze wcześniej niż zwykle.

G: Oh naprawdę, czemu? (Muszę potraktować go sprayem, ale czekam na właściwy moment.)

V: Nie jadłem kolacji, obudziłem się z pustym żołądkiem.

G: Więc, chciałeś iść do stołówki?

V: Dokładnie. Wiem, że Karuto jeszcze nie śpi, ale zawsze zostawia dodatkowe racje. A ty?

G: (Jeśli spotka się z Karenn i Alajeą wszystko się popsuje… Nie mogę pozwolić mu opuścić tego korytarzu.)

G: Ja chciałam… Ja… (Włożyłam rękę do torby aby sięgnąć po spray.)

paf

V: Gnn… C-Co…

pouf

G: (Nic nie zrobiłam, a Valkyon upadł na ziemię.)

Ash: Cóż, jest mnie solidny niż wygląda.

G: Ashkore! (Trzyma w ręce patelnię.) Co ty tu robisz? (< - czyli jednak z patelni dostał!!!)

Ash: Korzystam z tego, że cała Kwatera Główna została uśpiona.

G: (Ma torbę pełną jedzenia, pewnie wraca ze stołówki.)

Ash: No i trochę pokradłem. To byłby grzech nie korzystać z tej sytuacji, aby uprzykrzyć życie cudownej Lśniącej Straży.

G: (Jego głos jest szorstki.) Czyli… Mówisz, że…

G: (Odwrócił się, wygląda, jakby chciał już iść.)

G: (Mam szansę stąd uciec.)

G: (Nie, nie mogę go o to zapytać… Nie znam go wystarczająco.)

Ash: To naprawdę zabawne mieć Cię tutaj.

Ash: Nawet jeśli jesteś paskudną plotkarą.

G: Co? Ja… (Misu wiedzieć, że rozmawiałam o nim ze Lśniącą Strażą, ale skąd?)

Ash: Mała myszka mi powiedziała, że powiedziałaś tej bandzie szczurów o mnie. (< - FLOPPY?!)

Ash: Więc powiem Ci to tylko raz. Bądź grzeczną dziewczynką i zamknij się.

G: (Teraz, to bardziej groźba. Poczułam, jak moje serce ścisnęło się w klatce.)

G: (Podszedł do mnie i położył swoją dłoń na moim policzku, aby po chwili pogłaskać go palcem.)

Ash: Nie zapominaj, że mam na Ciebie oko.

G: (Odszedł… Podczas gdy Valkyon wciąż leżał przy moich stopach.)

G: (Sprawdziłam jego puls, żyje.) (< - spokojnie, dostał tylko z patelni…)

Sala Drzwi.

G: (Dziewczyny już są.) I jak?

A: Czysto, nie widziałam żywej duszy, czy chociaż nie śpiącej.

Ka: Tak samo, a ty?

G: Spotkałam Valkyona, ale problem został rozwiązany… Po chwili.

G: (Dziewczyny zmarszczyły brwi.)

Ka: Chodźmy do Colaii.

Więzienie.

G: (Colaia jest w jednej z podwodnych celi. Karenn użyła mechanizmy, aby ją wyciągnąć z wody.)

G: (Chciałyśmy do niej podejść, ale próbowała nas podrapać.)

A: Colaia to ja… Allie…

C: Grrrrrr!

A: Allie… Twoja siostra…

C: Jeken A Kra’ala… Ja… Kra… Al!

G: (Próbowała różnych sposobów.)

Ka: Allie… To na nic, a my nie mamy czasu. Jeśli chcesz ją uratować, zabierz ją na plażę.

A: Masz rację…

G: (Podeszła do swojej siostry i potraktowała ją sprayem, aby zasnęła.)

A: Tak będzie łatwiej ją przenieść!

G: (Wydaje się, że wymusiła uśmiech… Przykro mi.)

Ka: Ruchy ruchy!

G: (Zaczęłyśmy wchodzić po schodach.)

Piwnica.

Ka: Raz, dwa…

Schody.

A: Stop! Czuję dno…

G: Tak samo.

Ka: Dobrze, ale tylko dwie minuty… Minęło już pół godziny, a my nie mamy wieczności.

A: Karenn,w formie syreny waży się więcej niż zwykle. Zrozum!

Sala Drzwi.

A: Wybaczcie, powinnam wam powiedzieć, że nasze ogony ważą tonę.

G: Nie czułam się jakoś super ciężka będąc syreną.

A: To normalne, nie odczuwamy tego aż tak. Uwierz mi, nogi są tylko trochę lżejsze…

G: Wierzę…

G: (Z małymi trudnościami, wyniosłyśmy Colaię poza teren K.G.)

G: (Wiedziałam, że wyszłyśmy późno w nocy, ale nie pomyślałam, że zajmie nam to aż tyle czasu.)

G: (Rozjaśniło się.)

Ka: Szybko dziewczyny! Pośpieszmy się!

G: (Jest strasznie pobudzona i zmotywowana.)

Plaża.

G: (Dotarłyśmy!)

A: …

A: Jesteśmy, siostrzyczko… Będziesz mogła żyć. Pomożecie mi ją zanieść do wody?

G: (Dalej, potrafisz to zrobić.) Tak.

G: Chodźmy.

?: CZEKAJCIE! Dzi-Dziewczyny…

A+Ka: Yh…

G: ...Har?! (Znaleźli nas…)

Y: Co wy robicie? Oh, na wszystkich bogów… Ja… Ja…

G: (Odwróciła wzrok.)

Kero: Ykhar!!!

G: (Przyszedł biegnąc wraz z Ezarelem i Nevrą.) (< - przynajmniej Valky śpi…)

Ka: Dalej, nie możemy im pozwolić!

G: (Wstawiłam się za nią.)

Ke: Wiemy… To nie tak… Myślę… Wy…

G: (Próbuje złapać oddech.)

G: Allie, idź!

G: (Poszła dalej po plaży. Musimy iść za nią, aby inni jej nie przeszkodzili!)

G: (Ale jak nas znaleźli?!)

Kamień.

G: Powiedziałam nie podchodźcie!

G: (Zagroziłam im… Może nie wyglądam groźnie, ale jestem śmiertelnie poważna. Nie pozwolę im skrzywdzić Colaii.)

G: (To nie podlega dyskusji, że pozwolę im rozwalić rodzinę!)

G: (Odepchnij wszystkich używając rady Camerii.)

G: (Ustawiłam się do walki.)

Ka: Twoja broń Gardienne! I tak jesteśmy takie!!!

G: (Posłuchałam Karenn.)

V: Jesteś poważna?

G: (Valkyon przybył z Ewelein u boku.)

Ew: Gardienne, Karenn… Ale co wy robicie? Alajea? Czy to ta syrena w twoich ramionach?

Ka: Tak, to ona. Nie skrzywdzicie jej.

Ew: Słucham…?

Ez: Naprawdę myślicie, że chcemy źle?

Ew: Ez! Zamknij się! Daj mi się tym zająć!

J: Jamon biec szybko jak wiatr. Dziewczyny dobrze?

G: Nic nam nie jest Jamon… Tak długo, jak nie będziesz się ruszał, będzie dobrze. (Staram się, aby mój głos brzmiał oschle i pewnie, ale czuję jak trzęsą mi się nogi.)

Ew: Dziewczyny, powiedzcie… Co wy robicie? Co was wzięło?

G: Co nas wzięło? Ratujemy ją!

Ew: Od czego?

G: Od was, oczywiście!!!

Ew: Dlaczego od nas?

Ka: Nie zgrywaj niewinnej, słyszałam was! Wiemy, co chcecie zrobić Colaii!!!

Ew: Co chcemy jej zrobić?

G: (Zrobili krok w naszą stronę… Dałam Alajei sygnał, aby ruszyła… I odeszłam za nią, przez co musiałam wejść do wody.)

Ew: Co chcemy zrobić z Colaią?

G: (Powtarzała, póki Alajea nie wyszeptała odpowiedzi.)

A: ...Zabić… Chcecie… Moją małą siostrę…

G: (Alajea zaczęła płakać, wraz z Karenn pobiegłyśmy do niej.) Spokojnie, Allie. Jesteśmy z tobą.

A: Chcecie ją zabić… Słyszałyśmy.

Ew: Słucham?

A: Kryształ, myślicie, że jest zanieczyszczona!

Ew: Alajea… Ja… My nigdy taki nie powiedzieliśmy.

A: Co? Ale, Karenn was…

M: Bogom dzięki, znaleźliście je!

G: (Miiko przybyła w towarzystwie Leiftana. Wszyscy są pozbawieni tchu, musieli biec.)

M: Oszalałyście? Zdajecie sobie sprawę, co zrobiłyśmy w Kwaterze?

Ew: Miiko, poczekaj.

M: Wystawiłyście każdego na niebezpieczeństwo! Mogliśmy ponieść duże straty przez waszą trójkę! Co wam przeszło przez głowy?!

G: Co nam przeszło przez głowy? Czy ty NAPRAWDĘ chcesz wiedzieć, co się dzieje?

G: (Ten wzrok to na mnie?)

G: (Upuściłam broń i podeszłam do Miiko umieszczając moją pięść na jej twarzy.) (< - dajesz maleńka.)

G: (Upadła na ziemię i spojrzała na mnie zszokowana. Ewelein do niej podbiegła.)

Ew: Gardienne? Co się dzieje?

G: Czy chcesz wiedzieć co przechodzi nam przez głowę, ty WIELKA, WSPANIAŁA SZEFOWO CUDOWNEJ STRAŻY EEL?

G: To, co przechodzi nam przez głowę to to, że znowu... Wy... Wy... Nie...

G: TY zdecydowałaś by rozwalić rodzinę.

G: (Tak jej teraz nienawidzę, że nie mogę dobrać słów.)

G: To tak, jakby rozwalenie mojej nie było wystarczające... To chcesz również zabić Colaię!

G: Pomyślałaś choć przez chwilę jak bardzo ta decyzja zaboli Alaeję?

M: Gardienne, ja...

G: Czy to twoja życiowa pasja rozpieprzać innych? Ja, teraz Alaeja... Kto będzie twoją kolejną ofiarą?

G: Może Mery? Zamierzysz zabić jego matkę bo jest "zbyt wielką rzeczą" w jego życiu?

M: A-Ale... Oczywiście, że nie! Nigdy bym tego nie zrobiła... Nigdy nie chciałam zabić tej młodej kobiety.

G: Przestań kłamać Miiko. Karenn Cię słyszała.Bo to nie tak, że kłamanie to twoja specjalizacja, huh?

G: Pomówmy o tym cholernym eliksirze. Ten "zanikacz osobowości"! Byłam tak głupia, aby Ci wierzyć!

Ykhar: Aby uwierzyć w co? Kompletnie się zgubiłam... Co się stało?

G: Zmusiłaś mnie, aby to wypić, abym zapomniała moich przyjaciół, rodziny i wszyscy, kogo kiedykolwiek znałam zapomniał o mojej egzystencji!

G: Wyczyściłaś moje całe życie!

Kero: Nie... Oni nie...

G: Dzięki tobie jestem nikim! Jestem zmuszona żyć w nieznanym mi miejscum gdzie wszystkie moje nadzieje zniknęły!

Ykhar: Potwory! Jesteście potworami!

G: (Karenn zbliżyła się do mnie i zobaczyłam, że ci, którzy są z winą, spuścili głowy: Ezarel, Nevra, Valkyon, Miiko... a nawet Leiftan. Wszyscy zaczęli patrzeć na nich z dezaprobatą.)

G: Czy rozumiesz już dlaczego nie moję Ci zaufać w sprawie z Colaią? Jak mogłabym? Po tym, co Karenn słyszała? Po twoich kłamstwach?!

N: Gardienne, co…

G: Ty, zakmnij się!

N: Huh?

G: Pocałowałeś mnie tylko dlatego, abym wypiła ten horror, mimo, iż tego nie chciałam!

Ka: Ty... On... CO?!

G: (Karenn uderzyła w swojego brata pewnym strachem.)

Ka: Jak daleko póki co zabrnąłeś by osiągnąć swój cel? Oszalałeś?

N: Karenn... To jest bardziej skomplikowane, ja…

Ka: Na bogów! To jest tak niewarte Ciebie…

G: (Eweline, Karen, Kero wydają się zszokowani tym, co ujawniłam... Nawet Alajéa zawyła z niedowierzaniem.)

G: (Boję się, że teraz nie będą patrzeć na mnie w ten sam sposób co wcześniej.)

G: (Nie chcę, aby komuś było mnie szkoda, aby obchodzili się ze mną jak ze szkłem.)

G: (Łzy spływają mi z policzka. Żałuję, że powiedziałam to wszystko w taki sposób. Teraz oni wiedzą... Co muszą sobie myśleć?)

Ew: Gardienne...

G: (Ewelein podeszła do mnie i mnie przytuliła.)

Ew: Przepraszam za to, co musiałaś przez nich przejść... Teraz rozumiem to, co Cię ostatnio dręczyło. Nie możesz mnie winić, wiesz... Widzę takie rzeczy... Ale teraz chcę, abyś mi zaufała. Mam na myśli, zero krzywdy co do... Colaii.

G: (Karenn spojrzała na Alaeję, wygląda, że one też nie wiedzą jak reagować w tej sytacji.)

Ew: Dziewczyny, obiecuję waszej trójce, że nic się nie stanie tej kobiecie. To nigdy nie było w naszej intencji.

A: Ale… O co chodzi? Karenn słyszała, jak mówiliście, że chcecie zabić moją siostrę… A ja wam na to nie pozwolę. Za bardzo ją kocham!

Ka: Rozmawialiście o tym, że chcecie ją zabić ponieważ jest zanieczyszczona!

Ew: I to wszystko co słyszałaś?

Ka: Tak, byłam tak przerażona, że od razu pobiegłam powiadomić Alajeę i Gardienne.

Ew: Rozumiem… Miiko wezwała nas abyśmy omówili, co z nią zrobimy, przedyskutowaliśmy wszystkie opcje, nawet te ekstremalne.

<Gramy Ewe.>

M: Dziękuję, że przyszliście. Chciałam omówić z wami to, co zrobimy z syreną, którą złapaliśmy.

Ew: (Grobowa cisza… To rzadkie.)

M: Patrząc na reakcję Alajei i pewnych informacji, dochodzę do wniosku, że mamy do czynienia z członkiem jej plemienia… Czy nawet rodziny.

M: Jeśli ten stwór jest zanieczyszczony, powinien zostać zabity. Takie są procedury, pamiętajmy. Cokolwiek wiąże ją z Alajeą, nie możemy działać sentymentalnie.

M: Jeśli nie jest, wtedy obserwujemy jej zachowanie i trzymamy kwarantannie aż przestanie być zagrożeniem… Co oznacza całkowitą rehabilitację.

V: Skąd mamy wiedzieć czy jest zanieczyszczona?

M: I tu przybywa Ewelein…

Ew: Hmm… Od śmierci hamadriady próbowałam dojść do tego, co doprowadza do zanieczyszczenia. Mam w myślach pomysł o stworzeniu specjalnego detektora, który sprawdzi, czy osoba jest zanieczyszczona czy nie.

Ew: Po paru miesiącach, w końcu mam trochę wyników…

Ew: Test był negatywny na Enthrę… I myślę, że możemy go przeprowadzić na tej młodej kobiecie.

Ew: (Ezarel wziął notatki, które przyniosłam i je przestudiował.)

Ez: Hmm… Bardzo teoretyczne. Chociaż nie możemy mieć pewności co do wyników, póki nie wprowadzimy teorii w praktykę.

<kuniec.>

Kamień.

A: Czyli wiecie jak sprawdzić czy z moją siostrą wszystko dobrze?

Ew: Mam nadzieję… Ale to znaczy, że musimy pozostawić twoją siostrę przez jakiś czas w kwarantannie.

G: (Ewelein mnie puściła i powoli poszła w stronę Alajei.)

G: (Weszła do wody.)

A: Jak długo?

Ew: Nie wiem Alajea. Pozwól mi się nią zająć, dobrze? Obiecuję, że nic jej się nie stanie.

A: A co jeśli to zanieczyszczenie? Zabijecie ją?

Ew: Ja… Chciałabym Ci to móc obiecać, ale nie mogę. Jeśli to zanieczyszczenie to nic nie będziemy w stanie zrobić. To nie będzie już siostra, którą znasz.

A: Ja…

G: (Alajea milczy, jej milczenie jest znaczące. Ewelein pochyliła się, aby sprawdzić puls Colaii i czy wszystko z nią dobrze.)

Ew: Chłopcy, przydajcie się i przynieście nosze.

G: (Jej ton zmienił się, gdy mówiła do chłopców, już nie był taki słodki.)

C: Ja… Ala… Alajea.

G: (Mój boże, obudziła się!)

A: Colaia!!!

C: Ale… Jea… Alle… Ie… Allie…

G: (Ewelein spróbowała podejść do dziewczyny, ale ta stała się ponownie agresywna.)

G: (Spokojnym głosem Alajea zaczęła mówić do niej o ich dzieciństwie, o ich pragnieniach, aby zostać Ana’me i rodzicach.)

G: (Przytłoczona własnymi emocjami, gdy przywołała rodzinę, upadłam na ziemię, a Kero i Ykhar mnie złapali.)

G: (Radość i szczęście obiecane przez spotkanie tych dwóch sióstr bezpośrednio przywracają mnie do mojej smutnej rzeczywistości. Naprawdę chciałabym być szczęśliwa dla niej, nie być egoistką, która tylko myśli o własnej nędzy... Ale teraz... Nie mogę.)

G: (To dla mnie za dużo.)

G: (Podczas, gdy ja płakałam Ewelein spróbowała nowego podejścia i usiadła metr dalej od dziewczyn, aby porozmawiać z Colaią.)

Ew: Cześć, witaj ślicznotko. Nie przemęczaj się. Przewieziemy Cię z powrotem i zajmiemy się tobą. Wiesz, że masz siostrę o wyjątkowej odwadze? (< - sama się zaraz popłacze;;)

A: Ja… Snif… Dziękuję…

Ka: Allie… Ja… Tak bardzo się cieszę.

G: (Kiedy chłopcy przynieśli coś, aby przetransportować Colaię, ja uniosłam głowę w stronę Miiko… Może jest uparta, ale miałam nadzieję, że odpuści choć na tyle, aby mnie przeprosić.)

G: (Leiftan nawet na mnie nie spojrzy. Co za banda łzaży!)

G: (Ewelein w końcu udało się doprowadzić Colaię do snu.)

Ew: Chodźmy szybko, zanim się odwodni.

Aleja Łuków.

G: (Całą drogę Ykhar i Kero mnie nie opuszczali… Trzymali mnie i upewniali się, że trzymam dobry dystans od chłopców.)

G: (Doceniam to, mimo że ostatnio mieliśmy parę zatarć.)

Y: Tak mi przykro. Wiem, że już to mówiłam, ale nie przestanę powtarzać. Gdybym wiedziała… To co wytrwałaś… Jestem strasznie poirytowana.

G: Nie mogłaś wiedzieć…

Y: Mogłam zgadywać. Miiko nie była przez pewien czas taka sama, mogłam się domyślić, że wpakowała się w drogę. Czy z tobą, czy z nią, nie byłam genialną przyjaciółką…

Y: Powinnam była się upierać…

G: To nie jest najlepsze rozwiązanie, wiesz…

Y: …

Schronisko.

Ke: Jestem taki zły. Nie wierzę w to. Gdyby mógł… Wytępiłbym ich. (< - chce go na WS’a.)

Y: Kero!!!

Ke: Co? To prawda. To, co zrobili jest niedopuszczalne. Zasługują na to, może zrozumieją, jak to jest stracić rodzinę.

Y: Kero… Przypominam Ci, że połowa osób tutaj straciła rodziny, Valkyon dla przykładu stracił brata, wie, jak to jest…

Ke: Wierzę, że jakoś wypadło mu to z głowy, kiedy zrobili to wszystko Gardienne. Wiedz, że teraz masz całe moje wsparcie.

G: O… Dziękuję…

Sala Drzwi.

Ew: Dobrze, idźcie do przygodni i powiedzcie Maythz, aby podała dawkę Enthrze… Nie chcę, aby przypadkiem się na niej zemściła. Alajea, możesz iść z nimi.

G: (Poszli do Enthry.)

Ew: Karenn, ty…

Ka: Muszę coś zrobić… Gardienne, widzimy się później, dobrze?

G: Dobrze.

Ew: Ykhar, Kero… Możecie zostawić Gardienne, ja się nią zajmę.

G: (Spojrzała na resztę z pogardą i lekko mnie popchnęła, abyśmy odeszły.)

Korytarz.

Ew: Normalnie powiedziałabym, abyś ich nie winiła już i tak są głupi jak ich buty… Ale teraz przekroczyli swój limit.

G: Tak… I to ja płacę cenę.

Ew: Nie są złymi ludźmi… Po prostu popełniają podstawowe błędy przez strach i panikę. Myślę, że Miiko staje się tego coraz bardziej świadoma, dlatego była tak ostrożna z Colaią.

G: Więc dlaczego oni tu rządzą?

Ew: Ponieważ nikt nie chce przejąć ich roli.

G: Oh tak, bo uwierzę, że nikt nie byłby zachwycony z bycia „liderem”.

Ew: Oh tak, ja jestem pierwsza do kolejki. Mam trochę… Wybacz mi za termin… „Duże usta”. (< - +18 alert.)

Ew: Wszyscy chcą rozkazywać, dowodzić. Ale te obowiązki, cała odpowiedzialność? Tego nikt nie chce.

G: A co z tobą? Uniosłabyś je?

Ew: Nie sądzę, że mam tyle siły. Mój stan jako szef szpitalu jest już bardzo stresujący. Wątpię, czy mam odwagę i umiejętności, aby poprowadzić ludzi tak, jak Lśniąca Straż.

Ew: Wiesz, mówię Ci to… Ale to nie jest wymówka, co do tego co Ci zrobili i zrobię coś, aby ponieśli konsekwencje za swój wybór. Chcę by to było jasne.

G: Dobrze. (Wydaje się mówić poważnie, zastanawiam się, o co chodzi.)

Ew: Zostawię Cię. Nie martw się, o dziewczyny również. Wszyscy musimy odpocząć.

G: Dziękuję, do później.

Nasz pokój.

G: (Weszłam do mojego pokoju z bardzo dziwnym uczuciem.)

G: (Poczułam ulgę, że udało mi się wyznać to wszystko przy wszystkich.)

G: (Ale jednocześnie czuję, że nie jestem na końcu moich cierpień, że to nie wszystko.)

G: (To bardzo dziwne, niemal stłumione uczucie.)

G: (Leżałam na łóżku, a moje oczy wpatrywały się w sufit… Nie poruszałam się przez moment, zagubiona w moich myślach.)

toc toc toc

G: (Podeszłam jak zombie, aby otworzyć.)

N: Muszę z tobą porozmawiać. O tym, co wcześniej powiedziałaś.

G: Już o tym rozmawialiśmy.

N: Mam parę rzeczy aby Ci powiedzieć, rzeczy, których nie powiedziałem wcześniej.

G: Zgaduję, że nie bardzo mam wybór... Wejdź.

G: (Usiadłam na małym krześle w moim pokoju.)

N: Wiem, że to było paskudne, ale nie zdawałem sobie sprawy jak bardzo...

N: Gdyby zrobili to mnie, również bym się załamał.

G: Jesteś poważny?

N: Tak, bardzo.

N: Wtedy, byłem w stanie, w którym musiałem wypełnić obowiązek, który mi dano.

N: Ale teraz, na plaży... Ty i, wzrok, który Karenn mi posłała.

N: Zrozumiałem, że gdybym ja ją stracił...

G: Źle by Ci się z tym żyło?

N: Tak... Ona naprawdę jest dla mnie wszystkim, wiesz.

G: Nie wiedziałam, ale wyobrażam sobie to bez trudu.

G: (Pomyślałam o mojej rodzinie i o fakcie, że ją straciłam... Łzy zaczęły spływać mi po policzkach, a ja nie była w stanie ich zatrzymać.)

G: Ja... Ja nienawidzę was wszystkich. Już nie istnieję... Nie mam rodziny, przyjaciół, życia...

G: Przez Ciebie!

G: Ja... Ja...

G: (Westchnęłam płacząc i z niesiły padłam na kolana.)

N: Gardienne... Mogę?

G: (Położył swoją rękę na moim policzku aby otrzeć łzy. Drży i jestem w stanie poczuć cały nieład, który z niego emanuje.)

G: (Po tym wszystkim co się stało, nigdy bym nie przypuszczała, że będzie myślał tyle o tej historii. Nawet ja byłam przekonana, że jest inaczej.)

N: Wiem, że moja słowa będą brzmieć dziwnie czy niechciane... Ale masz rodzinę, przyjaciół... Cóż, jeśli chcesz.

N: Będę zawsze dla Ciebie, będę Cię chronił. Naprawię wszystkie moje błędy. Będę pilnował, abyś nigdy więcej siebie nie skrzywdziła i nie pozwolę, abyś jeszcze kiedykolwiek została skrzywdzona.

N: Myśl, że sprawiłem Ci tyle cierpienia, ona, zabija mnie. Wszystko to, co zrobiłem Gardienne.

G: (Moje łzy nie przestają płynąć, a jego słowa przebijały moje serce.)

N: Ten pocałunek, nigdy nie powinienem Ci go kraść... Szczególnie przez to, dlaczego to zrobiłem. To było wstrętne z mojej strony, i już zawsze będę na siebie za to wściekły.

G: W rzeczy samej, nigdy nie powinieneś...

N: Wiem, jestem tego w pełni świadomy teraz.

N: Czuję się okropnie przez to, że Cię tak zraniłem. Chciałem zbyt wiele, przepraszam!

G: Nevra, ufałam Ci... Jak mogę Ci po tym wszystkim na nowo wierzyć?

N: Ponownie zdobędę twoje zaufanie, Gardienne. Udowodnię, że możesz na mnie liczyć.

G: A-Ale dlaczego? Dlaczego to wszystko robisz?

N: Ponieważ bardzo chcę zobaczyć jak się znowu uśmiechasz...

G: Ja... Ja nie wiem co powiedzieć.

N: Więc nic nie mów. Weź tyle czasu ile tylko potrzebujesz, jestem gotów czekać wieczność, jeśli to konieczne.

G: J-ja... Nie jestem nieśmiertelna, ja!

N: Ha ha, wiem, ja również.

G: (Nevra został ze mną póki się nie uspokoiłam. Nie wiedziałam co powiedzieć... Chciałam tak wiele, a jednocześnie nic.)

N: Dam Ci odpocząć. Nie wahaj się aby mnie zawołać, gdybyś mnie potrzebowała.

G: Dobrze...

N: Dobranoc!

G: Dobranoc... (Zamknęłam za nim drzwi.)

G: (Wciąż jestem zagubiona w tej całej historii, nie przewidziałam wszystkiego, co się stało.)

G: (Poszłam spać, moje serce wciąż jest niepewne…)

~Następnego dnia, gdy się obudziłam odczułam ciężar jaki mi przybył w ostatnich dniach. Pozwoliłam sobie na uśmiech.~

G: (Po wszystkich tych wydarzeniach: spotkanie Alajei z Colaią, Nevra, który w końcu zdaje się zdawać sobie sprawę z wagi jego działań i tych nieoczekiwanych podopiecznych, których niedawno otrzymałam. W końcu widzę drzwi otwarte na lepszą przyszłość. Wiem, że wszystko się nie skończyło i prawdopodobnie jest jeszcze coś, ale przyszłość wyciąga do mnie ręce. Należy to wykorzystać!)

?: Hej Gardienne, śpisz? Tu Ykhar. Miiko chce Cię widzieć!

G: Tak, nie śpię. Już idę!

Kryształowa Sala.

G: (Karenn i Alajea też tu są.)

M: Dziękuję, że tak szybko przyszłaś.

G: (Spojrzałam pytająco na dziewczyny. Na twarzy Karenn widnieje grymas… Chyba zaraz otrzymamy karę śmierci.)

M: Przypuszczam, że znacie powód tego zwołania?

G: (Obserwowałyśmy ją z katedralną ciszą.)

M: Cóż, więc zacznę.

~Miiko zaczęła nam wyjaśniać jak bardzo nasza akcja ratunkowa mogła narazić K.G. na niebezpieczeństwo, co rozumiem… Chociaż muszę przyznać, że w tym czasie całkowicie sobie zaprzeczyłam.

Przez chwilę nas pouczała, wymieniając wszystkie złamane przepisy panujące w K.G., które zrobiłyśmy. Alajea spuściła głowę i przeprosiła. Karenn nic nie mówiła.~

G: (Wierzę, że nawet moi rodzice mnie nie karcili do tego stopnia.)

M: Wreszcie, to wszystko, aby powiedzieć wam, że następnym razem, kiedy zrobicie coś w tym rodzaju jest to bezpośrednia renowacja. Oficjalnie, to co wydarzyło się wczoraj jest pracą jednego z nas. Zabraniam wam z kimkolwiek o tym rozmawiać, a jeśli zostaniecie zapytane, byliście w śpiączce jak inni.

G: Czemu nie chcesz, abyśmy przyjęły to, co zrobiłyśmy?

M: Oh, ale przyjmiecie. Nie myślcie, że zostaniecie bez konsekwencji. Nie chcę, aby członkowie K.G. wiedzieli, że to wy jesteście wskazane.

Ka: Miiko ma rację. Każdy tu jest. Łatwiej byłoby oskarżyć i nawet nie wyobrażam sobie, ile byłybyśmy pariasami, których poznali. Kiedy o tym myślę, wciąż chcę wszystkich wystawić na zagrożenie.

M: Wiem. Znam Cię. Cóż… Chciałam powiedzieć, że mimo ciężaru twoich działań… Jestem…

G: (Wstrzymałam oddech.)

M: Pod wrażeniem.

Ka+A: Huh?

G: Co?

M: Nie powinnam była tego przyznawać, ale twój plan był idealny i bardzo dobrze wykonany.

M: Czyj to pomysł i kto zadbał o środki nasenne? Ewelein nie zgłosiła żadnego zniknięcia… Więc chyba zmyłyście się do Sali Alchemicznej?

Ka: Cóż… Miałyśmy ten pomysł i tak… Wzięłyśmy z Sali Alchemii niektóre składniki. Z drugiej strony, na wzór, pierwszy test został zrobiony… Ale to Alajea dokonała finalnej wersji.

M: Rozumiem. Poproszę Ezarela o uzupełnienie tego. Na wasz pierwszy raz…

G: Karuto jest na nas wściekły? (< - nieeee, miło mu było walnąć nagle na ziemie.)

M: Myślę, że „chcieć” nie jest najlepszym z terminów, ale udało mi się go przekonać, aby zachował tę historię dla siebie, ale nie miejcie nadziei aby zjeść coś dobrego przez bardzo bardzo bardzo długi czas. Zwracam uwagę na to, że masz znacznie większy potencjał, niż myślałam.

M: To wszystko, co miałam do powiedzenia. Pilnujcie się.

G: (Dziewczyny już wyszło, chwilę odczekałam.)

M: Również możesz iść.

G: Oh, dobrze… (Myślałam, że ma mi coś do powiedzenia, ale najwyraźniej nie.)

Korytarz.

L: Gardienne!

L: Masz chwilę dla mnie? Chciałbym z tobą porozmawiać.

G: (Teraz to każdy chce ze mną rozmawiać!) Okay.

L: Myślałem dużo o tym, co powiedziałaś na plaży.

G: Nie ty jeden.

G: (Poszliśmy usiąść w ogrodach, dla ciszy.)

G: Nevra przyszedł ze mną porozmawiać wczesnym popołudniem.

L: Rozumiem, że twoja sytuacja nie jest łatwa...

L: Przepraszam, że nie widziałem twojego zdezorientowania wcześniej.

G: Co masz na myśli?

L: Oh, to dobrze. Lepiej Ci?

G: Nie wiem. Powiedizałabym, że to skomplikowane. Jestem tochę... Zagubiona.

L: Cóż, jestem zmuszony podać Ci rękę, to ja popchnąłęm Cię na ścieżkę przebaczenia bez patrzenia na twoje uczucia.

L: Wybacz mi za ten cały ból, jaki Ci sprawiłem.

G: (Odszedł.) To wszystko?

L: Tak...?

G: Leiftan, czekaj...

L: Co masz na myśli?

G: Nie próbujesz mi wyjaśnić dlaczego to zrobiłeś? Nie spodziewasz się, że powiem "okay"?

L: Nic mnie nie wytłumaczy, oprócz Ciebie. A ja nie chcę Cię do tego zmuszać.

G: (To nie jest normalne, to...)

L: Ja nie spodziewałem się... Że weźmiesz mnie tak krótko, ha ha...

G: Cóż, o ile jesteś przez to smutny.

L: Nie, ufam Ci wystarczająco aby Cię tu zatrzymać.

L: Jestem jednym z tych, co stracili rodzinę. Parę lat temu, gdy byłem młodszy, ktoś zabił osobę, która mnie wychowała.

L: Widziałem to na własne oczy i od tego czasu żyję z nienawiścią do tej osoby i innych, co są z nim blisko.

L: I wiem, że któregoś dnia stawię mu czoło i spróbuję go zabić.

G: CO?

L: Wiem... To nie będzie tak wyglądać, zazwyczaj jestem nautralny i spokojny.

G: (Mówi to jakby opowiadał o pogodzie...) Dlaczego pytasz mnie o przebaczenie, skoro ty sam nuie potrafisz?

L: Ponieważ nie chcę, abyś żyła z tą nienawiścią w sercu co ja. Boję się, że ona Cię zniszczy, że nie dasz rady.

L: Nie martw się o moje uczucia. Jestem daleki bycia perfekcyjnym, ale jeśli potrzebujesz wsparcia, wiesz, gdzie mnie znaleźć.

G: (Odszedł, a ja go nie powstrzymywałam.)

G: (To „mea culpa” jest niepokojące. Mam wrażenie, że powoli wszyscy stają się świadomi wagi swoich działań i słów.

G: (Z wyjątkiem jednego… Miiko, naprawdę nie widać, że czuje się winna w tej historii. Aż się zastanawiam, czy ma serce.)

Grblm…

G: (Ha! Zgłodniałam! Ciekawe jaki horror przyszykuje mi Karuto… I tak muszę go przeprosić.)

Stołówka.

~Jak obiecano, Karuto nie był zadowolony na mój widok. Zaserwował mi jedzenie z pogardliwą miną. Kilkakrotnie go przeprosiłam, ale tylko coś jęknął w odpowiedzi. Cios za cios, rozumiem trochę.

Trwało to przez trzy dni, podczas których jadłyśmy niesławny bulion.

W obrębie K.G. jak zwykle wykonywałam wiele małych misji, które zajmowały mi myśli.

Od sytuacji na plaży poczułam się silniejsza i niezależna.

Miiko wciąż mnie nie przeprosiła, ale nie wahałam się pomagać jej, gdy jest to konieczne. Na szczęście byłam wspierana przez Keroshane’a i Ykhar, tak jak mi obiecali.

W końcu zaczęłam widzieć słabe światełko na końcu tego brudnego tunelu...~

Brzeg lasu.

G: (Co Purral kazał mi zebrać? Muszę zobaczyć na liście…)

boom

G: (Wpadłam na kogoś.)

G: Um… Nie, prawda?

G: Feng Zifu, czy to ty?

Z: Panienko Gardienne, szukałem Cię. Proszę chodź ze mną do Sali Kryształu.

G: Dobrze. (Ale co on tu robi?)

Sala Kryształu.

H: Skąd go znasz?!

H: Do czego cholera jasna zmierzałaś?

H: Kiedy stałaś się tak głupia?!

M: Ale Huang Hua, wiesz… Ja…

H: nie, nie wiem! I nie proś mnie o zrozumienie. Wiesz, że również mnie stawiasz w delikatnej pozycji?

G: Narażam honor dynastii Ren akceptując sojusz ze Strażą Eel. Wyobraź sobie, co by było, gdyby wieści się rozniosły.

M: Ale nikt się nie dowie… Zrobiłam wszystko i…

H: Właśnie, pomyślałaś o niej? O jej uczuciach? Potrzebach?

M: Nie…

G: Nie wydaje mi się, aby Miiko miała takie myśli o mnie… Nawet mnie za to wszystko nie przeprosiła.

H: Nie mów, że to prawda? Miiko!!!

M: Przeprosiłam za bibliotekę…

H: A za stracenie rodziny? Powiedziałaś choć słowo?

M: Nie… Ale miałam taki zamiar. Czekałam na odpowiedni moment.

H: Odpowiedni moment… Dobry moment był wtedy, gdy zmusiłaś ją do wypicia tego. Dobry moment był wtedy, gdy „pomyślałaś” o jej opinii!!!

M: Ja…

H: Odpowiedni moment jest również teraz!

G: (Huang Hua pokazała na podłogę, a Miiko spojrzała na nią pytająco przed tym jak mi się uklękła.) (< - HUANG HUA, KOCHAM CIĘ.)

M: Gardienne. Przepraszam. Chciałam to zrobić już parę razy, ale nie mogłam znaleźć słów… I ja… Naprawdę przepraszam za… Za wszystko złe, co Ci wyrządziłam. Nigdy nie powinnam podejmować tego wyboru.

M: Jestem jedynym winowajcą do tego, co Ci się dzieje. Obiecuję, że zrobię wszystko aby naprawić moje błędy. Wezmę wszystkich i poszukamy rozwiązania… Naprawdę mam nadzieję, że pewnego dnia mi wybaczysz. Nie wątpię w twoją siłę i dobro, i zrozumiem, że potrzebujesz czasu.

G: (Stanęłam przed Miiko nic nie mówiąc… Wraz z nią, zostałyśmy wzięte z zaskoczenia, nie spodziewałam się tego… Nie, w ogóle się tego nie spodziewałam, nawet jeśli to Huang Hua ją do tego zmusiła w tym momencie, naprawdę wygląda, że jest jej przykro, ale to nie zmienia faktu.)

M: I nawet jeśli to Nevra zmusił Cię do wypicia tego eliksiru, biorę całą odpowiedzialność. (< - mam ochotę się popłakać;;.)

G: Dobrze, dziękuję, że w końcu to zrobiłaś… Ale nie jestem w stanie Ci jeszcze wybaczyć. Za bardzo mnie to zabolało.

G: Z drugiej strony, i z szacunku dla Huang Hua, postaram się nie skupiać na tym przez wieczność. Musimy zrobić krok do przodu, a samemu nam się to nie uda.

H: To wszystko dla twojego honoru, Gardienne. Miło widzieć Cię ponownie.

G: (Skinęłam głową do Huang Hua. Miiko wstała, naprawdę wygląda na dotkniętą.)

H: Nie skończyłam Miiko, i nie obchodzi mnie czy ona to usłyszy czy nie. Od teraz do czasu nieokreślonego zostaję w K.G. aby Cię dopilnować.

M: Co? Ale twoi ludzie?

H: Fen Zifu zajmie moje obowiązki pod moją nieobecność. Dopiero gdy stwierdzę, że Straż Eel funkcjonuje jak dawniej i moja pomoc nie jest już potrzebna, wrócę do siebie. Gardienne, gdy tylko chcesz możesz mi potowarzyszyć.

G: Dobrze?

H: Zostałam powiadomiona o wszystkim co zrobiłaś, odkąd odeszłam i altruizm jaki pokazałaś jest zachwycający. Kto wie czy nie jesteś fenghuang, ha ha!

~Interwencja Huang Hua była tym, czego brakowało, aby dodać przyjemności mojemu sercu. Poczułam jak odradza się we mnie ogień i podjęłam decyzję w tej chwili.

Gdybym nie była w domu, wtedy byłabym tutaj kimś. I wiedziałam dokładnie, od czego zacząć.~

KONIEC ODCINKA.

----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

 
  • Psst, dla zainteresowanych zajęło mi to 17 525 słów oraz 106 105 znaków^^*

I jak się podobało?:) Mam nadzieję, że moje tłumaczenie bardzo haha. Uprzedzę pytania- nie wiem, naprawdę nie wiem czy będę jeszcze w przyszłości tłumaczyć kolejne. To jest bardzo pracochłonne zadanie i nie wiem, czy będę miała czas.

Chciałam jeszcze raz podziękować Mevali, Mevala, która uratowała mi parę godzin roboty. Bardzo dziękuję! <3

Oraz moim wspaniałym i jedynym wyzwaniowym paniom, które dostawały fragmenty tłumaczeń przedpremierowo i umilały mi czas, kocham was. <3

Co do moich wrażeń- dla mnie odcinek wyszedł Chino fantastycznie. Jestem bardzo zadowolona z poziomu intelektualnego Gardzi, uczy się od Ezarela sarkazmu, dobrze kochana! No i osobiście bardzo polubiłam Alajeę i Karenn. Już pomijając, że dla mnie, osoby wrażliwej odcinek był bardzo emocjonalny, nie raz miałam ochotę się popłakać. Oby Chino trzymała dalej tej poziom!

Wszelkie dyskusje mile widziane w komentarzach, i może do następnego!^^

-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Dużo osób prosiło, więc dodaję wcześniej przetłumaczone przeze mnie przeprosiny reszty chłopców.

Ezarel:

Ez: Czy... Czy możemy pogadać?

G: O czym?

Ez: O tym, co powiedziałaś na plaży. Możemy iść gdzie indziej. Zrozumiem.

G: Już o tym rozmawialiśmy, czyż nie?

Ez: Tak, ale... To nie wystarczy, muszę Ci coś jeszcze powiedzieć.

G: (Idziemy do pokoju Gard)

Ez: Przepraszam. Nie wiedziałam, nie zdawałem sobie sprawy jak bardzo...

Ez: Jak bardzo Cię to zaboli. Czułem, że Cię to zrani, ale...

G: Ale co? Pomyślałeś, że dobrze to zniosę, hę? Nie rozśmieszaj mnie! Nigdy nie myślałeś o mnie poważnie! Uprzykrzasz mi odkąd się znamy!

Ez: Nie, to nie prawda, ja...

G: Zamknij się. Zamknij się, naprawdę. (Jest też opcja z plaskaczem XD)

G: Jeśli nie jesteś w stanie postawić siebie w mojej skórze, po prostu się zamknij.

G: Jeśli wiedziałeś, że mnie to zaboli, to dlaczego to zrobiłeś?!

G: Ezarel... Zniszczyłeś mi życie.

G: To ty zmusiłeś mnie, aby wypić ten eliksir. Ufałam Ci, a ty mnie zdradziłeś.

G: To, przez Ciebie, to... (łzy zaczęły spływać mi po policzkach)

G: Jestem niczym. Nie warta nic dla każdego.

Ez: Gardienne, ja...

Ez: Nie jesteś nikim dla mnie. To jest najgorszy błąd jakikolwiek, kiedykolwiek popełniłem... Naprawdę nie wiem jak się zachowywać, gdy jestem przy Tobie.

Ez: I czuję się okropnie z tym, że Cię pocałowałem. Nigdy nie powinienem tego robić, nie jestem pewien, czy sam sobie kiedykolwiek wybaczę.

G: Musisz być kimś innym, aby kogoś pocałować. (?)

G: Byłeś jedynym, który pocałował drugie.

Ez: Wiem, rozumiem to teraz lepiej.

Ez: Tak mi przykro... Gardienne naprawdę mam nadzieję, że mi uwierzysz!

G: (Spuścił głowę w dół i przycisnął swoje pięści... Wciąż płakałam, nie mogłam przestać.)

G: (Nie mogę już stawić mu czoła... Odwróciłam się od niego i stopniowo, upadłam, jakby ciężar mojego serca był tak ciężki, że wpadł mi w ziemię.)

Ez: Naprawię wszystko, nie wiem jak, ale Ci to obiecuję.

G: (Zbliżył się i chciał chwycić mnie za ramię, cofnęłam się z szybkim ruchem nie chcąc mu pokazać mojej twarzy.)

Ez: Zrobię wszystko, żebyś mi wybaczyła. Nie chcę, abyś mnie nienawidziła. Nie chcę, abyś przeze mnie cierpiała...

G: (Uklęknął przede mną.)

Ez: Od teraz będę Cię chronić, nieważne co.

G: (Patrzę na Ezarela nie mówiąc ani słowa... Jestem przytłoczona moimi emocjami.)

G: A-Ale, to Ty jesteś tym, który zmusił mnie do wypicia tego...

G: (Nie mam pojęcia co powiedzieć czy zrobić.)

G: (Stał tam przez chwilę, wciąż przepraszając.)

G: (Również tam stałam, słuchając go i nie odzywając się słowem.)

  • Tu dostajemy bonusowy list od Ezarela.*

"Gardienne, nie zawsze wiem, jak wyrazić siebie. Wyglądam jak uprzejma osoba, ale jak tylko jestem z tobą, nie wiem, co powiedzieć. W każdym razie, wiem, że wczoraj byłem bardzo poważny, zrobię wszystko, aby zarobić na twoje przebaczenie, bez względu na cenę."

Valkyon:

V: Mogę wejść? Ja... Chciałbym z tobą porozmawiać.

G: Niby o czym?

V: To, co mówiłaś na plaży. Więc?

G: Mów, co masz do powiedzenia, ale zostajesz przed drzwiami.

G: (Dał mi znak, że całkowicie rozumie mój wybór niewpuszczania go do środka.)

V: Jestem sierotą.

G: He?

V: To znaczy... Nigdy nie znałem moich rodziców, odeszli gdy byłem dzieckiem. Przyjechałem do K.G. z bratem, również odszedł...

G: Okay... (Nie rozumiem do czego zmierza.)

V: Gdy Lance odszedł spędziłem więcej niż miesiąc zamknięty w moim pokoju. Byłem wściekły na cały świat. Zastanawiałem się, dlaczego Śmierć go zabrała, zamiast mnie. Nie rozumiałem tej decyzji. Od tamtego czasu, obiecałem sobie, że stanę się silniejszy.

G: (Słuchałam uważnie.)

V: Zrobiłem krok w tył, aby odciągnąć się od emocji. To dlatego tak niewiele mówię... Cóż, przynajmniej tak myślę.

G: Nie rozumiem, czemu mi to mówisz.

V: Dużo myślałem o tym, co Ci zrobiłem... Przeze mnie straciłaś rodzinę. Zrzuciłem na Ciebie ten sam los, przez który ja cierpiałem. Teraz pamiętam ból, który czułem. Bardzo mi przykro za to wszystko.

V: Przepraszam za sposób, w jaki wyrządziłem Ci to zło... Nigdy nie powinienem wymuszać tego pocałunku... To było paskudne z mojej strony i nigdy sobie tego nie wybaczę.

G: "Siła"? Valkyon... Czułam się zaatakowana.

V: Wiem. Rozumiem...

V: Czuję się paskudny przez to, co Ci zrobiłem Gardienne.

G: (Nie wiem co powiedzieć, on nie przestaje mówić a ja milczę, zazwyczaj jest na odwrót.)

V: Chciałbym naprawić moje błędy abyś była szczęśliwa. Nigdy nie chciałbym, żebyś ponownie przeze mnie cierpiała.

G: Skoro wiedziałeś, że będę przez to cierpieć, czemu to zrobiłeś? Dlaczego?!

V: Ja... Ja byłem głupi.

G: Cholernie!

G: (Nie wiem, co się aktualnie działo w mojej głowie, odepchnęłam go.)

G: (Czuję taką nienawiść za to. Jak on może być taki spokojny?!)

V: Zrób to...

G: (Powoli chwycił moje pięści i położył na swojej klatce. Przycisnął moje trzęsące się nadgarstki.)

V: Uderz, jeśli chcesz... Nieważne, czy mnie uderzysz, nigdy to nie dorówna temu, jaki ból przechodzisz przeze mnie.

G: (Ścinęło mnie w gardle, prawie dławiąc się, gdy wiele różnych emocji wychodzi ze mnie na ras. Wściekłość, ból, smutek... Nie wiem, co myśleć.)

V: Oczwiście nigdy nie będę w stanie odpokutować za to całe zło, ale jeśli pomogę Ci poczuć się lepiej... Dalej!

G: (Wpatrywałam się w jego oczy, aby zamrozić ten moment, który jest dla nas ważny, ale on... Wciąż powtarzał mi jak mu przykro, a ja...)

G: (Chciałam tylko, aby się zamknął.)

G: (Łzy zaczęły spływać mi po twarzy, a fakt, że nie mogę ich powstrzymać jeszcze bardziej mnie wścieka!)

G: Im bardziej w neigo uderzam, tym więcej łez ze mnie płynie.)

G: Valkyon, dlaczego?

V: Przepraszam, Gardienne. 

G: Dlaczego mi to zrobiłeś? Ty... Zniszczyłeś mi życie... Ufałam Ci, a ty mnie dźgnąłeś w plecy. Już nie istnieję, przez Ciebie!!!

G: (Kontynuowałam bicie go póki moje pięści nie odpuściły. Valkyon wciąż mówił mi, jak mu przykro...)

G: (A ja wierzę, że część mojego serca mu wierzy. Przestałam walczyć i lekko uniosłam głowę w jego stronę.)

V: Zrobię dla Ciebie wszystko, aby Cię chronić, obiecuję. Będę Cię chronił od teraz, oddam za Ciebie życie, jeśli to będzie konieczne.

G: ...

V: Będę dla Ciebie, zawsze, od teraz...

G: (Wyszedł a ja zostałam sama ze sobą.)

G: (Poszłam do łóżka.)

-----------------------------------------------------------------------------------------------------

Zadowoleni? Przez was moje serce znowu płacze;;;

Ad blocker interference detected!


Wikia is a free-to-use site that makes money from advertising. We have a modified experience for viewers using ad blockers

Wikia is not accessible if you’ve made further modifications. Remove the custom ad blocker rule(s) and the page will load as expected.