FANDOM


Jak zwykle czekam na solucje z bloga: http://solutioneldarya.eklablog.com/episode-20-c29652720

Moim WS jest "ktoś", więc przebieg odcinka będzie z Leiftanem.

Nie chce mi się więcej wyjaśniać XD Dajcie mi znać, jeśli zauważycie błędy, które wam przeszkadzają, bo nie podkreśla mi literówek, więc na pewno się zdarzą :')

UWAGA: Zauważyłam, że czasem pisałam "skrzydło wiatru" zamiast "skrzydło powietrza", bo mi było krócej i teraz, jak się zorientowałam, nie chce mi się tego poprawiać ;-; Jak coś, prawidłowo powinni dać "powietrza", bo te skrzydła mają nazwy od żywiołów.



W poprzednim odcinku...

A. (Nie oglądać podsumowania)

B. (Obejrzeć podsumowanie)

Po B:

Odkąd ziemia zaczęła drżeć, twoje serce jest ofiarą licznych wstrząsów...

Dziwne sny zdają się ciebie prowadzić i rysują przed tobą twarz z tych najbardziej przerażających.

Uścisk, który wpada w poślizg^... Pozwalasz więc swojej pasji cię pochłonąć...

Ale czy to jest dobry pomysł?

^nie znalazłam innego tłumaczenia dla czasownika "déraper" niż "wpaść w poślizg", jakkolwiek dziwnie by to nie brzmiało

Twoje przygody w domostwie Ptaka Ognia dopiero się zaczynają.

Purroko: Bu!

G: Purroko? Znowu ty?!

G: Co ty tu robisz?

P: Przyszedłem się z tobą zobaczyć. Moje poduszeczki podszepnęły mi, że dokonałaś wyboru ważnego dla twej przyszłości dość niedawno.

G: Naprawdę? W jakim temacie?

P: Mówię o tym, kto sprawia, że twoje serce bije [szybciej], oczywiście!

G: Ach... to...

P: Jeśli wierzyć moim łapkom, twoje myśli obracają się wokół Leiftana.

G: Dokładnie tak.

P: Zmieniłaś zdanie?

A. Tak... Ostatecznie myślę, że moje serce bije dla Valkyona.

B. Tak... Ostatecznie myślę, że moje serce bije dla Ezarela.

C. Tak... Ostatecznie myślę, że moje serce bije dla Nevry.

D. Wcale, bardzo dobrze mi z Leiftanem.

Po D:

P: Skoro jesteś usatysfakcjonowana, pozwalam ci żyć twoją spokojną idyllą.

G: (Purroko ulotnił się jak dym. Ten kot jest naprawdę zbyt dziwny.)

Wymknął mu się jęk, kiedy moje usta prześlizgnęły się aż do jego podbrzusza.

Zatraciłam się. Moje myśli się poplątały... Straciłam kontrolę.

Miałam już tylko jedną chęć. Ochotę na to ciało, które drżało jednogłośnie z moim.

Chciałam je dla siebie... w całości.

Jego biodra uniosły się, jakby po to, by zaprosić mnie do położenia tam swoich ust.

Zachęcona przez to, co jego ciało wydawało się mi proponować, ugryzłam jego spodnie i pociągnęłam w dół, by je zdjął.

Ale Leiftan nie zdawał się tego trzymać.

Leif: Najpierw ty...

Jego spragniony^ głos mnie elektryzował. Zmusił mnie do poniesienia się, by pocałować moje rozpalone wargi, które pospiesznie opuścił.

^tak serio, to słówko nie ma logicznego tłumaczenia, więc zmyślam XD

Gestem szybkim i pewnym rozkołysał mnie na łóżku, by przemieścić się ponad mnie. Schodząc z życiem po moim ciele, przesuwał swój język po moim brzuchu. Swoimi zwinnymi palcami zdjął moje spodnie i natychmiast wznowił swoje pocałunki na mojej skórze.

Przybywszy na wysokość mojej intymności, Leiftan skręcił ku wnętrzu moich ud, które gryzł z łagodnością.

Kontakt jego języka na tej, tak wrażliwej, części mojej skóry, przyprawiał mnie o zawroty głowy. Dyszałam pod wpływem pasji, a moje policzki się rozpaliły.

G: Hmmm, Leiftan... ja...

Jego język prześlizgnął się wreszcie do punktu, którego tak pożądał. Wygięłam się w pomruku pożądania, to była ta chwila, zamierzał to zrobić...

Wreszcie...

?: ^Puk puk^

?: Mogę wejść?

G: (Kurczę!)

G: (Leiftan wyprostował się w odskoku i dał znać, że jesteśmy zajęci.)

?: Przepraszam, że wam przeszkadzam, ja...

G: Co... kto...

Leif: Ha ha...

Ogarnął nas nerwowy śmiech. Leiftan zbliżył swoją twarz do mojej, by skraść mi pocałunek.

Leif: Powinienem być może zatrzasnąć drzwi.

G: Nie sądzę, żeby była tu zasuwka, wiesz.

G: (Podniósł głowę i spojrzał na wspomniane drzwi.)

Leif: Rzeczywiście...

Zwijając swoją twarz w zagłębieniu mojej szyi, otoczył mnie swoimi ramionami, by mnie ogrzać i składał czułe pocałunki na mojej skórze.

To niespodziewane przybycie ukróciło nas w naszym rozpędzie, ale o dziwo, wciąż pragnęłam go tak samo.

By ożywić jego zapał, przesunęłam jedną ze swoich rąk ku jego kroczu, ale Leiftan mnie zatrzymał.

Leif: Drzwi wciąż nie są zamknięte.

G: Więc znajdźmy sposób, by je zablokować.

Leif: Powiedz mi raczej, co cię doprowadziło do tego stanu.

G: (Chce, żebym mu powiedziała, dlaczego jestem tak podekscytowana? Co to za pytanie?)

Leif: Chcę powiedzieć... Przy swojej pobudce, byłaś zapłakana. Nie potrafię wyrzucić ze swojej głowy łez, spływających po twojej twarzy... Oglądanie cię takiej rozrywa mi serce i... chciałbym wiedzieć dlaczego. Jaki jest ten sen, który cię tak przeraził?

G: (Jego słowa natychmiast sprowadziły mnie do rzeczywistości.)

Leif: Czy zechcesz ze mną o tym porozmawiać?

G: Myślę, że to byłoby dobre, tak...

G: (Odczepiłam się od jego ramion, by się ubrać.)

G: (Nie czuję się opowiadać mu to, co się stało, równie nieubrana.)

Wyjaśniłam Leiftanowi horror, który widziałam... starając się nie pominąć żadnego szczegółu. Na słowo "daemon", jego ręce zacisnęły się na mnie.

Leif: Ale, zobaczmy, wszystkie daemony są martwe.

G: Nie wiem, jak ci to wyjaśnić, wiem, że jestem tylko Ziemianką, która nie wie nic o tym świecie, ale zapewniam cię, Leiftan...

G: Czułam mroczność jego duszy... to było naprawdę demoniczne.

G: (Poczułam, jak łzy zbierają w moich oczach na nowo, a Leiftan natychmiast wziął mnie w ramiona.)

Leif: Nie martw się, nie pozwolę tym zdrajcom położyć na tobie rąk. Obronię cię, nieważne przed kim czy nieważne przed czym. Składam ci co do tego obietnicę.

G: (Obietnica Leiftana przeszywa moje serce, czuję, że jest szczery.)

G: Myślisz, że powinnam o tym porozmawiać z Huang Hua?

Leif: Tak...

G: Idę tam więc.

Leif: Dobrze, potowarzyszę ci.

1. Rejoins Huang Hua dans ses appartements pour lui raconter ton cauchemar. (Dołącz do Huang Hua w jej pokojach, by opowiedzieć jej swój koszmar.)

[Wyszłam z pokoju za 10 maana. Mam do wyboru: pokój, prawe skrzydło ziemi i centralne skrzydło powietrza. Wg komentarzy na blogu, wybieramy centralne, czyli to po lewej. Potem jest pokój Huang Hua.]

[Pokój Huang Hua - 30 maana]

G: (Weszliśmy do pokoju Huang Hua, która spojrzała na nas z zaskoczonym wyrazem twarzy.)

Hua: Robicie jedną z tych min, że można powiedzieć, iż widzieliście mógui!

G: Huang Hua... ja...

G: (Spojrzałam na Leiftana, by dodać sobie sił, a on uśmiechnął się do mnie ciepło.)

G: Myślę, że Wyrocznia wysłała mi nową wiadomość.

Hua: Wiadomość?

G: Tak, w temacie istoty, która ją atakuje. Myślę, że jest to daemon.

Hua: Daemon? Ha ha. To niemożliwe! One są od dawna martwe.

G: (Rozumiem, że myśl, iż daemony powróciły ją rozbawiła, w końcu... wszystkie faeries są o tym przekonane.)

G: (Czułam, że znów się chwieję.)

Leif: Huang Hua, znalazłem ją zapłakaną po tym śnie. Naprawdę myślisz, że byłaby w tym stanie przez żart?

Hua: Ja...

G: (Jej twarz zmieniła się zupełnie, w czasie gdy łzy spłynęły po mojej.)

Hua: Przepraszam, chodź tutaj usiąść.

G: (Huang Hua posadziła mnie na jednej z poduszek, które były rozrzucone na podłodze. Usiadła u mego boku, biorąc zdecydowanie moją dłoń w swoją.)

Hua: Feng Zifu, niech przyjdą Ezarel i Ewelein, natychmiast!

Zif: Już się robi. [W zasadzie on powiedział "Od razu.", ale to po polsku nie brzmi]

Całe strapienie, które Leiftanowi udało się załagodzić, wróciło do mnie, prosto w twarz, jak spoliczkowanie.

Nie przestawałam płakać, widząc znów w kółko oczy tego daemona, który mi zagrażał.

Po kilku minutach, Ezarel i Ewelein weszli do pomieszczenia.

Ew: Co się dzieje?

Hua: Gardienne miała nową wizję, a ta dotyczyła daemona. Jeśli zechcesz się tym z nami podzielić...

A. Oczywiście, musicie wiedzieć. //

B. Myślę, że nie mam wyboru. -5

C. (Słowa nie mogą wyjść z moich ust...) // z Hua i +5 z WS

Po C:

G: (Leiftan podszedł na moją wysokość i otoczył moją twarz swoimi dłońmi.)

G: (Zanurzyłam swoje spojrzenie w tym jego i poczułam, jak odwaga wraca mi po trochu.)

Leif: Zacznij, gdy poczujesz się na to gotowa...

G: (Wzięłam głęboki wdech i zamknęłam oczy, by poodkładać swoje myśli na miejsce.)

G: Przypominam sobie, że zabolało mnie w klatce na wielkim placu i że straciłam przytomność.

G: Bolało mnie serce, byłam pogrążona w ciemnościach... miałam wrażenie, że coś wypełniało moje płuca. To było bardzo różne od dolegliwości, które miałam, gdy byłam w K.G., i ja...

G: (Twarz Ewelein poczerwieniała, można powiedzieć, że jej oczy błyszczą... Zatrzymałam się w obliczu takiej zmiany postawy.)

Ew: Przeprowadziłaś złą reakcję na nadwyżkę maany, która tu jest. To moja wina... Wiedziałam, że to się wydarzy i z pewnością sprowokuje jakieś bóle głowy u twoich kolegów, ale nie przewidziałam, że dla człowieka aklimatyzacja będzie trudniejsza. Przepraszam za to.

G: To nie jest poważne, teraz mam się dobrze...

Ew: Nie, nie stanęłam na wysokości swoich funkcji.

A. Każdy może popełniać błędy. //

B. Rozczulanie się nad twoim losem niczego nie zmieni. -5

C. Teraz już wiesz. To wszystko, co się liczy. [/Tylko to się liczy] +5

Po C:

G: (Zamknęła się w ciszy. Huang Hua zbliżyła się do niej.)

Hua: Niepowodzenie jest cennym doświadczeniem. To myląc się, się uczymy. Nie nakładaj sobie zbyt dużej presji, Ewelein.

Hua: Jesteś doskonałą pielęgniarką i w żadnej chwili życie Gardienne nie było w niebezpieczeństwie.

Ew: Wiem... Ale przykro mi, że was zawiodłam. 

G: Nie zawiodłaś mnie. W żadnym momencie, bądź tego pewna!

Ew: Ja... Dziękuję.

G: (Zbliżyłam się do Ewelein, by osuszyć jej łzy.) G: (Mam wrażenie, że jej ból jest znacznie głębszy niż to, czemu ona pozwala się ukazać... Jak gdyby to uczucie niepowodzenia kleiło się do jej skóry od dłuższej chwili.)

G: (Po kilku minutach, odeszłam usiąść, by kontynuować swoją opowieść.)

G: (Wszystkie spojrzenia zwróciły się ku mnie.)

G: Pokrótce, to wrażenie, które wam opisałam, ścigało mnie nawet w moich snach... to tam ją zobaczyłam.

[Uwaga: po francusku idzie wyczytać, że chodzi o coś rodzaju żeńskiego, ale nie idzie tego usłyszeć (w tym konkretnym zdaniu jest różnica w piśmie, a nie ma w wymowie), dlatego gracz spodziewa się, o kogo chodzi, a Huang Hua nie... Po polsku obie by wiedziały, no cóż XD]

Hua: Daemona?

G: Nie, Wyrocznię.

Hua: Znowu?

G: Tak... ale było inaczej. Innymi razy, byłam tylko empatycznym widzem... Tym razem, byłam aktorką.

G: Widziałam, jak cierpi i również odczuwałam to cierpienie. Mówiła do mnie.

Leif: Co ci mówiła?

G: Nie wiem, nie zrozumiałam, mówiła w języku, który jest mi nieznany.

G: Oy-u ga-hi, myślę, że to mi mówiła... zwracała się bezpośrednio do mnie.

[No, Gardzix, tyle to nawet ja pamiętam... "Oywu-gay" - "aide-moi "- "pomóż mi"]

Leif: Oywu-gay? Powiedziała ci "Oywu-gay"?

[No, brawo Leisiu, chociaż ty masz mózg <3]

G: Tak! To jest to!

Ez: Pomóż mi... [Tak, jak mówiłam, Aide-moi]

G: To to ma oznaczać?

Leif: Tak.

Hua: Oryginalny język... Ten, który dzielili Ludzie i Faeries zanim zawaliła się Wieża bogów.

G: Wieża bogów?

[Moja pierwsza myśl, gdy Hua to powiedziała: Wieża Babel, a tu, proszę, jeden klik i Leif potwierdza xD]

Leif: Musisz ją znać pod nazwą Wieży Babel, zawaliła się tysiące lat temu, ale to nie jest w aktualnej godzinie najważniejsze. Skup się na swoim śnie.

G: T-Tak, masz rację.

Leif: Wyrocznia powiedziała ci coś jeszcze?

G: Tak, powiedziała słowo daemon. Teraz sobie to przypominam.

G: Kiedy wypowiedziała to słowo, zobaczyłam, jak ciemności ją pochłaniają. Chciałam nieść jej pomoc, ale coś mnie zatrzymało... i kiedy odwróciłam się ku temu czemuś, ja... ja...

G: (Załamałam się we łzach.)

Hua: Gardienne...

G: Zobaczyłam jego oczy... dwa szmaragdy w nicości. To spojrzenie zmroziło mi krew.

Hua: Jesteś pewna, że Wyrocznia rzeczywiście wypowiedziała słowo daemon?

G: Tak, dałabym sobie za to rękę uciąć.

Hua: Rozumiem...

G: (Wstała i zbliżyła się do okna, które obficie oświetlało jej pokój. Z oczami zwróconymi na horyzont, zdawała się pogrążać w głębokiej refleksji.)

Hua: Dziękuję za wszystkie te informacje.

G: (Pochyliła się ku Feng Zifu i szepnęła mu coś.)

Hua: Feng Zifu odprowadzi cię do twoich pokoi. Musimy przedyskutować to, co właśnie nam powiedziałaś, z członkami Lśniącej. Spróbuj wypocząć i zmienić bieg swoich myśli. Przyjdziemy do ciebie w razie potrzeby.

G: Zgoda...

2. Suis les conseils de Huang Hua et va te reposer dans ta chambre. (Podążaj za radami Huang Hua i idź odpocząć w swoim pokoju.)

[Cetralne skrzydło (nie-doczytałam-czego XD obstawiam "powietrza") - 10 maana - razem 40]

?: Gardienne, zaczekaj!

Zfi: Pan Leiftan?

Leif: Mógłby pan udzielić nam chwilkę? [Prawdopodobnie zmienią tu na "zostawić nas na chwilę", bo to lepiej brzmi po polsku]

G: (Skinął głową zanim usunął się w cień.)

Leif: Będzie dobrze, z tobą?

G: Tak, teraz, gdy wiem, że jesteś tu dla mnie.

Leif: Zawsze tu byłem. Mówiłem ci to: podobasz mi się od pierwszego dnia.

G: (Deklaracja Leiftana sprawia, że rumieniec wstępuje na moje policzki, nie wiem już, co ze sobą zrobić!)

Leif: Jeśli kiedykolwiek będziesz czegokolwiek potrzebować, przyjdź się ze mną zobaczyć.

G: Zgoda.

G: (Pocałował mnie z nieskrywaną namiętnością. Jego ciało, przyklejone do mojego, dodało mi trochę sił.)

G: (Jego usta zeszły ku zgięciu mojej szyi zanim nie opuścił mnie ostatecznie, by dołączyć do Huang Hua i spółki.)

G: (Feng Zifu natychmiast do mnie wrócił.)

[Prawe skrzydło powietrza, póżniej Pokój - 20 maana - razem 60]

G: (Hmm, nie jestem pewna, czy chcę pozostać zamknięta tutaj...)

G: (Poza tym, nie mam ochoty podejmować ryzyka, że będę śnić na nowo.)

G: Panie Feng Zifu, czy jestem zobligowana pozostać tu zamknięta?

Zif: Jak to?

G: Chciałabym zaczerpnąć powietrza, zmienić bieg swoich myśli... to możliwe?

Zif: Oczywiście, Dama Huang Hua poprosiła mnie, by nad panią czuwać, ale pozostaje pani wolna w swoich czynach.

G: Zatem doskonale.

Zif: Domyślam się, że nie zrobiono jeszcze z panią wizytacji tych miejsc?

[Dosłownie jest "nie zrobiono pani jeszcze wizyty tych miejsc" i chodzi o "oprowadzenie" Gardzi po świątyni, ale uznałam, że do oficjalnego Feng Zifu pasuje "robienie wizytacji" i nie uprościłam do "nie oprowadzono jeszcze pani", choć to by było poprawne]

G: W ogóle.

Zif: Zajmę się tym, więc, przy okazji.

G: (Wizytacja z Feng Zifu powinna być interesująca, wydaje się bardzo wykształcony.)

3. Profite de ton temps de repos pour visiter un peu les lieux et en apprendre plus sur l’Histoire des fenghuangs. (Skorzystaj ze swojego czasu wypoczunku, by pozwiedzać trochę te miejsca i nauczyć się więcej o Historii fenghuangów.)

[Prawe skrzydło wiatru - 10 maana - 70]

Zif: Jak już pani wie, pokój pańskiej gospodyni, Damy Huang Hua, znajduje się dalej w tym korytarzu. Chociaż ona sama zaprosiła panią, by przyjść się z nią zobaczyć, prosiłbym panią, by robić to tylko w przypadku rzeczywistej konieczności.

G: Dlaczegóż to?

Zif: To młoda kobieta, która oddaje się bez kalkulacji... My, inne fenghuangi, wzięliśmy za zwyczaj nie nagabywać jej, gdy ona powraca do swoich pokoi, ażeby mogła udzielić sobie nieco czasu dla siebie i wypocząć. Niech jej pani nie przeszkadza dla drobnostek.

A. Czy wolałby pan, bym przyszła się z panem zobaczyć, zanim jej przeszkodzę? +5

B. Dobrze to rozumiem i obiecuję, że pójdę się z nią zobaczyć tylko w przypadku rzeczywistego problemu, jak to było w obecnym przypadku. //

C. Jak to pan podkreślił, zaprosiła mnie, bym przyszła, gdy tego zapragnę. Nie ma więc pan rozkazu dla mnie. -5

Po A:

Zif: To by był doskonały pomysł.

G: Postaram się, więc, o tym pomyśleć.

Zif: Dobrze, to słysząc, jestem zachwycony!

[Prawe skrzydło ziemi -> Sala lekcyjna (? dosłownie jest "sala studiów" i tłumaczy też jako "gabinet", ale w środku są dzieci, więc uznaję, że to "klasa" lub "sala lekcyjna") - 20 maana - razem 90]

?: Powodami tego wyjazdu były...

Li-Wei: Ach, mamy zwiedzających. Dzieci, powiedzcie "dzień dobry" Panu Feng Zifu i Panience...

Zif: Gardienne.

Li-Wei: Dzień dobry, Gardienne, jestem zaszczycona, że panią poznałam. Jestem Huang Li-Wei.

G: Również jestem zaszczycona, Huang Li-Wei.

Li-Wei: Dzieci?

?: Dzień dobry, Panie Feng Zifu, dzień dobry, Panienko Gardienne!

G: Dzień dobry dzieci.

Zif: Nie będziemy wam dłużej przeszkadzać, pragnąłem tylko zrobić wizytację tych miejsc z tą młodą kobietą.

Li-Wei: Nie przeszkadzacie nam. Jeśli mi pan pozwoli, mogę jej wyjaśnić, co tutaj robimy.

Zif: Proszę panią o to.

Li-Wei: Jak może pani zauważyć, jest pani w sali lekcyjnej, lecz zarazem w bibliotece. Jest to miejsce dedykowane kulturze i wiedzy. Dzisiaj zarekwirowałam to pomieszczenie, by zrobić lekcję dla najmłodszych spośród nas. Ale proszę wrócić później, jeśli życzy sobie pani poradzić się niektórych z naszych dzieł.

G: D-Dziękuję! Nie omieszkam.

[Prawe skrzydło ziemi -> ołtarz ognia = 20 maana - 110]

Zif: Mówiono pani co nieco o tym miejscu?

G: Nie... wcale.

Zif: Jest pani na Ołtarzu Ognia. Bez wątpienia pani tego nie wie, ale nasz obecny Feniks spędził całe dzieciństwo w tej posiadłości.

G: Ach tak? Jestem zatem zadziwiona, że nie jest pełna zwiędzających.

Zif: To zdarza się od czasu do czasu, ale oni wiedzą, że to święte miejsce, więc się za bardzo nie narzucają.

G: To przeciwieństwo tego, co robią ludzie w moim świecie.

Zif: To znaczy?

G: Miejsca, w których żyły ważne osoby, wzbudzają takie zainteresowanie, że wiele osób przybywa, czasem nawet z bardzo daleka, by je zwiedzać... To jak atrakcja [turystyczna], w istocie...

Zif: Ziemianie są jednak bardzo dziwni...

G: Nie każę panu tego mówić, ha ha!

[Wielki plac - 10 maana -120]

Zif: Ten wielki plac często służy...

?: Proszę pani!

G: Ech, tak?

?: Mogłaby nam pani pomóc?

A. Z przyjemnością! W czym mogę panu służyć? +5 z Zifem [oraz STRÓJ]

B. Przykro mi, ale nie jestem w formie.

Po A:

?: Muszę zanieść tę torbę do kuchni, ale zdaję sobie sprawę, że moje biedne plecy nie potrafią tego utrzymać.

G: Żaden problem, zaniosę jedną z nich dla pana.

G: (Moja torba nie jest zbyt ciężka, Feng Zifu poniósł drugą.)

G: (Muszę teraz pójść za nim aż do kuchni.)

3.1. Apporte ce sac jusqu’aux cuisines. (Zanieś tę torbę aż do kuchni.)

[Ołtarz ognia -> Lewe skrzydło ziemi -> Centralne skrzydło ziemi -> Stołówka - 40 maana - razem 160]

G: (Gdy weszłam do tego pomieszczenia, zapach grillowanego kurczaka połaskotał moje nozdrza.)

G: (To pomieszczenie pełne jest ciepła i życia. Bez większego trudu wyobrażam sobie toczące się tutaj rodzinne posiłki. Nie mogę się doczekać wzięcia udziału w bankiecie/uczcie, tak swoją drogą!

G: (Radość, która bije od tych okolic, sprawia, że uśmiech wstępuje na moje usta.)

?: Połóżcie to tutaj, proszę.

G: (Położyłam torbę we wskazanym miejscu. Starzec ukłonił się przede mną.)

?: Dziękuję pani, naprawdę.

G: Nie ma za co, nie zamierzałam pozwolić panu nieść tej torby zupełnie samemu.

Zif: Hmm...

G: (Obróciłam się ku Feng Zifu, który się do mnie... uśmiechnął?!)

G: Domyślam się, że jest to miejsce, w którym się je?

Zif: Dokładnie tak. Swoją drogą, musi być pani głodna, nie?

G: Trochę... (To prawda, że nie jadłam od dłuższej chwili.)

Zif: Przygotuję pani zatem przekąskę.

G: Nie, niech się pan nie wygłupia!

Zif: Nalegam.

G: (Szybki jak błyskawica, Feng Zifu krzątał się przy piecach i przygotował mi puszystego omleta. Tonem wszelako autorytarnym, zaprosił mnie, bym usiadła u jego boku.)

Zif: Dalej, niech pani je.

G: (Wzięłam gryza. To bardzo proste danie, ale ciepło, które rozpływa się w moich ustach, wystarcza, by zaspokoić mój apetyt.)

Zif: Nie jestem równie dobrym kucharzem, co Pan Karuto. Przepraszam za to, ale myślę, że to wystarczy, by zadowolić pani żołądek.

A. Muszę przyznać, że zjadłabym tego jeszcze trochę. -5

B. Tak, myślę, że nie mogę już nic więcej przełknąć. +5

C. Wręcz przeciwnie, to jest bardzo dobre! //

Po B:

Zif: Czyżbym źle ocenił pański apetyt?

G: Zazwyczaj nie byłoby z tym żadnego problemu... ale muszę przyznać, że mam trochę ściśnięty żołądek...

Zif: Przez pański sen?

G: Tak...

Zif: To zrozumiałe. Proszę wziąć filiżankę herbaty, to uspokoi pańskie niepokoje.

G: Dziękuję, to bardzo miłe.

G: (Feng Zifu zaserwował mi więc filiżankę herbaty, by zwieńczyć nasz posiłek.)

G: (Ciepło tego napoju ogarnia moje ciało i łagodnie je ogrzewa. Czuję się dobrze.)

G: (Gdy skończyliśmy swoje herbaty, pozmywaliśmy i wyszliśmy znów odkrywać te miejsca.)

[Centralne skrzydło ziemi -> Lewe skrzydło ziemi -> Ołtarz ognia -> Wielki plac - 40 maana - razem 200]

G: Przy okazji, co chciał pan powiedzieć w temacie tego miejsca?

Zif: Hmm?

G: Zanim osoba, której pomogliśmy, nam nie przerwała.

Zif: Ach! To prawda. Ten wielki plac często służy przyjęciu targów i rozmaitych świąt, które celebrujemy.

G: (Im więcej Feng Zifu opisuje mi tych miejsc, tym więcej znajduję podobieństw z K.G. Eel. To dość uspokajające po tym, co właśnie przeżyłam.)

G: Jakiego typu uroczystości?

Zif: Ostatnią datę stanowiły urodziny Damy Huang Hua.

A. Domyślam się, że to musiało być coś wielkiego! -5

B. Co zrobiliście na tę okazję? +5

C. Kiedy to było? //

Zif: Sprawiliśmy, że przyjechała siostra Damy Huang Hua i świętowaliśmy jej urodziny najprościej, jak to możliwe.

G: Musiała być zadowolona.

Zif: Niezmiernie.

G: Zdaje się pan znać ją na wylot^. Nie wiem, czy umiałabym znaleźć coś, co sprawiłoby jej przyjemność, tak w sumie.

^dosłownie jest "na czubki palców", ale domyślam się, że to będzie ten związek po polsku

Zif: Sama pani obecność by wystarczyła.

G: Och... (Jestem naprawdę wzruszona przez te słowa.)

Zif: Kontynuujmy!

[Ogrody białego Żurawia - 10 maana - razem 210]

G: Co się tutaj stało?

Zif: ...

G: (Feng Zifu przybiera posępny wyraz twarzy i nie mówi ani słowa...)

G: Co za katastrofa... To z powodu niedawnego ataku, który wycierpieliście?

Zif: Tak, na nieszczęście...

G: Potrzebujecie pomocy, bo odrestaurować to miejsce?

Zif: Nie odmawiamy żadnej pomocy.

G: Doskonale, co muszę zrobić?

Zif: Na tę chwilę? Nic. Dama Huang Hua rozkazała, by pani wypoczęła i dopóki ona nie powie mi czegoś przeciwnego, zabraniam pani podejmować najmniejszy wysiłek.

G: Ok...

[Brama odnowienia - 10 maana - 220]

G: Co to jest?

Zif: Brama odnowienia. Być może pani tego nie wie, ale my, fenghuangi, wierzymy w reinkarnację.

G: Myślałam, że rozumiem, tak... Huang Hua już mi o tym mówiła.

Zif: A co pani o tym myśli?

A. Nie wierzę w to, przykro mi. //

B. Również w to wierzę, dusze są nieśmiertelne! //

C. Nie za bardzo wiem, nigdy nie zadałam sobie tego pytania. //

[A gdzie "nie wykluczam żadnej wiary, bo kij wie, kto w końcu ma rację"? XD Dobra, dam C... chociaż się zastanawiałam...]

Zif: Rozumiem. Spróbuję zatem wyjaśnić pani nasze wierzenia jak najlepiej.

Zif: Ta brama to odpowiednik naszego mauzoleum i symbolizuje więc powrót martwych do życia. Jej doskonale okrągła forma wiąże tego, kto przez nią przechodzi, ze wszechświatem. Nie jest pani zatem dłużej odizolowaną jednostką, jak wtedy, gdy pani błądzi w otchłani... Stanowi pani część wszystkiego.

G: Rozumiem...

Zif: Nieszczęśliwie, jak nasze piękne ogrody, brama odnowienia wycierpiała gniew naszych napastników.

G: Tak, to szkoda. To cudowne miejsce.

[Ogrody białego Żurawia -> Wielki plac -> Ogrody czarnego Żurawia - 30 maana - razem 250]

G: To jest wzniosłe, można powiedzieć...

Zif: Mały zakątek nieba, nie jest tak?

G: Wyjął mi pan te słowa z ust!

Zif: Te ogrody mają za cnotę łagodzenie dusz i leczenie serc. To bezkonkurencyjne miejsce wypoczynku.

G: (To dokładnie to, czego w tej chwili potrzebuję! Być może wrócę tutaj trochę później.)

[Mauzoleum orłów - 10 maana - razem 260]

Zif: Tutaj spoczywają prochy wszystkich fenghuangów, którzy zginęłi na tych ziemiach.

G: Och...

Zif: We wnętrzu mauzoleum, które pani widzi, jest krematorium. Zachowujemy następnie prochy naszych współbratymców i wznosimy groby ku ich pamięci.

G: To dlatego mówi się, że Feniks zawsze odradza się ze swych popiołów?

Zif: Hmm... Po części, tak.

G: Po części?

G: (Nic nie dodał i nastała uciążliwa cisza.)

G: (Potem musnęła mnie rzecz nieokreślonego koloru. To było słabo widoczne gołym okiem, niedoskonałość w powietrzu, jak gaz, który ulatnia się, rozmywając się na skraju krajobrazu.)

G: (Próbowałam to schwycić, lecz ta rzecz się rozproszyła.)

G: (Moja dłoń jest zmrożona...)

G: Co to jest?

Zif: Dusze naszych bliskich.

G: Ich dusze?

Zif: Tak, wreszcie... zadowalamy się tak myśląc. Być może chodzi o dowcipne istoty, to mówiąc. Zdarza się czasem je zauważać w całej świątyni, z wyjątkiem Bramy odnowy.

G: Ponieważ odnajdują wreszcie drogę ku odrodzeniu?

Zif: Bez wątpienia, tak.

G: Rozumiem.

G: W każdym razie, to nadaje temu miejscu stronę bardzo... bardzo... (Nie potrafię znaleźć słów.)

Zif: Oniryczną?^

^dla niezorientowanych: to słowo oznacza... rzeczywistość na kształt snu; oniryzm to nurt w literaturze, gdzie autorzy pisali np. opowiadanie w taki sposób, że cała historia wyglądała jak sen

G: To jest to... Mam wrażenie być w przeciwnym śnie!

Zif: Myślę, że zobaczyła pani wszystko, co było do zobaczenia w naszej świątyni. Proszę iść za mną, chciałbym z panią porozmawiać.

G: W porządku, dokąd idziemy?

Zif: Z dala od tych murów.

4. Suis Feng Zifu jusqu’aux plaines paisibles, il semble avoir quelque chose d’important à te dire. (Podążaj za Feng Zifu aż do spokojnych równin, zdaje się mieć ci coś ważnego do powiedzenia.)

[Spokojne równiny - 30 maana - 290]

Zif: Panienko Gardienne, błagam z wyprzedzeniem o wybaczenie mojej nieprzyzwoitości.

G: Pańskiej nieprzyzwoitości?

Zif: Tak... Mam obowiązek panią ostrzec. Proszę nie wykorzystywać Huang Hua.

G: Słucham?

Zif: To kobieta o wielkim sercu i niezrównanej dobroci. Nie dopuszczę, by ktokolwiek wykorzystywał ją w jakikolwiek sposób.

G: Dlaczego bym ją wykorzystywała?

Zif: Ponieważ jest faworytką do tytułu Feniksa i jeśli nim zostanie, będzie obdarzona wielkimi mocami.

G: Nie obchodzi mnie to wszystko.

G: Wie pan, Feng Zifu, nie wiem wielkich rzeczy o tym świecie, a jeszcze mniej o Huang Hua. Totalnie nie łapię, do jakiego stopnia ona może być ważna, i jak bardzo Feniks może taki być.

G: To co wiem, to że doceniam Huang Hua za jej dobroć i za jej życzliwość względem mnie. Wspierała mnie i pomogła mi iść naprzód, gdy myślałam, że zostałam opuszczona przez wszystkich.

G: (Feng Zifu uniósł jedną brew.)

G: Nie pozwalam panu kwestionować moich uczuć do niej.

Zif: Dobrze. Nie będę tolerował, by otaczała się osobami toksycznymi lub interesownymi.

G: Gdyby nawet, mnie nie ma pan co wliczać. 

[Mam na myśli "wliczać w grono tych złych ludzi", choć tutaj nie jestem pewna tłumaczenia, bo dosłownie jest "gdyby nawet, nie mam obliczeń do oddania panu", więc zmieniłam obliczenia na czasownik i kombinowałam... Jak bardziej się zagłębiłam, to "dawanie obliczeń" jest potcyzmem na "przedstawianie wymówek", więc tu może być "Nie mam się z czego panu tłumaczyć.", ale to z kolei wychodzi dłuższe zdanie niż powinno :/]

Zif: Doskonale, to dokładnie to, co chciałem usłyszeć. Dama Huang Hua nie pomyliła się, oddając pani swoje przywiązanie.

G: (To bardzo dziwne... podczas gdy on wciąż ma ten opanowany grymas, potrafię wyczytać całą miłość, którą darzy Huang Hua, na jego twarzy.)

G: Bardzo ją pan kocha, nie jest tak?

Zif: Oczywiście, że tak, to widoczne! Widziałem, jak dorasta i wychowywałem ją jak swoją...

G: (Odwrócił wzrok, jak gdyby powiedzenie tych słów było niewybaczalne.)

G: Jak pańską własną córkę?

Zif: Tak...

G: Rozumiem, teraz lepiej rozumiem...

G: Wie pan, Huang Hua jest kimś inteligentnym. Myślę, że ona umie otaczać się dobrymi ludźmi...

Zif: Wierzę pani.

G: Skoro zna ją pan, odkąd była młoda, mógłby mi pan opowiedzieć o niej coś więcej?

Zif: Co chce pani wiedzieć?

G: Prawdę mówiąc, nie wiem nic... ale wszyscy zdają się tyle o niej wiedzieć. Czasem muszę przyznać, że czuję się odstawiona na bok.

Zif: Huang Hua jest córką dwojga szefów rodziny Ren-Fenghuang. Jej młodsza siostra, księżniczka Huang Chu, została z nimi.

G: (Zastanawiam się, jaka jest jej siostra.)

G: (Spróbuję zebrać kilka informacji przy okazji.)

Zif: To wszystko, co miałem pani do powiedzenia.

G: (Feng Zifu zaproponował mi wrócić do wnętrza świątyni, ale część mnie wolała zostać tutaj, sama...)

G: (Sama, w obliczu pustynnej przestrzeni równiny.)

G: (Ta samotność doprowadziła mnie do myślenia znów o tym okrutnym śnie. Naprawdę mam nadzieję, że kryształ będzie mogł wytrzymać...)

G: (Nie mogę zostawać sama. Moje myśli są wciąż zbyt zwrócone ku tej wizji... a nie chcę dać się osaczyć przez strach.)

G: (A jeśli poszłabym odnaleźć Karenn? Jest tutaj razem ze mną, więc trzeba skorzystać trochę z jej obecności!)

5. Essaye de retrouver Karenn. (Spróbuj odnaleźć Karenn.) [Wielki plac - 10 maana - 300]

G: (Znając Karenn, prawdopodobnie jest w trakcie szpiegowania Lśniącej Straży...)

5.1. Karenn est une fouine, tu le sais bien... Et où se trouve l’information la plus juteuse du moment ? Près de la chambre de Huang Hua ! (Karenn jest łasicą, dobrze o tym wiesz... A gdzie znajduje się najbardziej soczysta informacja chwili? W pobliżu pokoju Huang Hua!)

[Ołtarz ognia -> Prawe skrzydło ziemi -> Prawe skrzydło powietrza -> Centralne skrzydło powietrza - 40 maana - 340]

G: (O nie, Karenn tu nie ma.)

G: (Ja, która już sobie wyobrażałam ucho przyklejone do drzwi... myliłam się.)

G: (Zastanawiam się, gdzie ona może być.)

[Wracamy tą samą drogą, a z Wielkiego placu w lewo - Ogrody czarnego Żurawia - 50 maana - razem 390]

Chrome: Powiedz mi, nie widziałaś może Karenn?

G: Nie, właściwie, zastanawiałam się, gdzie ona mogłaby się znajdować.

C: Nie widziałem jej od tego ranka... zaczynam się martwić.

G: Z pewnością jest w trakcie myszkowania gdzieś.

C: Tak, ale gdzie? Nie znamy tak naprawdę regionu i poza szpiegowaniem w pokoju Huang Hua, nie widzę nic, co mogłaby robić...

G: Sprawdzalam, nie było jej tam.

C: Arf... Pójdę dalej jej szukać, dasz mi znać na bieżąco, jeśli ją znajdziesz?

G: Nie chcesz, żebyśmy szukali jej razem?

C: Jeśli chcesz, razem będziemy z pewnością bardziej efektywni!

[Spokojne równiny - 20 maana - 410. Grupa cieni.]

G: (Są tu jakieś osoby... być może minęły się z Karenn?)

C: Wybaczcie mi, ale widzieliście może młodą dziewczynę o imieniu Karenn?

?: Karenn? Przykro mi, nie znam.

G: Nie jest wyższa niż my dwoje, włosy czarne i różowe, blada cera...

?: To mi nic nie mówi. Być może znajduje się ona w swoim pokoju?

5.2. Va voir si Karenn n’est pas dans sa chambre. (Idź zobaczyć, czy Karenn nie jest w swoim pokoju.)

[Tak samo, jak szło się do Hua, tylko bliżej. Prawy korytarz powietrza - 40 maana - razem 450]

?: ^puk puk^

C: Karenn? Jesteś tam?

G: (Pozostaliśmy bez odpowiedzi.)

C: Naprawdę zaczynam się martwić...

G: Nie wiem, gdzie szukać, prawdę mówiąc...

Schwarz: Irk!

C: Co jest?

Schwarz: Irk!!!

C: To jest to? Masz trop!

G: (Widziałam, jak Schwartz odlatuje na zewnątrz.) Co mu się stało?

C: Dałem mu przed chwilą powąchać wstążkę Karenn i poprosiłem go o wywęszenie jej tropu. Myślę, że ją znalazł!

G: Idźmy więc za nim!

5.3. Suis Schwarz ! (Idź za Schwarzem!)

[Dobrze myślałam, że to Schwarz, a Gardzia powiedziała Schwartz i poprawiłam niepotrzebnie ;-;]

[Prawy korytarz ziemi -> Ołtarz ognia - 20 maana - 470]

G: (Chowaniec Chrome kieruje się na zewnątrz. Nie gubmy jego śladu!)

[Wielki plac - 10 maana - 480]

G: (Teraz skręca ku mauzoleum!)

[Mauzoleum - 20 maana - razem 500]

G: (Mała istota zaczęła latać w kółko ponad mauzoleum. Zbliżyliśmy się i stawiliśmy czoła ogromnym drzwiom z kamienia.)

G: (Chrome zaczął przeprowadzać inspekcję drzwi i wydał okrzyk.)

C: Ha! Jedna z jej wstążek jest zatrzaśnięta w drzwiach.

C: Karenn?! Karenn? Jesteś tam?!

G: (Nikt nie odpowiedział. Chrome spróbował popchnąć drzwi, ale zdawały się zapieczętowane potężnym zaklęciem.)

G: (Nie mam wrażenia, żebyśmy mogli je otworzyć na siłę.)

G: Przestań, Chrome... Te drzwi się nie ruszą, można powiedzieć, że nie otwierają się często, swoją drogą. Mocno wątpię, żeby Karenn wesz...

?: Chrome? To ty?

C: Karenn?!

K: Jestem uwięziona, pomóż mi wyjść, ja... tutaj jest okropnie!

C: Nie potrafię otworzyć drzwi, przykro mi.

K: Proszę cię, nie zostawiaj mnie tu!

C: Znajdę sposób, obiecuję!!! Gardienne, musimy otworzyć te drzwi!

G: Zostań tutaj, ja pójdę poszukać Feng Zifu. Myślę, że będzie mógł nam pomóc!

5.4. Va chercher Feng Zifu ! (Idź poszukać Feng Zifu!)

[Ogrody czarnego Żurawia - 10 maana - 510]

G: Feng Zifu! Karenn zamknęła się w mauzoleum, trzeba, żeby przyszedł jej pan z pomocą!

Zif: W mauzoleum? Jak ona mogła się tam zamknąć? To święta i chroniona domena!

G: Nic o tym nie wiem, ale musi pan pomóc jej stamtąd wyjść, proszę!

Zif: Idę za panią.

[Znów mauzoleum - 10 maana - 520]

C: Feng Zifu!

Zif: Karenn, poproszę panią, by się odsunąć. Wy dwoje, na mój sygnał, popchnijcie te drzwi, zrozumiano?

G: Zgoda.

G: (Feng Zifu śpiewał inkantację przez kilka sekund zanim dał nam sygnał.)

G: (To ten moment!)

5.5 Pousse cette porte ! (Popchnij te drzwi!)

[Klikamy na drzwi]

G: (Popchnęliśmy ciężkie drzwi, które zagradzały to mauzoleum.)

Kiedy się otworzyły, odór palonego mięsa wypełnił moje nozdrza. Doznałam gwałtownych mdłości, i uniosłam dłoń do swojej buzi, by uniknąć wypadku.

Karenn wyszła w biegu i rzuciła się w ramiona Chrome. Była zapłakana.

Zif: Jak pani się tam znalazła, mała kretynko?

K: Ja... Chciałam zobaczyć, co jest w środku... Nie chciałam... Ja...

Zif: Chciała pani zobaczyć, co jest w środku? Nasze wyjaśnienia pani nie wystarczyły?

K: Przykro mi...

Zif: Mam nadzieję, że pani jest. To święte miejsce, a pani ośmieliła się je sprofanować! I to z jakiego powodu? By zaspokoić pańską niezdrową ciekawość?!

K: ...

Zif: Zgłoszę pańskie niedopuszczalne zachowanie pańskiemu przełożonemu. W międzyczasie, zejdź mi z oczu!

K: Tak, proszę pana...

G: (Karenn poszła sobie stąd, powłócząc nogami.)

C: Odprowadzę ją. Myślę, że pozostawienie jej samej nie jest dobrym pomysłem...

G: Tak, idź tam.

G: (Odeszli.)

Zif: Mam nadzieję, że inni pani koledzy są mądrzejsi od niej!

G: Tak, zapewniam pana.

G: W każdym razie, to posłuży jej za lekcję. (Mam nadzieję, że będzie mniej skłonna szpiegować wszystkich i byle co w przyszłości.)

Zif: Hmm. Jeśli pani pozwoli, mam inne rzeczy do roboty niż monitorowanie bezmózgich dzieciaków!

G: Oczywiście...

Zif: Ostatnia rzecz: kolacja będzie serwowana za godzinę. Proszę się nie być spóźnioną.

G: Nie będę, ma pan moje słowo.

G: (Cholera... szukałam Karenn cały dzień, a ostatecznie, nie mogłam tak naprawdę spędzić z nią czasu.)

G: (Lepiej zrobię, wracając do swojego pokoju, ta mała, niemiła przygoda mnie... przygasiła^.)

^dosłownie jest "ochłodziła", ale lepiej mi to pasuje

6. Courir après Karenn t’a fatiguée. Va dans ta chambre te reposer en attendant le dîner. (Bieganie za Karenn cię zmęczyło. Idź do swojego pokoju odpocząć, czekając na kolację.)

[Ołtarz ognia - 30 maana - razem 550]

G: (Serce ścisnęło się w mojej klatce piersiowej kolejny raz. Zatrzymałam się nagle...)

G: (Minęło dużo czasu...)

G: (Naprawdę mam nadzieję, że przybędziemy na czas do kryształu.)

?: ^BUM^

?: Przepraszam... O nie... wszystko stracone.

G: (Wywróciła dzban mleka i strąków, potrącając mnie.)

A. To nic... wszystko posprzątamy, proszę się nie martwić. [STRÓJ]

B. (Nic nie robić.)

Po A:

?: Jest pani pewna? Nie ma się pani zbyt dobrze, można rzec...

G: Proszę się tym nie martwić.

?: Dziękuję, tym niemniej, proszę się nie przemęczać...

G: Będzie dobrze!

6.1. Aide cette jeune femme et nettoie ce qu’elle a fait tomber. (Pomóż tej młodej kobiecie i posprzątaj to, co upuściła.)

[Klikamy na dzbanek]

G: No i proszę, jest tak, jak gdyby nic się nie stało!

?: Bardzo dziękuję! Jest pani naprawdę bardzo uczynna.

G: Nie ma za co, lubię pomagać innym.

?: Czy byłoby to nadużywaniem pańskiej życzliwości, poprosić panią o inną przysługę?

A. Trochę tak, mam inne rzeczy do zrobienia.

B. Wcale. W czym mogę być pani przydatna? [STRÓJ]

Po B:

?: No cóż... chciałaby pani pójść ze mną zebrać trochę mleka i strąków na nowo?

G: Oczywiście. Dokąd idziemy?

?: Znajdziemy mleko duszy niżej, w dolinie. Co do strąków, musiałam iść je zerwać na równinach.

6.2. Cueille des gousses ! (Zerwij strąki!)

[Spokojne równiny - 20 maana - razem 570. Klikamy na drzewo.]

G: Oto strąki!

G: (Pozostaje jeszcze do znalezienia mleko duszy.)

6.3. Trouve du lait d’âme !

[Góry Shize - 10 maana - 580. Klikamy dzban.]

G: (Oto mleko duszy...)

G: Niech mi pani powie... Kto go tu odłożył?

?: Jak to?

G: Dzban. Był postawiony na tej skale.

?: Ach! To są gospodarze tych gór.

G: Ale skąd oni wiedzieli, że potrzebuje pani mleka? Wzięła je pani tego ranka.

?: Powiedzmy, że wiedzą wiele rzeczy, i dopóki jesteśmy dla nich dobrzy, oni są tacy dla nas.

G: (Przez "nich", jak się domyślam, rozumie dusze, o których mówiła mi Huang Hua.)

?: Mamy już wszystko, pozostaje już tylko zanieść to do kuchni.

G: Idę za panią!

6.4. Rends-toi à la cantine. (Udaj się na stołówkę.)

[Stołówka - 60 maana - razem 640]

G: (Postawiłam dzban i kosz z owocami na dużym stole.) Czy wciąż potrzebuje pani mojej pomocy?

?: Będzie dobrze, dziękuję. Dzięki pani, posiłek tego wieczoru będzie wystawny!

[Wracamy do wcześniejszego zadania, czyli czegoś w stylu "idź odpocząć w pokoju".]

[Centralny korytarz powietrza - 50 maana - razem 690]

Chrome: Hej Gardienne, chodź mi pomóc!

A. Zgoda! +5

B. Co jest grane? //

C. Ech... nie? -5

Po A:

C: Dziękiii! Jesteś zbyt sympatyczna!

G: Czego potrzebujesz?

C: Jedna z kapłanek świątyni zaproponowała mi zrobienie talizmanu. Tylko że nie wiem, co wybrać na poziomie koloru i materiału... Ty, ty to masz gust. Chcę powiedzieć, zawsze jesteś śliczna.

C: Zechcesz mi pomóc?

G: No to zgoda.

G: (To nie to, co przewidywałam robić, ale... to zmieni bieg moich myśli!)

7. Aide Chrome à se faire un talisman. (Pomóż Chrome zrobić sobie talizman.)

[Wg solucji to w Centralnym skrzydle ziemi. Doszłam tam za 40 maana, cofając się na Prawe skrzydło ziemi, przez Ołtarz ognia na Lewe skrzydło ziemi i prosto do Centralnego, ale nie odblokowałam dialogu :/ Musiałam wejść do stołówki i z niej wyjść.]

[Centralne skrzydło ziemi - 60 maana - 750]

G: Dokąd teraz idziemy?

C: No... była tutaj... Nie rozumiem, zniknęła. Musimy ją odnaleźć.

G: Chrome, zaczekaj!

8. Rattrape ce crétin ! (Dogoń tego kretyna!)

[Lewy korytarz ziemi - 10 maana - 760]

G: Nie ma jej tu...

C: Cholera, mówiłem jej, że ma na mnie czekać!

[Trzy razy w prawo: Sala lekcyjna - 30 maana - 790]

G: A ona przynajmniej istnieje, twoja kapłanka? Jesteś pewien, że to nie był fantom albo coś w tym rodzaju?

G: (Od swoich niemiłych przygód z Yeu, stałam się bardziej niż podejrzliwa...)

C: Nie, w ogóle. Była zupełnie żywa!

G: Sprawdziłeś? Ściskając jej dłoń, na przykład?

C: No nie, ja ją ledwo znam...

[Teraz trzeba było iść do Ogrodów czarnego Żurawia, co powinno zabrać 40 maana, ale mi się dialog nie odblokował od razu, musiałam dojść do mauzoleum i wrócić, więc zeszło 60.]

[Ogrody czarnego Żurawia - 60 maana - razem 850]

C: Ach, widzisz, ona istnieje!

C: Szukaliśmy pani WSZĘDZIE!

?: Przepraszam, młodzieńcze, nie widząc, byś wracał, pomyślałam, że zmieniłeś zdanie.

C: W ogóle. Przyprowadziłem pani dziewczynę, o której pani mówiłem. Ona pomoże mi wybrać.

?: Zgoda... Zatem, przypomnij mi, chciałeś talizman na co?

C: Na... odepchnięcie szkodliwych wpływów, złowróżebnych energii, tego typu rzeczy...

G: (Spójrz więc... Pod swoimi pewnymi siebie grymasami, czyżby Chrome bał się tego, co ta misja mogłaby dla nas rezerwować?)

?: Dobrze, stworzę zatem talizman na bazie ciemnego onyksu i czarnego turmalinu. Potrzebny będzie więc trzeci element twojego wyboru... coś, co ci odpowiada, co cię definiuje.

C: To skomplikowane... nie wiem.

A. Nie mogę bardziej ci pomóc...

B. Skała? Byłeś zafascynowany tymi w Balenvii. +5

C. Powinieneś wziąć pasemko włosów Karenn!

Po B:

C: Ach tak, niegłupie!!!

G: (Poszperał w swoich kieszeniach.)

C: Czy to się nada?

?: Ametyst Altissayi! To będzie doskonałe. Posiada niezaprzeczalne, duchowe cechy i pozwoli ci bez żadnego zwątpienia lepiej kontrolować swoje emocje. Może ci tylko pomóc.

G: (Zaczęła pracować nad talizmanem Chrome, potem zawiązała wstążkę wokół niego przed wypowiedzeniem paru inkantacji.)

?: Postanowiłam^ umieścić tu żelazny łańcuch, jako że jesteś pod błogosławieństwem Byka. Srebro byłoby idealne, ale obawiam się, żeby to nie sprowokowało u ciebie jakiegoś swędzenia.

^dosłownie było "wybrałam", ale mi nie pasuje

C: Tja, lepiej unikać.

G: (Ach, to prawda, że legendy opowiadają, że wilkołaki w ogóle nie lubią srebra. To się potwierdza!)

C: Jest doskonały. Ile jestem pani winien?

?: Nic, moje talizmany nie są robione, by być sprzedane.

C: Och, ja... bardzo dziękuję!

G: (Dzwon rozbrzmiał w świątyni.)

C: Czas jeść, super!

G: (Nie pozostaje mi nic jak iść za Chrome.)

8. C’est l’heure du repas ! Rends-toi à la cantine ! (Czas na posiłek! Udaj się do stołówki!)

[Stołówka - 50 maana - razem 900]

G: (Weszłam do stołówki, a zaraz za mną Karuto. Wszyscy tutaj są... wszyscy poza...)

G: (Huang Hua, Leiftanem, Ewelein i Ezarelem.)

G: (Muszą wciąż dyskutować o tej sytuacji.)

G: (Zastanawiam się, czy to, co mogłam im wyjawić, było naprawdę użyteczne...)

Znów pomyślałam o tej wizji, którą miałam i o następstwach, jakie to mogłoby mieć w przyszłości Eldaryi... i w mojej.

To stworzenie... ten daemon, jeśli rzeczywiście istniał, mógł równie dobrze być znakiem, zwiastującym koniec tego świata.

Ta myśl wywołała u mnie dreszcze.

Zagubiona w swoich myślach, próbowałam więc przywrócić siebie do rzeczywistości... i obejrzałam dania, które były nam proponowane: zasadniczo ryż i marynowane kawałki mięsa.

Posiłek wyglądał na ten z najprostszych, ale przyjazna atmosfera, która unosiła się nad stołem, wystarczała, by rozgrzać moje serce.

Miałam wrażenie być na posiłku gigantycznej rodziny, bez pijanego wujka, który opowiadał temu, kto chciał go słuchać, jak bardzo "młodzi więcej szacunku w jego czasach". Prawdziwy powiew świeżości!

Zif: Drogie fenghuangi, drodzy członkowie straży. Jeśli państwo pozwolą... opuszczę nasze grono i zaniosę to jadło Damie Huang Hua i szlachetnym członkom Lśniącej Straży, z którymi ona musi uregulować pewne sprawy.

G: (Nikt nie wyraził sprzeciwu, ale Karuto przybrał dziwny wyraz twarzy... między smutkiem a podziwem.)

G: (Posiłek odbył się w radości i dobrym nastroju.)

Byłam mniej zasmucona swoją sytuacją, mniej przerażona przez miecz Damoklesa, który unosił się nad nami.

Byłam spokojna i moja radość życia powoli znów brała górę. To nie przydarzyło mi się od dawna.

G: (Zastanawiam się, czy wreszcie skończyli swoje zebranie... Chciałabym porozmawiać trochę z Leiftanem zanim pójdę spać.)

9. Rends-toi à la chambre de Leiftan pour lui parler. (Udaj się do pokoju Leiftana, by z nim porozmawiać.)

[Są dwa pokoje w tym skrzydle. Pierwszy jest nasz, drugi, bardziej w głębi, chłopaków. W nocy droga jest krótsza, bo ze stołówki wychodzimi od razu do Ołtarza, bez prześcia przez skrzydło ziemi.]

[Pokój - 40 maana - razem 940]

G: (Zapukałam do drzwi, ale to Ezarel mi otworzył.)

Ez: Tak?

G: Leiftana tu nie ma?

Ez: Tak, ale śpi.

G: Och, wasze zebranie było aż tak wyczerpujące?

Ez: Tak... i jeśli pozwolisz, chciałbym spać, ja również.

G: Rozumiem...

10. Va dormir. (Idź spać.)

[Przechodzimy do naszego pokoju - 20 maana - razem 960]

G: (Ewelein już śpi... będę unikać robienia hałasu...)

G: (Rozebrałam się z dyskrecją i wślizgnęłam się do łóżka.)

G: (Te ostatnie wydarzenia przechodzą w kółko przez moją głowę: choroba kryształu, ten okrutny sen...)

G: (Ten pocałunek z Leiftanem.)

G: (Nie potrafię opróżnić swojego umyslu i znaleźć odpoczynku.)

G: (Obracałam się kilka razy w swoim łóżku zanim odnalazłam sen...)

G: (W przeciągu kilku godzin, udało mi się wpaść w objęcia Morfeusza.)

G: (Hałas zbudził mnie o świcie... Można powiedzieć szepty...)

?1: Więc jak ona się ma?

?2: Lepiej. Nie zaobserwowałam dziwnego zachowania. Poza jej dolegliwością wczorajszego wieczoru, nie ma niczego do zasygnalizowania. To bardzo zachęcające!

G: (Słuchaj, to głosy Huang Hua i Ewelein. Muszą myśleć, że wciąż śpię.)

G: (Jestem ciekawa dowiedzieć się, co one o mnie mówią.)

Hua: Zatem słusznie to widziałaś: oddalona od kryształu, więź zdaje się słabnąć.

Ew: Tak. Pozostaje obecna: ona wciąż ma swoje wiadomości, ale... nie wydaje się już osiągana przez zło, które gryzie Wyrocznię.

G: (Mówią o... mnie?)

Hua: Dobrze, kontynuuj monitorowanie jej. Jeśli faktycznie trzymanie jej oddalonej od kryształu jest rozwiązaniem, by już nie była chora, zatem przekonam ją, by tu została.

Ew: Będziemy bez wątpienia musiały podzielić się z nią tym wszystkim.

Hua: Ona wystarczająco się dewaloryzuje sama z siebie. Nie mam ochoty dorzucać tego ciężaru do jej męki... Kto wie, jak mogłaby zareagować?

Hua: Wiem, że ona nienawidzi, kiedy coś przed nią ukrywamy, ale nie mam wystarczającej odwagi, by jej powiedzieć, że jej życie jest w niebezpieczeństwie. Powiemy jej całą prawdę, kiedy będziemy pewne. Nie chcę jej straszyć na nic.

Ew: Rozumiem...

G: (Wyszły...)

G: (Zatem... to rzeczywiście o mnie rozmawiały przed przychodnią...)

G: (Zło, które gryzie kryształ, jest być może w trakcie zżerania również mnie.)

G: (Nie wiem, czy powinnam odczuwać gniew czy frustrację.)

G: (Ja... Muszę o tym porozmawiać z Huang Hua!)

11. Il faut vraiment que tu aies une discussion avec Huang Hua. Maintenant ! (Naprawdę trzeba, żebyś odbyła rozmowę z Huang Hua. Teraz!)

[Pokój Huang Hua - 30 maana - razem 990]

G: (Weszłam do pokoju Huang Hua bez pukania, i to tam ją zobaczyłam...)

G: (Z twarzą ociekającą łzami, odwróciła się ku mnie, zaskoczona.)

Hua: Gardienne? C-Co ty tu robisz?

Złość, która we mnie wezbrała, zniknęła natychmiast, kiedy zobaczyłam smutek, który Huang Hua pokazała bez filtra.

Ja, która byłam tak zdecydowana chwilę wcześniej, nie mogłam mówić...

Nigdy nie widziłam Huang Hua w tym stanie i to zakłopotało mnie w najwyższym stopniu.

G: Co jest?

Hua: Zmartwienia... osobiste.

G: To poważne?

Hua: Tak... i nie. Powiedzmy, że biję się z własną świadomością.

G: Jak to?

Hua: Jestem rozdarta między tym, co chciałabym zrobić i tym, czego mój obowiązek wymaga ode mnie, jeśli wolisz. Podjęłam decyzję... ale przyjęcie jej strasznie dużo mnie kosztuje. Boję się stracić kogoś, kto jest mi bardzo drogi, kontynuując podążanie drogą, którą wybrałam.

G: (Byłoby możliwe, żebym tym kimś była ja?)

G: (Czy mówi o fakcie ukrywania przede mną tego, co wie o mojej więzi z kryształem?)

G: (Nie ośmielam się poruszyć tej kwestii.)

G: Nie wiem, co ci powiedzieć... poza tym, że trzeba się komunikować w relacji.

G: Być może twoja przyjaciółka jest zdolna wysłuchać tego, co masz jej do powiedzenia... nawet jeśli to trudne.

Hua: Myślę, że nie mam siły, koniecznej by stawić czoła tej chwili... na tę chwilę.

G: (Huang Hua znów zaczęła płakać.)

W tamtej chwili zrozumiałam, że jeślibym wyznała jej to, co usłyszałam... jeślibym jej powiedziała, że zło, które mnie zabijało, wciąż było obecne, pomimo dystansu, to by ją zniszczyło...

A ta myśl była dla mnie nie do zniesienia.

Zdecydowałam się zachować prawdę dla siebie jeszcze trochę... Przynajmniej do czasu aż kryształ będzie zdrowy. Być może ja też będę taka w tamtym momencie?

G: (Skoro wkłada tyle energii w troszczenie się o mnie, to najmniejsza rzecz, by jej oszczędzić trudnego ciosu.)

Hua: Przepraszam za nagabywanie cię stanami mojej duszy. Czego chciałaś?

G: Ja... Chciałam tylko zobaczyć, jak się masz. Odkąd tutaj jesteśmy, nie spędziłyśmy wielu chwil razem i... brakuje mi ciebie.

Hua: Gardienne...

G: (Huang Hua wbiegła w moje ramiona i zaczęła płakać w najlepsze.)

G: (Jak ją winić o ukrywanie przede mną prawdy, kiedy czuję, jak drży w moich ramionach?)

G: (Jej smutek mnie przeszywa.)

G: (Wolałabym raczej ponownie przeżywać swoje dolegliwości niż poznawać ją w takiej rozpaczy.)

G: Zostawię cię w spokoju... przepraszam, że ci przeszkadzałam.

Hua: W porządku... i dziękuję.

G: (Potrzebuję się przewietrzyć, poodkładać trochę swoje myśli na miejsce...)

12. Face à la détresse de Huang Hua, tu n’as pas pu faire éclater la vérité… Maintenant, tu as besoin d’un peu d’air frais pour te remettre de toutes tes émotions. (W obliczu rozpaczy Huang Hua, nie mogłaś doprowadzić do wybuchu prawdy...  Teraz potrzebujesz trochę świeżego powietrza, by poskładać się ze wszystkich tych emocji.)

[Ogrody czarnego Żurawia - 60 maana - 1050]

?: Hej, Gardienne!

G: Ezarel?

Ez: Szukałem cię. Fenghuangi potrzebują pomocnej dłoni w restaurowaniu świątyni. Pomyślałem sobie, że to by cię z pewnością skusiło. Myliłem się?

G: Ach, nie, wcale. Będę zachwycona pomaganiem.

Ez: Doskonale. Bierzemy nasze śniadanie i tam idziemy, zatem.

G: (Ezarel i ja zjedliśmy śniadanie ze wszystkimi innymi przed udaniem się na miejsce spotkania.)

Ez: Zacznijmy od uprzątnięcia trochę ogrodu.

G: Ok, do dzieła.

G: (Jestem zadowolona, wreszcie będę mogła spędzić z nim trochę czasu!)

[Ta gra mnie nie lubi, bo woli mi dawać Eza, nawet gdy mam "ktoś" na WS :v]

13. Aide Ezarel. (Pomóż Ezarelowi.)

[Ogrody białego Żurawia - 20 maana - 1070]

G: Co musimy tutaj zrobić?

Ez: Są tu skały do uprzątnięcia. Kiedy to będzie zrobione, będzie trzeba umieścić trochę odrastaj-szybko na trawie.

G: Ok, więc nic wielkiego.

Ez: Dalej, do roboty!

13.1. Occupe-toi de ce magnifique jardin. (Zajmij się tym wspaniałym ogrodem.)

[Klikamy na skały.]

G: (Te kamienie są strasznie ciężkie!)

Chrome: Hę, co robisz?

G: Jak widzisz, sprzątamy okolicę.

C: Nie znalazłaś pierścienia tym razem?

G: Bardzo zabawne... (Wywróciłam oczami.)

G: Nawiązujesz do pierścienia, który zaoferowałeś mi z rozpaczy?

C: Nie, to było na znak przyjaźni!

G: Jaka piękna przyjaźń: Karenn nie chce mojego prezentu, więc go weź!

C: Ach... ups... Zostawię was w spokoju, rzeczywiście...

G: (Odszedł w biegu.)

Ez: Naprawdę chciał dać pierścień Karenn?

G: Tak. Byłam tylko wyborem przez rozczarowanie.

Ez: Co za kretyn... Na szczęście nie wie, co ci się przydarzyło.

G: Tak, z pewnością bardzo by się obwiniał, że prawie zaryzykował życiem swojej ukochanej.

Ez: Musimy się zająć bramą odnowienia.

13.2. Occupe-toi de la porte du renouveau. (Zajmij się bramą odnowienia.)

[Brama odnowienia - 10 maana - 1080]

G: Co musimy tutaj zrobić? Uprzątnąć teren?

Ez: Właśnie, zaproponowałem, żebyśmy naprawili bramę, ale oni potrzebują kamieni błogosławionych przez ich Feniksa, by przyniosły ochronę i pokój... Zatem zadowolimy się sprzątaniem tych miejsc!

13.3. Occupe-toi maintenant de déblayer cette zone ! (Zajmij się teraz uprzątnięciem tej strefy!)

[Znowu klikamy skały.]

G: (Biorąc jeden z kamieni, poczułam, jak moje ramiona słabną... a moje serce bije mocniej niż to, do czego przywykłam...)

G: (To kryształ, czuję to... pali moje serce.)

Ez: Gardienne? Coś nie gra?

G: (Nie mogę mu powiedzieć prawdy.)

G: Mam tylko mały przypływ słabości...

Ez: Jesteś pewna? 

G: Tak, nie jestem tak silna jak ty, mimo wszystko, a te skały... mój boże, jakie one ciężkie!

G: Daj mi minutkę na odpoczynek i będzie dobrze, ok?

Ez: Zgoda.

G: (Po kilku minutach, dokładnie czasie na odzyskanie odpowiedniego oddechu, znów podjęłam pracę.)

Ez: Wszystko skończone, możesz stąd iść. Dziękuję za twoją pomoc.

G: Nie możemy zostać trochę razem?

Ez: Mam jeszcze niemało rzeczy do nadzorowania... przykro mi.

G: Rozumiem...

14. Laisse-le tranquille et va-t’en. Tu n’as plus rien à faire ici. (Zostaw go w spokoju i idź stąd. Nie masz już tu nic do zrobienia.)

[Wielki plac - 20 maana - 1100]

?: Gardienne...

Leif: Jak się masz?

G: Dobrze, a ty?

[Dobra, wychodzi na to, że wcześniej pomagamy WS2, a później na Wielkim placu łapie nas WS1]

G: (Zbliżyłam się do Leiftana, by go objąć, ale on się odsunął.)

G: Jest jakiś problem?

Leif: Nie. Żadnego.

Leif: Dobrze się dzisiaj bawiłaś z Ezarelem?

G: Słucham?

Leif: Widziałem was razem. Wyglądaliście na szczęśliwych. Dlaczego już z nim nie jesteś?

G: Miał coś do zrobienia. A jeśli byłam u jego boku, to by mu pomóc.

G: Co ty sobie wyobrażasz?

Leif: Już się całowaliście.

G: Nie byłam sobą. Leiftan!

G: Uwierz mi... nie on jest tym, kogo koch...

Leif: Kogo ty?

G: (Przygryzłam sobie wargę, żeby zatrzymać słowa, które dyktują mi moje uczucia.)

G: (Jest znacznie zbyt wcześnie, by przed nim otworzyć moje serce.)

G: To ciebie wybrałam... to ciebie pragnę... nie innego.

G: Uwierz mi.

Leif: Rha... dlaczego ja jestem taki zazdrosny?!

G: (Leiftan zbliżył się do mnie i przycisnął mnie do siebie.)

G: (Czułam, jak jego ręce schodzą po moich plecach i chwytają bestialsko moją talię.)

[dosłownie było "moje nerki", ale to nie brzmi xD no, plecy na wysokości nerek...]

G: (Drży z pożądania do mnie, czuję to...)

Leif: Przez ciebie szaleję, Gardienne... nie wyobrażasz sobie, do jakiego stopnia.

G: (Nagle poczułam, jak jego ciało sztywnieje, a on potrząsnął głową, jakby po to, by poukładać myśli na miejsce.)

Leif: Będę musiał stąd iść... przepraszam, że rozmawiałem z tobą w ten sposób... nie powinienem był.

G: (On jest poważny?? Oddychaj, Gardienne...)

G: Ach... bardzo bym chciała spędzić z tobą trochę czasu.

Leif: Spróbuję uwolnić się stąd dla ciebie tego wieczoru.

G: Zgoda, czekam na to z niecierpliwością!

G: (Co za frustracja! A ja chciałam spędzić z nim więcej czasu... Nic z tego.)

G: (Gdybym tylko była w moim świecie, mogłabym oddać honory frazesowi i spokojnie deprymować się przed dobrym serialem i lodem...)

G: (To mówiąc, skoro nie ma nic szczególnego do zrobienia, zawsze mogę wypożyczyć książkę w bibliotece. Byłoby sympatycznie nauczyć się więcej o fenghuangach i historii ich ludu.)

15. Va à la bibliothèque pour t’instruire ! (Idź do biblioteki, by się kształcić!)

[Sala lekcyjna - 50 maana - razem 1150]

G: (Ach, dzisiaj nie ma tu żadnego kursu! Tym lepiej, będę mogła wypożyczyć jakieś książki!)

Li-Wei?: Szuka pani czegoś?

G: Tak. Chciałabym dowiedzieć się więcej o waszym ludzie i jego historii. Miałaby pani dzieła na ten temat?

Li-Wei: Ależ oczywiście.

G: (Przyniosła mi książki, ale nieszczęśliwie wszystkie były w języku, którego nie znałam...)

Li-Wei: Jakiś problem?

G: Nie umiem czytać w tym języku.

Li-Wei: Z jakiej ojczyzny pani jest? Mamy książki w orgesojskim(?), luterańskim, elfickim...

G: Pochodzę z Ziemi.

Li-Wei: A więc to pani jest człowiekiem? Nigdy bym w to nie uwierzyła!

G: Tak...

Li-Wei: W porządku, myślę, że mamy książkę idealną dla pani!

G: (To dzieło jest napisane alfabetem, który rozumiem, doskonale!)

G: Dziękuję! Mogę dokonać nadużycia i zabrać ją do swojego pokoju, by spokojnie ją przeczytać?

Li-Wei: Oczywiście, o ile nam ją pani odniesie po przeczytaniu i zaopiekuje się pani nią.

G: Jeszcze raz dziękuję!

16. Va dans ta chambre pour lire un peu. (Idź do swojego pokoju, by trochę poczytać.)

[Wyszłam - 10 maana - 1160]

G: (Spójrz, ktoś zdaje się mieć trudności.)

A. (Pomóc jej.) [STRÓJ]

B. (Przejść swoją drogą.)

Po A:

G: Ma pani kłopot?

?: Tak... Zadano mi zagadkę i nie potrafię znaleźć rozwiązania.

G: Proszę mi wyjaśnić.

?: Jestem na jednym brzegu rzeki z fenrisulfrem, shau'kobowem i torbą kukurydzy Guisaleh. Nie mogę zostawić fenrisulfra i shau'kobowa razem, bo fenrisulfr sprawi, że on ucieknie.

?: Nie mogę zostawić shau'kobowa z torbą kukurydzy, bo ją zje... A moja łódź może przetransportować tylko jedno z trzech... Co robić?

G: (Spójrz, myślę, że ta zagadka jest znana w moim świecie.)

G: Jako pierwsze, trzeba przetransportować shau'kobowa i zostawić go po drugiej stronie rzeki.

G: Następnie bierzesz fenrira, odstawiasz go i odpływasz z shau'kobowem.

G: Z powrotem na brzegu z początku, bierzesz torbę kukurydzy i zostawiasz ją po stronie fenrisulfra.

G: Nie pozostaje ci nic jak odpłynąć szukać shau'kobowa i wszystko jest załatwione.

?: Naprawdę? Och, to niezwykłe, bardzo dziękuję. Tkwiłam nad tą zagadką od tygodni...

G: Z przyjemnością! [Taki skrót od "Cała przyjemność po mojej stronie!" xD]

G: (Odeszła z uśmiechem na ustach.)

G: (No cóż, nigdy bym nie pomyślała, żeby znanie tej starej zagadki mi się kiedyś przydało.)

[Pokój - 20 maana - 1180]

G: (Oto ja, spokojna w swoim pokoju. Zobaczmy, o czym mówi ta książka.)

Zaczęłam czytać książkę, która w rzeczywistości przedstawiała szczegółowo funkcjonowanie społeczeństwa fenghuangów.

Podzielone na pięć klas, rozdzielonych w cztery kąty świata, fenghuangi zawsze były prosperujące i szanowane przez inne rasy faeries. Każdy klan reprezentował szczególne cnoty i wartości.

Klan Xin-Fenghuang, symbol wierności i integralności, osiedlił się w kraju na południowym-wschodzie świata Eldaryi.

Były również Li-Fenghuangi, których dobre wykształcenie, uprzejmość i wiara nie były już poddawane w wątpliwość. Kierowany przez Huang Xi, ten klan czuwał nad tym, żeby jego przykazania były przestrzegane, i zdawał się mniej elastyczny niż była Huang Hua czy nawet Feng Zifu.

Zhi-Fenghuangi zostali opisani jako obdarzeni wielką wiedzą i mądrością bez znanej miary.

Dotarłam do akapitu o rodzinie Huang Hua, Ren-Fenghuangach: życzliwość, dobroczynność, altruizm...

G: (Nie jestem bynajmniej zdziwiona. Huang Hua zawsze wykazywała się nienazwaną uprzejmością wobec mnie. A mieszkańcy tej świątyni wcale nie są gorsi.)

Byłam jednakże zaskoczona rozdziałem o systemie politycznym fenghuangów. Każdy klan posiadał szefa, wybranego przez lud, a który sam był pod zwierzchnictwem Feniksa we własnej osobie.

Szefem klanu fenghuangów mógł zostać ktokolwiek. Nie było wymagań co do rasy, by stać się jednym z nich.

Swoją drogą, dom Yi-Fenghuang, symbol prawości i uczciwości, miał za szefa faery niefenghuanga z urodzenia o imieniu Savish. Zabrałam się więc za oglądanie drzew genealogicznych obecnych szefów i zwolniłam przy rodzicach Huang Hua. Tak dowiedziałam się, że nie była do końca fenghuangiem.

Jej matka miała korzenie aziza. Nie wiedziałam jeszcze, co to było, i zapamiętałam starannie to słowo, by zapytać o jego znaczenie, gdy skończę swoją lekturę.

G: (Ta książka jest pasjonująca. Naprawdę żałuję tego, co przydarzyło się bibliotece K.G.)

Rozdziały łączą się, wyjaśniając mi każdy z wieloma detalami tak bogatą Historię tego ludu: jego zaangażowanie podczas Niebieskiego Poświęcenia, kolosalne środki, jakie wprowadzili, by ewakuować faeries...

Mogłam przeczytać na nowo historię o Grajku z Hamelin. Ojcowski przodek Huang Hua, on zmarł dosyć młodo, a jego potomstwo liczyło wielu szefów klanu.

Przypomniałam sobie wtedy dzień swojego spotkania z Huang Hua.

G: (Mam wrażenie, że to było lata temu...)

W miarę jak czytałam, czułam, że moje powieki stają się ciężkie i, ukołysana powodzią informacji, które gromadziłam, dałam się ponieść senności.

?: ^kling^

G: Hmm...

G: (Dobrze spałam... drzemka bez snu, bez koszmaru czy innej wiadomości od Wyroczni. To dobrze robi!)

17. Essaye de te réveiller un peu en faisant un tour du temple ! (Spróbuj się trochę rozbudzić, robiąc rundkę po świątyni!)

[Ogrody czarnego Żurawia - 50 maana - razem 1230]

Hua: Gardienne!

G: (Ach, Huang Hua najwidoczniej jest w lepszym humorze. Zdecydowanie wolę ją widzieć w tym stanie.)

G: Co się dzieje?

Hua: Otrzymałam wspaniałą nowinę: Feniks dał nam swoje błogosławieństwo, by zabrać flet aż do K.G.

G: Och, to super.

Hua: Jak mam być szczera, nie wątpiłam nawet przez sekundę, że się zgodzi. Ale posiadanie jego zgody jest prawdziwą ulgą. Więc, przygotuj się: wyjeżdżamy jutro!

G: Tak wcześnie? Nie wiem, czy mam być przez to smutna czy szczęśliwa...

Hua: Ach tak? Dlaczego?

G: Bardzo bym chciała poznać trochę lepiej to miejsce. Jednakże to konieczne, by wrócić jak najszybciej w pobliże kryształu.

Hua: Rozumiem cię. Jeśli to może przywrócić balsam na twoje serce, wiedz, że zorganizujemy wspaniałą kolację tego wieczoru. I obiecuję ci wielką niespodziankę!

Hua: Liczę, że włożysz swoje najładniejsze łaszki!

G: Nie zabrałam nic wielkiego, wiesz.

Hua: Żartuję. Od jakiegoś czasu powinnaś wiedzieć, że my, inni, fenghuangi, przywiązujemy niewielką wagę do wyglądu.

G: To prawda, powinnam była o tym pamiętać. Czy będziesz potrzebowała pomocy w przygotowaniach?

Hua: W ogóle. Do wieczora!

G: Do wieczora, tak!

G: (Hmm, zastanawiam się, co Huang Hua rozumie przez niespodziankę...)

G: (Czekając, i ponieważ wyjazd jest przesunięty na jutro, pójdę przygotować swoje rzeczy. To pomoże mi uniknąć robienia wszystkiego na ostatnią chwilę.)

18. Retourne dans ta chambre et prépare tes affaires pour le grand départ. (Wróć do swojego pokoju i przygotuj swoje rzeczy na wielki wyjazd.)

[Uwaga: to zadanie ma inną treść, jeśli nie pomagacie mieszkańcom świątyni!]

[Korytarz przed pokojem, czyli Prawe skrzydło wiatru - 40 maana - razem 1270]

Zif: Gardienne?

G: Tak?

G: (Jest z nim kilka osób. Czego oni ode mnie chcą?)

Zif: Te osoby, które mi towarzyszą, opowiedziały mi, jak bardzo była pani dla nich usłużna podczas ostatnich dni.

G: Usłużna?

Zif: Pomogła pani liczbie osób tutaj obecnych... z dobrą wolą i szczerością. Dziękujemy pani za to z głębi serca.

G: To normalne, potrzebowaliście mojej pomocy... nie zamierzałam odmówić!

Zif: Ten stan ducha jest godny fenghuanga. Można uwierzyć, że jest pani jednym.

G: Och... ja...

A. Nie sądzę... //

B. To byłoby bardzo przyjemne. //

Po A:

Zif: Cokolwiek by to nie było, błagamy panią o zaakceptowanie tego skromnego prezentu w dowód naszej wdzięczności.

G: (Wręczył mi wspaniałe ubrania.)

G: Ja... nie zrobiłam tego, by dostać nagrodę, wie pan?

Zif: To właśnie dlatego pani na nią zasłużyła!

G: D-Dziękuję...

Gratulacje, właśnie nabyłaś strój Bird's Good Will.

- Bluzka Bird's Good Will

- Buty Bird's Good Will

- Spodnie Bird's Good Will

- Rękawiczki Bird's Good Will

- Sukienka Bird's Good Will

- Pióro Bird's Good Will

Znajdź je bezpośrednio w swojej garderobie!

G: (Mieszkańcy przyszli mi podziękować, po raz kolejny, że im pomogłam.)

G: (Jestem naprawdę wzruszona i dotknięta reakcją fenghuangów. Czuję się naprawdę w pełni przez nich akceptowana.)

G: (Zaczynam być naprawdę uwiedziona przez ten prosty i czarujący lud... ale również przez myśl, by zacząć tu nowe życie.)

G: (Życie z dala od K.G. i jej zawiłości...)

Zif: Zapraszam panią do przebrania się i dołączenia do nas następnie na posiłek.

G: Tak pan myśli? Nie chciałabym uszkodzić tych ubrań.

Zif: Są zrobione, by być noszone!

G: Zgoda.

[Pokój - 10 maana - 1280]

G: (Weszłam do swojego pokoju i zaczęłam się przebierać.)

[Przebrałam się, ale nie wiem, czy to ma znaczenie.]

G: (Tkanina tego ubrania jest naprawdę delikatna, a szwy wystawne.)

G: (To produkt [wysokiej] jakości, to pewne.)

G: (Następnie zajęłam się przygotowaniem moich rzeczy na jutro.)

G: (Jestem gotowa, pozostaje mi tylko iść do stołówki.)

G: (Nie mogę uwierzyć, że już wyjeżdżamy...)

19. C’est l’heure de manger avec tous les autres fenghuangs, vas-y ! (Czas zjeść ze wszystkimi innymi fenghuangami, idź tam!)

[Stołówka - 60 maana - razem 1340]

Leif: Gardienne, to nowy strój?

G: Tak, został mi ofiarowany przez mieszkańców świątyni.

Leif: To bardzo hojne z ich strony.

Zif: Trzeba dopowiedzieć, że ta panienka oddała nam wiele przysług, podczas gdy nic jej do tego nie obligowało.

G: (Zaczęłam się rumienić.)

Leif: W każdym razie, jesteś olśniewająca.

G: Dziękuję.

G: (Już jest dużo osób przy stole. Podeszłam usiąść u boku Leiftana.)

Leif: Chcesz się czegoś napić?

A. Tylko wody, dziękuję! //

B. Tego, co ty chcesz. //

C. Jeśli jest sok owocowy, to chętnie. //

[Po C nie było dalszego dialogu, jak coś. Sprawdziłam na yt, że po A też nie.]

Z innego filmiku: Po B:

Leif: Wino, pasuje ci?

G: Doskonale!

[Jestem jasnowidzem XD Wiedziałam, że po B będzie ją upijał XD]

G: (Posiłek zaczął się w atmosferze z tych najbardziej przyjaznych.)

G: (Karuto chciał zaimponować Feng Zifu, raz jeszcze, i spożył pieprz, jakby to był cukierek. Ale widząc przy tym jego dymiącą głowę, myślę, że był dla niego znacznie zbyt mocny.)

G: (Ta mała niezręczność doprowadziła wszystkich do śmiechu i dorzuciła do dobrego humoru grupy.)

Czułam się doskonale na swoim miejscu, otoczona przez fenghuangi i członków straży.

Podczas gdy dyskutowałam bezczynnie z Huang Hua, dała mi znak, bym zamilkła i wskazała palcem wgłąb sali.

Światła stołówki zostały przygaszone, by ustąpić miejsca łudzącemu spektaklowi chińskich cieni.

Zaaranżowane przez najmłodsze fenghuangi, przeróżne malowidła, które zostały nam pokazane, prezentowały przygody rozmaitych członków ich ludu. Były one a to radosne, a to smutne.

Historia Fenghuangów była bogata w to, o czym mogłam już przeczytać. Byłam naprawdę bardzo nią zainteresowana i miałam nadzieję móc pewnego dnia dowiedzieć się o niej jeszcze więcej!

Uczta kontynuowana była poprzez taniec żagli, wykonywany przez młodą kobietę o urzekającej urodzie. Grupa muzyków towarzyszyła jej i grała melodię, zabarwioną łagodnością i urokiem.

Byłam całkowicie zaabsorbowana tym, co widziałam i zaskoczona, gdy Huang Hua zaprosiła mnie, bym z nią zatańczyła.

Oczywiście, niemożliwym było odmówić.

Istniała prawdziwa harmonia między nami wszystkimi... harmonia, której nigdy nie znałam w K.G. i która popchnęła mnie, by rozmyślać, kolejny raz, o tej możliwości zostania tutaj... definitywnie.

Ale to miało oznaczać, że musiałabym go opuścić...

G: (Leiftan...)

Melancholia pochłonęła mnie, gdy posłałam mu spojrzenie...

Z oczyma utkwionymi we mnie, wstał i dołączył do mnie na parkiecie tanecznym.

Jego delikatne ręce prześlizgiwały się po moich biodrach. Nie wydawał się mieć nic wspólnego z ludźmi wokół nas.

[Uwaga, to ostatnie zdanie zerżnęłam całe z translatora, więc nie jestem go pewna, ale sama nie potrafiłam go zrozumieć i przetłumaczyć, bo nie spotkałam się jeszcze z taką konstrukcją...]

Leif: Chodź ze mną na zewnątrz... chciałbym z tobą porozmawiać.

20. Rejoins Leiftan dehors ! (Dołącz do Leiftana na zewnątrz!)

[Ołtarz ognia nocą - 10 maana - razem 1350]

G: (Noc jest taka łagodna...)

G: (Ołtarz jest cudowny, tak pogrążony w nocy. Świetliki, które migoczą, nadają mu baśniowy wygląd.)

G: (Nie widzę nigdzie Leiftana. Ależ gdzie on jest?)

G: (Dłonie Leiftana wsunęły się na moje biodra. Aż podskoczyłam.)

Leif: Przestraszyłem cię?

G: Nie, po prostu mnie zaskoczyłeś.

G: (Odwróciłam się do Leiftana i złożyłam pocałunek na jego ustach.)

Leif: Jeszcze raz przepraszam za mój kryzys przed chwilą...

G: Zaufaj mi... To ciebie wybrałam, nikt inny się nie liczy... teraz już nie, w każdym razie.

Leif: Naprawdę? Obiecujesz mi to? Nie zniosę oglądania cię w ramionach innego.

G: Ależ tak, durniu!

G: (Pocałowałam go na nowo, tym razem z większą namiętnością, a on oddał mi ten pocałunek.)

G: (Jednym gestem chwycił mnie za rękę i pociągnął mnie na schody, by pocałować mnie w schronieniu przed spojrzeniami.)

G: (Czuję, jak jego ręce drżą z pożądania.)

Leif: Chodź za mną.

G: Dokąd?

Leif: Do mojego pokoju, jeśli ci to nie przeszkadza, będziemy... spokojniejsi.

G: Zgoda.

21. Rends-toi dans la chambre de Leiftan. (Udaj się do pokoju Leiftana.)

[Pokój (tak tylko przypominam, ten bardziej w głębi korytarza) - 30 maana - razem 1380]

G: (Weszłam do pokoju Leiftana z obawą.)

G: Nie boisz się, że Ezarel nas przyłapie?

Leif: Nie, powiedział mi, że wolałby pełnić straż, tego wieczoru.

G: Och, w porządku.

G: (Usiadł na łóżku i wyciągnął do mnie dłoń, bym do niego dołączyła.)

Delikatnie położyłam swoje dłonie po każdej stronie jego twarzy przed przyciśnięciem swoich ust do jego.

Leiftan odpowiedział mi z czułością i zmysłowością. Woląc powolny pocałunek od pocałunku namiętnego, zdawał się zabierać mnie ku magicznym krainom, gdzie nigdy nie postawiłam swoich stóp.

Czułam, jak moje pragnienie wzrasta sekunda po sekundzie, i zaczęłam głupio się uśmiechać między dwoma oddechami.

Leif: Zrobiłem coś śmiesznego?

Bez odpowiedzi, uśmiechnęłam się najpiękniej i pocałowałam go na nowo. Czułam się taka szczęśliwa, będąc w jego ramionach.

To zdawało się zdziesięciokrotnić zapał Leiftana, który odpowiedział na mój pocałunek z większą zapalczywością, tym razem.

Bez uprzedzenia, położył mnie na łóżku, a ja poddałam się jego pocałunkom.

Przesuwając ręką po moich udach, pocałował moje usta jeszcze jeden raz.

[W następnym zdaniu chodzi o jego usta, tu mi się coś podmiot nie zgadza, ale ok]

Schodziły one aż do zagłębienia mojej szyi, którą ugryzł z namiętnością.

W jego ramionach, czułam się taka żywa.

A. (Ale nie powinniśmy zachodzić tak daleko...) //

B. (Mam ochotę iść dalej niż proste pocałunki. Pragnę jego ciała bardziej niż wszystkiego innego.) //

Po B:

Żywym gestem, zachęciłam go, by docisnął jeszcze bardziej swoje pocałunki. Byłam upojona jego ustami...

Lecz on zatrzymał się w chwili zdejmowania mojego biustonosza...

Leif: Przepraszam... myślę, że idziemy z tym trochę za szybko.

G: Słucham?

Leif: To nie jest dobry moment.

G: Wiesz, Leiftan, nie istnieje żaden doskonały moment na uprawianie miłości. Dopóki mamy na to ochotę, nic innego się nie liczy.

Leif: Mam na to ochotę... ale nie tak, nie tutaj... Wolałbym trochę zaczekać, jeśli to ci nie przeszkadza?

G: Nie ukrywam przed tobą, że to frustrujące, ale nie chcę cię zmuszać do zrobienia czegokolwiek.

Leif: Hmm... ja również jestem sfrustrowany. Naprawdę mam na ciebie ochotę...

Leif: Zaczekać... to nie jest gorsze. To pozwoli nam siebie odkryć.

Zwinęłam się w zagłębieniu jego ramion, słuchając z tkliwością bicia tego serca, które zdawało się odtąd być moim.

[Dziękuję za wszystkie miłe komentarze, bo dzięki temu wiem, że ktoś to czyta i docenia ^^]

Oczywiście, nie oparliśmy się kilku powolnym pocałunkom zanim rozmyśliliśmy się chwilę później.

Nasze dwa ciała przyciągnęły się jedno do drugiego pomimo naszych postanowień i czułam, jak czasem palce Leiftana kurczą się na mnie.

Ciepło naszych objęć rozlewało się we mnie i zapraszało mnie powoli do dołączenia do świata snu.

Uspokajało mnie.

Czułam się... bezpieczna.

?: ^BUM^

G: Hę? Co?

G: (Obudziłam się, podskakując. I....)

G: Leiftan?

G: (Już go tu nie ma.)

G: Co się dzieje?

G: (Krzyki paniki dały się słyszeć na zewnątrz pokoju.)

G: (Myślę, że jesteśmy atakowani!)

22. Il se passe quelque chose. Sors d’ici ! (Coś się dzieje. Wyjdź stąd!)

[Ołtarz ognia - 30 maana - razem 1410]

G: Co...?

Zif: Chrońcie ołtarz! Nie pozwólcie im spenetrować naszej świątyni!

G: Feng Zifu, co się dzieje?

Zif: Jesteśmy atakowani!

G: Słucham?

G: (Hałasy zderzających się ostrzy dobiegły do mnie z wielkiego placu. Nie mogę tu zostać, nic nie robiąc.)

G: Macie bronie?

Zif: Tak.

G: Doskonale, proszę mi dać łuk!

G: (Po kilku chwilach wahania, Feng Zifu kazał mi przynieść łuk.)

Zif: Niech się pani nie zrani.

G: Chciałabym panu powiedzieć, że nie, ale nie lubię dawać obietnic, których nie jestem pewna dotrzymać.

Zif: Rozumiem.

G: (Odeszłam w kierunku wielkiego placu - tam, gdzie zdaje się toczyć walka.)

23. Rejoins la grande place, vite !!! (Dołącz na wielki plac, szybko!!!)

[Wielki plac - 10 maana - 1420]

Walka wrzała na wielkim placu. Rozróżniałam fenghuangi, zwalczające z odwagą wrogów, których dotychczas nie znałam...

Za to byli prowadzeni przez osobę, którą znałam aż za dobrze: Ashkore'a.

We wzburzonym tłumie, dostrzegłam Ezarela, który przebijał się, z floretem w dłoni, w kierunku zamaskowanego mężczyzny.

Po tym, co wydarzyło się między nami, nie mogłam powstrzymać krzyku paniki i pospieszyłam ku niemu.

G: (Ezarel, nie! Muszę przybyć mu z pomocą!)

Lecz fioletowy błysk zagrodził mi przejście i stawiłam czoła okropności, która była mi zbyt dobrze znana.

Naytili...

Nay: Ty.

Naytili rzuciła się ku mnie i wzniosła przeźroczysty i nieprzekraczalny mur, który otoczył nas obie. Coś w rodzaju magicznej tarczy, która izolowała nas od reszty świata.

Obróciłam się ku niej i napięłam swój łuk ze stanowczością. Byłam gotowa ją podziurawić strzałami przy najmniejszej okazji.

Ta wiedźma zaczęła mi grozić i mnie znieważać, ale dalej stawiałam jej czoła, nawet nie drgnąc.

Korzystając z tego, że była zajęta obrażaniem mnie, spróbowałam ataku.

Skoczyła w moim kierunku i uciekła mi z zaskakującą łatwością. Próbowała następnie zadać mi cios pięścią, który sparowałam tyłem ramienia.

Pewne kursy, które dali mi Cameria i Jamon, były wielkim ratunkiem i pozwoliły mi powstrzymać trochę natarcie...

Ale bardzo szybko stanęłam u skraju sił... Wyczerpana przez nieustanne napaści mojej przeciwniczki, musiałam zdać sobie sprawę z oczywistości: nie byłam dość silna, by stawić jej czoła.

Tarcza, która oddzielała nas od innych powstrzymywała mnie przed ucieczką lub posiadaniem najmniejszej odsieczy. Dwie opcje mi się nasunęły: dalej walczyć lub umrzeć.

Oczywiście, obstawałam przy pierwszym wyborze: walczyć jeszcze i jeszcze.

W akcie rozpaczy, rzuciłam się na Naytili, mając nadzieję zadać jej cios, po którym by się nie pozbierała, ale jej moc była ode mnie większa.

Poskromiła mnie bez trudu. Chwytając moje ramię z brutalnością, przełożyła je za moje plecy, by mnie unieruchomić. Wypuściłam swoją broń w okrzyku bólu.

Widząc, że byłam w złej pozycji, Ezarel pospieszył ku mnie i skonfrontował się z murem, który nas dzielił.

Nay: Pożegnaj się z nim.

To wtedy poczułam, jak coś mnie przebija... metal, zimny i zaostrzony, który przenikał przez moją skórę w moje ciało.

Ciepła ciecz płynęła wzdłuż moich pleców, a słysząc krzyk przerażenia Ezarela, bardzo szybko zrozumiałam, co się stało.

Naytili mnie dźgnęła.

Moje nogi rozchyliły się, a ja pozwoliłam sobie osunąć się na ziemię, zaskoczona tym bólem, który ogarniał mnie poniżej moich nerek.

Nie miałam już żadnych sił, już żadnej woli. I podczas gdy moja własna krew rozlewała się wokół mnie, dostrzegłam, jak Leiftan biegnie w swojej turze przy dolmenie^.

^to rodziaj grobowca, wg definicji z translatora XD

Leif: Gardienne!!!

Jednym gestem udało mu się zniszczyć tarczę, która nas otaczała i rzucił się na Naytili.

W miarę, jak moja krew się wylewała, mój umysł się rozpraszał. Pochłaniało mnie zimno... Nie potrafiłam już rozumieć tego, co działo się wokół mnie.

Usłyszałam trzask. Chwilę później, ciało Naytili upadło bezwładne twarzą do mnie. Jej spojrzenie było puste...

G: Kto...

?: Leiftan!!!

G: (Udaje mi się słyszeć głosy i hałas metalu w boju, który wrze...)

G: (Jest tu niedaleko sylwetka... poznaję ją. Chodzi o Ashkore'a.)

G: (Leiftan... myślę, że z nim walczy...)

?: Czy ona ma się dobrze?

?: Ewelein! Pomóż mi oddalić ją stąd!

?: Ona traci całą swoją krew!

G: (Co się dzieje?)

G: (Staram się zachować jasny umysł, ale... nie potrafię.)

G: (Pośrodku mgły, która mnie osnuła, coś właśnie zaczarowało moje uszy...)

G: (Co to za melodia? Można powiedzieć, że ktoś gra na flecie... musiałam stracić głowę.)

[Widzimy Huang Hua na białym tle, a potem znów napisy pojawiają się na czarnym.]

?1: Czy ona z tego wyjdzie?

?2: Tak. Straciła dużo krwi, ale, na szczęście dla nas, oni dwoje są kompatybilni. Będzie jej tylko potrzeba kilku dni odpoczynku.

?1: Tym lepiej, to da nam czas, by odrestaurować trochę mocy fletu.

?2: Huang Hua nigdy nie powinna była go używać.

?1: Nie mieliśmy wyboru...

G: (Huang Hua? Flet?)

?3: Gardienne... Oywu-gay...

G: (Wyrocznia? Ale co się dzieje?)

?3: Oywu-gay...

G: (Pomóż mi? To to, co mówiła mi ostatnim razem.)

G: Jak mogę pani pomóc?

?3: Ollûnu fu daemon!

[Arrête le daemon! -> Powstrzymaj daemona!]

G: Nie rozumiem... ja...

G: Wyrocznio!

[Budzimy się w pokoju]

G: (Aj... moje plecy!)

Ew: Uwaga, nie wysilaj się zbytnio. Twoja rana być może jest już zamknięta, ale wciąż pozostajesz krucha.

G: Ewelein... Co się stało?

Ew: Co sobie przypominasz?

G: Świątynia została zaatakowana, a ja walczyłam z Naytili... ona mnie dźgnęła!

Ew: To jest to...

G: Przypominam sobie Leiftana, który bił się z... z... ja... już nie wiem. Moje myśli się gmatwają. Wierzyłam, że słyszę kawałek na flecie. Myślę, że odpłynęłam daleko.

Ew: Pozwól mi wyjaśnić...

Ew: Gdy upadłaś na ziemię, Leiftan stał się jakby... szalony. Była w nim taka furia, nigdy bym nie pomyślała, żeby byt równie spokojny jak on mógł się tak zdenerwować. Udało mu się rozbić tarczę, w której Naytili was zamknęła i stawił jej czoła. Zabił ją.

G: Jak?

Ew: No cóż, nie była równie silna, co wtedy, gdy my z nią walczyliśmy, i... on... złamał jej kark.

G: (Nieprzyjemne doznanie wniknęło wgłąb mojego żołądka.)

G: (Trudno mi wyobrazić sobie takie okrucieństwo, pochodzące od Leiftana... Ale on prawdopodobnie uratował mi życie.)

Ew: Ten Ashkore wziął się za niego w następstwie. Udało nam się ciebie ewakuować.

G: Jak udało wam się odepchnąć sojuszników Ashkore'a i Naytili?

G: Czy jest wielu rannych? Domyślam się, że nie bylam jedyną.

Ew: Jeśli czujesz się na siłach, powinnaś porozmawiać z Huang Hua. Zemdlała, widząc cię w tym łóżku... będzie naprawdę szczęśliwa, wiedząc, że masz się lepiej. I... ona będzie mogła wyjaśnić ci sytuację lepiej ode mnie.

G: (Wyczuwam zakłopotanie w głosie Ewelein i nie podoba mi się to... naprawdę nie.)

G: Bardzo chcę...

G: (Ewelein pomogła mi wstać i wsparła mnie w chodzeniu.)

24. Va rejoindre Huang Hua dans sa chambre. (Idź dołączyć do Huang Hua w jej pokoju.)

[Pokój Huang Hua - 30 maana - razem 1450]

G: (Panuję tu atmosfera z tych najcięższych. Huang Hua wydaje się wycieńczona.)

Hua: Gardienne! Wreszcie dobra nowina!

G: (Podbiegła do mnie i wzięła mnie w swe ramiona. Trochę mnie zabolało w tamtej chwili.)

Ew: Uwaga, moje balsamy może i są bardzo skuteczne, ale też nie czynią cudów!

Hua: Mogę zobaczyć?

Ew: Nie, musi zachować swoje bandaże.

Hua: Rana wciąż jest otwarta? Szwy zostały założone?

Ew: Zranienie jest kompletnie zamknięte i zdaje się być doskonale wyleczone. Nie ma już ryzyka ponownego otworzenia czy krwotoków, jak w poprzednich dniach.

G: Poprzednich dniach?

Ew: Będzie ją jeszcze trochę bolało, ale krew Leiftana naprawdę przyniosła swój efekt.

G: Krew Leiftana? Możesz mi wyjaśnić, co mi zrobiłaś?

Ew: To prawda, że nic ci nie powiedziałam przy twoim przebudzeniu, ale mija kilka dni, odkąd mało śpimy, tak bardzo martwimy się o ciebie i innych.

G: Powiedz mi. Chcę wszystko wiedzieć.

Hua: Straciłaś dużo krwi, gdy Naytili cię dźgnęła... musieliśmy ci ją podać. Po kilku analizach, Ewelein mogła zdeterminować, że Leiftan i ty jesteście kompatybilni i podaliśmy ci jego krew.

G: Tak nie było w przypadku innych?

[Tak sobie myślę, że bardziej elokwentnie by było dać wszędzie "ugodziła" zamiast "dźgnęła", ale zwykle się mówi np. "ugodził nożem", a nie samo "ugodził" i nie wiem...]

Hua: Nie, ale uwaga: to nie oznacza, tym niemniej, że jesteś lorialetką. Rasa i krew niekoniecznie są powiązane.

G: Rozumiem, tym się nie przejmuj. W moim świecie, wiemy, że istnieją różne grupy krwi, które nie są wszystkie kompatybilne między sobą.

Ew: Właśnie, przestudiowałam parę dzieł o ziemskiej medycynie i, w tym punkcie, są znacznie bardziej zaawansowani od nas.

Hua: W skrócie, Leiftan ma za cechę szczególną bardzo szybko się zabliźniać... i w połączeniu z maściami Ewelein, ta mieszanka była straszliwe skuteczna, by cię wyleczyć.

G: A jednak wciąż mnie trochę boli.

Hua: To normalne, twój duch wciąż jest naznaczony przez tę ranę, a twoje ciało, nawet jeśli w znacznej części wyleczone, wciąż ją odczuwa...

G: W porządku... ale to wszystko, ile to czasu zajęło? Ile czasu minęło od ataku?!

Hua: Trzy dni.

G: Dlaczego więc wciąż tu jesteście? Nie powinniście byli zanieść fletu do K.G., by uleczyć kryształ?

Hua: Nie jest już zupełnie fukncjonalny...

G: Jak to?

Hua: By odepchnąć armię Ashkore'a, musiałam użyć jego mocy.

G: Jego mocy?

[Chcę przejść ten odcinek do czwartku (Święto Muzyki), bo potem to może już nie być eldarya, tylko elbugya xD]

Hua: Jak już wiesz, flet ma wielką moc... i zależnie od sposobu, w jaki używamy tej mocy, może mieć właściwości agresywne lub lecznicze. Wiem, że nie powinnam była, ale...

G: Nie miałaś wyboru. Domyślam się, że nie podjęłaś tej decyzji lekkomyślnie.

Hua: To prawda... mam tylko nadzieję, że odzyska dosyć mocy, zanim wyjedziemy.

G: Odzyska dosyć mocy?

Hua: Tak, od trzech dni zmieniamy się, by modlić się i dawać mu naszą energię magiczną.

Hua: Swoją drogą, Leiftan jest tam, jeśli chciałabyś go zobaczyć.

G: Zobaczę się z nim, gdy będą mieli chwilkę, flet i kryształ są znacznie ważniejsze ode mnie.

G: Swoją drogą, jeśli mogę, chciałabym również użyczyć swojej magicznej energii fletowi.

Hua: Czemu nie, ale nie dzisiaj. Ledwo co się obudziłaś.

G: Rozumiem.

G: Skądinąd, domyślam się, że świątynia jest w opłakanym stanie. Czy mogę w czymkolwiek pomóc?

Hua: Gdyby tylko, to były nasze mury, które... Straty były tylko... tylko...

G: (Łza spłynęła po jej policzku i od razu zrozumiałam.)

G: Ilu, Huang Hua?

Hua: Troje zabitych i sześcioro rannych...

G: Któż to?!

Hua: ... Feng Fu-Hsi, Huang Mee i Feng Tsai Shen. Nikt, kogo byś znała.

G: Och... przykro mi.

Hua: Wybacz mi, jestem trochę zbyt emocjonalna... to nie jest poważne, jak na szefa.

Ew: Już ci to mówiłam, to zupełnie normalne... widziałaś wszystko, co przeszłaś.

G: To normalne, by szef był dotknięty przez śmierć swoich ludzi. Nie masz co czuć się temu winna!

Kiedy dyskutowałyśmy o sytuacji i wigilii pogrzebowej, która miała się odbyć tego wieczoru, gwałtowny ból przeszył moje plecy i krzyknęłam.

Ew: Będzie dobrze?

G: Tak, to rana... wciąż ją odczuwam.

Ew: Dam ci środki przeciwbólowe. Pozostaje ci tylko odpoczywać aż do wieczora.

G: Zgoda...

Ew: Huang Hua, odprowadzę ją do pokoju, wracam za chwilę.

25. Retourne dans ta chambre pour te reposer. (Wróć do swojego pokoju, by odpocząć.)

[Pokój - 30 maana - 1480]

G: (Ewelein pomogła mi się położyć i zrobiła mi zastrzyk ze środkami przeciwbólowymi.)

G: Dziękuję Ewelein, będzie dobrze...

Ew: Nie wahaj się przyjść się ze mną zobaczyć w pokoju Huang Hua w razie potrzeby, zgoda.

G: Nie ma problemu. O której godzinie jest wigilia?

Ew: Przed zachodem słońca, na poziomie mauzoleum.

G: Dziękuję...

G: (Wyszła z pokoju.)

G: (Ze swojej strony, czuję się powalona nowinami, których się dowiedziałam.)

G: (Została nam zabrana nadzieja z serca, a ten atak pozostawił u mnie gorzki posmak...)

G: (Jedynym zwycięstwem jest, ostatecznie, śmierć Naytili...)

G: (Nawet jeśli jednak się z tego nie cieszę.)

G: (Nie mam ochoty zostawać tu i roztrząsać...)

G: (Nawet jeśli Huang Hua dała mi do zrozumienia, że wszystkie ofiary były fenghuangami, chciałabym się upewnić, że wszyscy mają się dobrze.)

26. Prends des nouvelles de Karuto. (Weź nowinki od Karuto.)

[Prawe skrzydło ziemi - 20 maana - razem 1500]

K: Ja... ja...

G: (Karuto jest czerwony jak piwonia.)

Zif: Tak, Karuto. Słucham pana. Proszę nie być nieśmiałym, może mi pan wszystko powiedzieć.

K: To delikatne, proszę mnie zrozumieć... tak bardzo pana szanuję i ja... ja...

G: (Czyżby Karuto był w punkcie wyznania swoich uczuć Feng Zifu?)

G: (Lepiej nie będę im przeszkadzać w tej chwili, która należy tylko do nich. Mam tylko nadzieję, że wszystko pójdzie dobrze dla tego drogiego kucharza.)

G: (W każdym razie, nie wygląda, jakby został ranny. To wszystko, co się liczy.)

27. Prends des nouvelles de Chrome. (Weź nowinki od Chrome.)

[OK, w solucji było napisane "centralne skrzydło", więc nie wiedziałam: ziemi czy powietrza? Poczytałam w komentarzach i było "Chrome jest przed stołówką", no więc centralne skrzydło ziemi... Byłam tam dwa razy, a jego nie było, więc spróbowałam z centralnym skrzydlem powietrza i teraz wracam. Jestem w lewym skrzydle ziemi (o jedno przed centralnym), schodziłam 140 maana i spotkam Ezarela. WS 2 i tak trzeba spotkać w tej turze zadań (26-28), więc dużej straty nie ma. Prawdopodobnie ta część odcinka jest przeznaczona na stracenie maany, więc tutaj postaci nie pojawiają się tak idealnie zgodnie z solucją, jak w poprzednich zadaniach. Co nie zmienia faktu, że odcinek jest tani, bo prawdopodobnie zmieszczę się w dwóch tysiącach.]

[Lewe skrzydło ziemi - 140 maana - razem 1640]

G: Ezarel?

Ez: Gardienne, masz się dobrze! Ulżyło mi.

G: Tak, a ty? Nie zostałeś ranny podczas bitwy, mam nadzieję...

Ez: Nic poważnego, tylko kilka wybroczyn to tu, to tam.

G: Tym lepiej.

Ez: Gardienne... kiedy zobaczyłem, jak cię ugodziła, naprawdę uwierzyłem, że cię zabiła. I mimo wszystkiego, co możesz myśleć, bardzo cię lubię. Więc nie umieraj, ok?

G: Spróbuję!

[Ok, dalej próbuję z tym skrzydłem, ale w jednym kroku nadal nie załapało, więc doszłam do stołówki i cofnęłam się o jedno.]

[Centralne skrzydło ziemi - 30 maana - 1670]

Chrome: Hej Gardienne, wciąż jesteś w trakcie zalegania^?!

G: Ale co ty masz na oku?

^Nie chodzi o kontekst w stylu "mieć zaległości" ("np. "zalegać z oddaniem czegoś"). Ten czasownik jest potoczny, odnośnie nicnierobienia, więc pasuje mi coś w stylu "zalegać na kanapie", a właśnie Gardzia, przez ranę, musiała dużo wypoczywać, więc "zalegała"

C: Ach, zauważyłaś? To jest klasa!

G: Co sobie zrobiłeś?

C: Zostałem ranny podczas bitwy... włócznia przywitała się z moim okiem. [Jaki on ma dystans i poczucie humoru X'D]

G: Na Wyrocznię!

C: Ta, wiem... jestem teraz żywcem obdarty [ze skóry].

G: (Jak zwykle, Chrome robi z tego tyle zamieszania, że trudno mi litować się nad jego losem... Ale jedna kwestia mnie świdruje.)

G: Twoje oko... ty... ono...

C: Nie będę jednooki, jeśli się o to pytasz. To tylko to, że ono potrzebuje czasu, by wyzdrowieć i przede wszystkim by unikać bycia eksponowanym na światło.

G: Rozumiem... to już coś.

G: W każdym razie, przepaska na oko ci pasuje!

C: Dziękuję!

28. Prends des nouvelles de Karenn. (Weź nowinki od Karenn.)

[Tu miałam zgodnie z solucją i za pierwszym razem: Brama odnowienia - 50 maana - razem 1720]

G: (Karenn jest w trakcie dyskutowania z członkiem fenghuangów...)

G: (Nie będę jej przeszkadzać. Wygląda, jakby miała się dobrze, w każdym razie.)

G: (Widziałam wszystkich i nawet jeśli Chrome ma jakieś powikłania po walce, ulżyło mi i jestem wniebowzięta, wiedząc, że sumując: mają się dobrze.)

G: (Słońce zajdzie za kilka godzin, być może już czas udać się na wigilię.)

29. Rends-toi au Mausolée pour assister à la veillée. (Udaj się do Mauzoleum, by uczestniczyć w wigilii.)

[Mauzoleum orłów - 40 maana - razem 1760]

Przybyłam przed mauzoleum, gdzie ciała, widoczne dla wszystkich, zostały złożone na klombach kwiatów. 

W tłumie, zdobyłam spojrzenie Leiftana... niepokojąco, błyszczało od emocji, której nie potrafiłam rozszyfrować.

Mimo wszystkiego, co się wydarzyło, miałam ochotę uścisnąć go w swoich ramionach... ale przyzwoitość mnie powstrzymała i tylko wykonałam ku niemu gest ręką, na który on nieśmiało odpowiedział.

Kiedy wszyscy byli obecni, oni otworzyli drzwi mauzoleum i pomogli wejść nieboszczykom jeden po drugim.

Ten moment przypomniał mi pogrzeb Haglae.

Emocje wygrały ze mną, kiedy oni spopielili pierwszego z fenghuangów poległych w walce. Złotawe światło oświetliło mauzoleum. Nie mogłam powstrzymać łez w obliczu nieszczęścia osób, które mnie otaczały i które opłakiwały swoich przyjaciół, swoją rodzinę...

I przez chwilę, wyobraziłam sobie siebie na miejscu tych zmarłych... Czy ja również byłabym uhonorowana przez obrzędy fenghuangów?

Otarłam się o śmierć bardziej niż kiedykolwiek, i ta rzeczywistość uderzyła mnie z pełnym rozmachem.

Moje gardło ścisnęło się, a mój żołądek się skręcił... Nie mogłam tutaj zostać... nie miałam na to siły.

Usprawiedliwiając się przed Feng Zifu, który stał u mego boku, zdecydowałam się sobie stąd pójść...

O dziwo, zamiast prawić mi kazania co do mojego braku szacunku, uścisnął mnie w swoich ramionach i odprowadził...

Zif: Proszę nie czuć się źle, nie mogąc znieść tego spektaklu.

G: Nie chcę wyglądać, jakbym pluła na wasze tradycje lub nie respektowała zmarłych... ale nie mogę zostać, czuję się... zbyt źle.

Zif: Rozumiem... wszyscy rozumiemy.

G: (Delikatnie złożył pocałunek na moim czole.)

Jego ciepło przypomniało mi to od uścisków ojca dla swej córki.

Wzruszona, dziękowałam mu tysiąc razy przed powrotem do swoich apartamentów.

[Aha, właśnie, ogólnie to jest słowo "mieszkanie" w mnogiej, ale bez sensu, bo członkowie Straży dostali tylko pokoje, a nie całe mieszkania, więc piszę wszędzie "apartamenty", chociaż tak właściwie to nie jest poprawne tłumaczenie xD]

30. Cette veillée était trop rude à supporter pour toi... tu as besoin de te reposer pour te remettre de tes émotions. Va dans ta chambre. (Ta wigilia była dla ciebie zbyt ciężka do zniesienia... potrzebujesz odpocząć, by poukładać sobie swoje emocje. Idź do swojego pokoju.)

[Pokój - 50 maana - razem 1810]

Ledwo weszłam do pokoju, zwaliłam się na podłogę.

Byłam zdewastowana przez to, co się stało... Czułam aurę śmierci wszędzie wokół mnie. Miałam wrażenie być jej ręką, że wszystko, czego bym dotknęła, skończyłoby się śmiercią.

Yvoni, Haglae, Yeu... było tyle śmierci wokół mnie. Byłam znużona.

Zagubiona w swoich myślach, nie słyszałam otwierających się drzwi...

Zagubiona w swoich mrocznych myślach, nie czułam nawet rąk Leiftana, prześlizgujących się wokół mojej talii, by mnie podnieść.

Łagodnie wydał mi rozkaz, bym odwróciła się ku niemu i otoczył mnie swoimi ramionami.

Jego usta składały pocałunki na moich wilgotnych policzkach.

Jego obecność mnie uspokajała... ale liczne pytania paliły me usta.

Kiedy udało mi się osuszyć łzy, odważyłam się mu je zadać.

G: Leiftan... co się wydarzyło tego wieczoru?

Leif: Uwierzysz mi, jeśli powiem, że nic o tym nie wiem?

G: Jak to?

G: (Oderwał się od moich ramion i poszedł usiąść na łóżku.)

Leif: To była panika i właśnie ledwo odepchnąłem jednego z naszych wrogów, gdy zobaczyłem, jak twoje ciało upada na ziemię... oszalałem.

G: Myślałeś, że umarłam?

Leif: Tak... Czułem, jak mój mózg wrze, a krew płynie tylko jednym obiegiem... straciłem nad sobą kontrolę i ruszyłem do ataku.

Leif: Nie umiem sobie wytłumaczyć siły, którą miałem w tamtym momencie. To tak, jakby moje ciało ruszało się samodzielnie. Byłem obserwatorem swoich czynów, nie mogąc niczego kontrolować. A potem... ją zabiłem.

G: (Jego ręce zaczęły przed nim trząść...)

G: Nigdy nikogo przed nią nie zabiłeś?

Leif: Przydarzyło mi się już, jednak, rozkazać, żebyśmy wykończyli osoby zakażone przez zanieczyszczony kryształ, ale Naytili... ona taka nie była, ja...

G: Leiftan, to nie twoja wina. Działałeś w nagłej konieczności...

Leif: Wciąż czuję bicie jej pulsu zanim ja... ja... Trzask jej szyi...

G: (Jego głos drży, zdaje się wchodzić w stan szoku.)

G: Leiftan, posłuchaj mnie! Nie miałeś wyboru. To było "ona lub wszyscy inni"...

Leif: Moje ręce, one...

G: (Otoczyłam twarz Leiftana swoimi dłońmi i pocałowałam go, by go wyciągnąć z jego rosnącej zgryzoty.)

G: (Lecz on uwolnił się z mojego uścisku ze spojrzeniem pełnym niepokoju.)

Leif: Co ja zrobiłem, Gardienne? Nie zasługuję, by cię dotykać! Me ręce są nieczyste...

G: Leiftan! Przestań!

Chwyciłam stanowczo jego dłonie i położyłam je na mojej klatce piersiowej, by pokazać mu, że mnie nie zniesmaczał.

Drżały...

Wtedy wzięłam jedną z nich w swoje i podniosłam jej palce do swojej buzi. Delikatnie je pocałowałam i przesunęłam nimi po swoich wilgotnych wargach.

Później złożyłam delikatne pocałunki na cienkiej skórze jego nadgarstka.

Leif: Gardienne... jak możesz być równie delikatna wobec mnie?

A. Nie mam powodu, by nie być... //

B. Nie umiem sobie tego wyjaśnić... tak już jest. //

[Podobno obie są neutralne, ale w komentarzach jest masa teorii na temat tego, która jest lepsza :/ Na filmikach na yt dawali A, a na blogu z solucją sugerują, że B jest dla tych o wysokim lovometrze i zgłupiałam... Dobra, sprawdziłam, dałam B i różnią się tylko jednym zdaniem ;)]

Po B:

G: (Odpowiedziałam mu, wszystko to kontynuując swoje pocałunki.)

[Po A przechodzimy bezpośrednio dalej]

Leif: Jestem potworem.

G: Nie dla mnie...

Żądna jego ciała, znów zdobyłam jego usta i uwięziłam go w swych ramionach, ze strachu, żeby się nie wymigał...

Miałam ochotę mu udowodnić, że nie był potworem, a nawet jeśliby był, byłam gotowa to zaakceptować.

Zdejmując swój podkoszulek, przykleiłam swoje ciało do jego, by pocałować go z rosnącym zapałem.

Na początku Leiftan wydawał się powściągliwy, ale po trochu... czułam, że moje usta dochodziły do przekonania go... do okiełznania go.

Jego ręce uczepiły się moich bioder i podniósł mnie, by zanieść mnie aż na moje łóżko. Ułożył mnie delikatnie na jeszcze zimnej pościeli i okrył moją szyję pocałunkami.

Tym razem tu byliśmy... Przygotowywaliśmy się do przekroczenia limitu, i być może nie byłoby stąd możliwego powrotu...

A. (Nie mogę dłużej czekać... pragnę go całym swym jestestwem.) [ILUSTRACJA]

B. (Wątpliwości mnie ogarnęły...) //

Po A:

Nie wstrzymując tego dłużej, przyłożyłam swoje biodra do tych mojego kochanka w ostatecznym zaproszeniu.

Jako całą odpowiedź, oderwał się od moich ust, przybierając żarłoczne spojrzenie: dosłownie pożerał mnie wzrokiem.

Bez powściągliwości, pocałował mnie na nowo i zaczął mnie rozbierać. Jego ręce były żądne mego ciała i przylegały do najmniejszego kawałka mojej skóry.

Gdy byłam naga, Leiftan uwięził moje ręce, by przenieść je i ułożyć ponad moją głową. Potem prześlizgnął swoje palce niżej, jeszcze niżej...

Czułam, jak zagłębiają się we mnie, uwalniając falę ciepła w całym moim ciele i zmuszając moje uda do zaciśnięcia się na jego ramieniu.

Leif: Gardienne... mam na ciebie taką ochotę...

G: (Ustawił się z gołym torsem przede mną i, widząc jego cialo, zaczęłam się rumienić.)

A. (Ale nagle się zawahałam.) //

B. Ja też... Mam na ciebie ochotę, Leiftan. [ILUSTRACJA]

Po B:

Nie miałam nawet słowa więcej do powiedzenia. Lorialet rozebrał się w kilku żywych gestach.

Spędziłam trochę czasu na podziwianiu jego smukłego i doskonale wyrzeźbionego ciała... jego skóry tak białej i delikatnej, jego napiętych i jędrnych mięśni, jego wilgotnych i łakomych ust...

Wtedy, powoli, nasze dwa ciała połączyły się.

Wreszcie w pełni należeliśmy do siebie nawzajem.

[Ilustracja :D]

Smutek, ból, przemoc tych ostatnich dni, już nic nie istniało... poza nami. Nami i tym uściskiem, którego nigdy nie chciałabym zobaczyć, jak się kończy.

Bardzo szybko straciłam grunt pod nogami... niesiona przez uczucie, które było mi dotąd nieznane.

To było nienamacalne, a jednak niewiarygodnie realne.

Później tamtej nocy...

?: Oto wreszcie ty...

Leif: Co cię naszło, żeby tutaj wracać?!

Ash: Myślę, że jesteś mi winny wyjaśnienia.

Leif: ...

Ash: Leiftan, co stało się z Naytili?! Dlaczego ją zamordowałeś?

Leif: Jakby jej śmierć cię nie cieszyła...

Leif: Jesteś obrażony, bo odebrałem ci tę przyjemność?

Ash: Nie. Jestem "obrażony", jak mówisz, bo na mogła wciąż być dla nas użyteczna.

Leif: Teraz wiemy, jak zanieczyszczać kryształ, jej obecność nie była dłużej konieczna.

Leif: Skończyłaby stając się dla nas ciężarem, chwila była idealna, by się tego pozbyć.

Ash: Skoro tak mówisz... ale nie sprawisz, że uwierzę, iż to jedyny powód.

Leif: A jaki inny powód mógłbym mieć?

Ash: Ta dziewczyna.

Leif: Jaka dziewczyna?

Ash: Gardienne! Zdajesz się nią interesować... nawet zbytnio.

Leif: A czy to problem?

Ash: Jeśli ona pokrzyżuje nasze plany, tak.

Leif: Nie zrobi tego.

Ash: Ma w tym interes. Dobrze wiesz, że wyeliminuję każdą przeszkodę na swej drodze, nawet tę małą...

?: ^BAM^

Rzuciłem się na Ashkore'a z brutalnością i zapodałem mu brutalny cios pięścią.

Z początku zaskoczony, następnie oddał mi mój cios i wszczęliśmy nieokiełznaną walkę.

To był pierwszy raz, gdy mój wspólnik i ja sam doszliśmy z tym do rękoczynów, ale on zaszedł za daleko.

Groził tej, którą kochałem bardziej niż wszystko na świecie...

Tej, na którą czekałem od zawsze...

Gardienne...

W walce, która nas poróżniła, brałem, oczywiście, górę... ten mały smok nie był niczym w obliczu aengel, którym byłem.

Dobrze umieszczony cios sprawił, że spadła jego maska, a ja zdjąłem swoją przed położeniem swojej dłoni na jego gardle.

Leif: Posłuchaj mnie uważnie.

Leif: Dotknij choćby jednego z jej włosów, a cię zabiję... ciebie i ostatnich następców twojej nędznej, małej rasy.

Ash: Leiftan... ja...

Leif: (Zacisnąłem swoją dłoń na jego szyi pomimo jego jęków.)

Leif: Zaoferowałem ci swoją pomoc. Beze mnie, jesteś niczym. Nie zapominaj o tym.

Leif: Gardienne należy do mnie. Zabraniam ci robienia jej najmniejszej krzywdy. To zrozumiałe... Lance?

G: (ZAKOŃCZ ODCINEK)

Ten odcinek był bardzo zmysłowy, nie jest tak? Ale uwaga,

trzeba się chronić w czasie stosunku seksualnego (MST, IST, niechciana

ciąża, itd...) Jak twoja postać, pomyśl o prezerwatywie!

Jeśli masz pytania dotyczące MST, zabezpieczenia lub antykoncepcji,

zapraszamy do skonsultowania się ze stroną:

[adres francuskiej strony]

G: (ZAKOŃCZ ODCINEK)

Koszt

Policzyłam w solucji zamiast tutaj XD Minimalny koszt to max 200 mniej od mojego, bo więcej na pewno nie zbłądziłam, więc niech będzie 1600. Pomaganie fenghuangom kosztuje nas 200 maana, ale jeśli się nie zgodzimy, to wydamy na strój 720.

Mój koszt: 1810 maana

Myślę, że 4500 to już takie absolutne maksimum, ale może ktoś jest naprawdę zdolny xD